statystyki

Nie wolno niszczyć służby cywilnej. Lepiej zmienić żonę niż administrację

autor: Artur Radwan02.05.2016, 07:11; Aktualizacja: 02.05.2016, 07:17
Jerzy Stępień, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji w latach 1997–1999, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, a w latach 2006–2008 prezes TK

Jerzy Stępień, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji w latach 1997–1999, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, a w latach 2006–2008 prezes TKźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jerzy Stępień: Jeśli polityk ma niską samoocenę i boi się, że zarzucą mu brak kompetencji i wiedzy, to będzie się otaczał osobami głupszymi od siebie.

Reklama


Jak pan postrzega polską administrację publiczną?

Jeśli chodzi o samorząd terytorialny, to na razie nie ma większego powodu do niepokoju. Uważnie obserwujemy rozwój sytuacji, ale jeszcze nie krzyczymy. Niestety obniżenie swego czasu podatków spowodowało poważną lukę w samorządowych finansach. Teraz się mówi o kwocie wolnej od podatku, która ma być podwyższona. Zgadzam się, że powinno się tak stać, ale nie ze stratą dla samorządów. Podsumowując kwestię samorządów, możemy powiedzieć, że stare problemy są nierozwiązywalne i pojawiają się nowe w tej samej skali.

Czy podobne refleksje ma pan, patrząc na administrację rządową?

Nie. Tu sytuacja jest zupełnie inna. To, co zrobiono pod koniec roku, likwidując konkursy na wyższe stanowiska w administracji rządowej, jest niczym innym jak zamachem na służbę cywilną. A przecież służba cywilna jest instytucją konstytucyjną, czyli jest wpisana do ustawy zasadniczej. Tymczasem rządzący wychodzą z założenia, że zwycięzca bierze wszystko, w tym stanowiska dyrektorskie. Niestety kompetencje nie mają tu znaczenia, liczy się przynależność partyjna.

Jesteśmy pod tym względem bliżej cywilizowanych państw czy republik bananowych?

Nie znam na tyle dobrze tych republik bananowych, aby nasz kraj do nich porównywać. Ale z pewnością te kraje mogą obecnie brać przykład z naszego rządu, jak się zdobywa łupy i kolejne stanowiska. Warto zauważyć, że w Europie Zachodniej już na przełomie XVII i XVIII wieku budowano służbę cywilną, która służyła zmieniającym się kolejnym ekipom rządzącym. Tak było też w XIX w. w Anglii. My z kolei utworzyliśmy służbę cywilną przed wojną w 1922 r. W USA system łupów wyborczych ograniczono na początku XX w. Do tej pory jest tak, że gdy przychodzi nowy prezydent, ma prawo wymienić tylko 10 proc. stanowisk, począwszy od sekretarki, a kończąc na najwyższych funkcjach urzędniczych.

Czy obecnie istnieje coś takiego jak etos urzędnika?

(śmiech) Ja tego nie czuję. Mnie się wydawało, że jak będziemy budowali służbę cywilną i utworzyły Krajową Szkołę Administracji Publicznej, to zaczniemy budować taki etos urzędnika służby cywilnej. Ale okazuje się, że co przychodzi władza, to wyrzuca ludzi z najwyższych stanowisk. Nie mówię tylko o obecnej. Ta poszła szczególne daleko. Mam mnóstwo swoich studentów z pierwszych lat KSAP i przez lata opowiadali mi, jak są odsuwani od stanowisk i na dodatek przegrywali sprawy w sądach pracy, bo sędziowie nie rozumieją pojęcia służby cywilnej.

Do tej pory dyrektorzy generalni niechętnie oferowali pracę absolwentom KSAP.

A to błąd, bo tego typu urzędnicy się sprawdzają. Być może dyrektorzy czują zagrożenie ze strony tych absolwentów. Do dzisiaj nie zrozumieliśmy istoty służby cywilnej. Powinna jednak być granica między administracją a polityką. Ci drudzy to posłowie, senatorowie, prezydent oraz ministrowie i wiceministrowie tworzący gabinet premiera. Polityka powinna się właśnie kończyć na tym ostatnim szczeblu. Na stanowisku dyrektora generalnego powinien być urzędnik służby cywilnej wybrany z konkursu. I od tego nie odejdę. Szukamy najlepszego na to stanowisko. Oczywiście konkurs musi być uczciwy. My niestety mamy taki wschodni stosunek do instytucji zachodnich.

Czyli?

Podobają się nam osiągnięcia zachodniej cywilizacji, czyli dobrze działająca administracja, ale chcielibyśmy to osiągać za pomocą wschodnich metod. Czyli jak robimy konkurs, to celem nie jest wybranie najlepszego kandydata, ale wygrana tzw. własnego człowieka.

Czy jest szansa, by to zmienić?

Tak, o ile rządzący wreszcie zrozumieją, że nasza administracja musi być stabilna i dobrze wykształcona. To nie może być tak, że każda ekipa przychodzi ze swoimi ludźmi i wyrzuca poprzedników. Jak się niszczy służbę cywilną, to niszczy się również tzw. pamięć instytucjonalną, która jest największym skarbem administracji. Dlatego jeśli zmieniają się ministrowie, to powinni się zmieniać ich zastępcy, a także gabinety w postaci doradców. Z kolei urzędnicy powinni potrafić zrealizować najbardziej ambitny plan rządu, a jednocześnie przestrzec polityków przed negatywnymi skutkami określonych decyzji. Urzędnik nie powinien bać się powiedzieć ministrowi, że się myli.


Pozostało jeszcze 63% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama