statystyki

Zamówienia publiczne: Możemy stracić część unijnych dotacji

autor: Sławomir Wikariak26.04.2016, 07:29; Aktualizacja: 26.04.2016, 07:41
Część zamawiających zdaje sobie sprawę z zagrożenia

Część zamawiających zdaje sobie sprawę z zagrożeniaźródło: ShutterStock

Ogłaszając przetarg współfinansowany z funduszy europejskich, instytucje i przedsiębiorcy muszą się liczyć z utratą nawet 25 proc. przyznanych środków.

Reklama


Reklama


Polska nie wdrożyła na czas unijnych dyrektyw dotyczących zamówień publicznych. Termin na to upłynął 18 kwietnia 2016 r. Prace nad niezbędną nowelizacją jeszcze trwają w Sejmie, a nasze krajowe przepisy są niezgodne z regulacjami wspólnotowymi.

Opóźnienie nie ma żadnego wpływu na zamówienia poniżej progów unijnych, gdyż do nich nie stosuje się dyrektyw. Nie powinno też komplikować życia instytucjom ogłaszającym droższe przetargi realizowane z własnych środków. Niestety, znacznie gorzej sprawa wygląda z tymi współfinansowanymi ze środków unijnych.

Prawie co siódme zamówienie z Polski

Prawie co siódme zamówienie z Polski

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Groźba utraty części dofinansowania jest nie tyle możliwa, ile w zasadzie oczywista – ostrzega dr Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Doradczej Sienna. Jego zdaniem można teraz najwyżej minimalizować wysokość korekt finansowych. – Bo ich nałożenia już raczej nie da się uniknąć – kwituje.

Zagrożenie dostrzegają też inni eksperci. Na kilka dni przed terminem implementacji prawa unijnego ostrzegała przed nim dr Aneta Wala, adwokat w kancelarii Wierzbowski Eversheds. „Zamawiający ogłaszając po 18 kwietnia 2016 r. postępowania o wartości powyżej progów unijnych w oparciu o przepisy dotychczasowej ustawy – Prawo zamówień publicznych, powinni się liczyć z ryzykiem nałożenia korekt finansowych z uwagi na nieprawidłowości, tj. udzielenie zamówień niezgodnie z obowiązującym prawem unijnym w dziedzinie zamówień publicznych” – napisała na blogu Eurozamowienia.pl, doradzając jednocześ- nie wstrzymanie się z przetargami tam, gdzie to możliwe.

Mniej ogłoszeń

Część zamawiających zdaje sobie sprawę z zagrożenia – świadczy o tym zdecydowanie mniejsza niż przed 18 kwietnia liczba ogłoszeń o zamówieniach współfinansowanych z funduszy europejskich. Niemniej niektórzy, prawdopodobnie przymuszeni terminami, podejmują ryzyko. Pojawiły się przetargi dotyczące m.in. zakupu autobusów współfinansowanego z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014–2020, taboru kolejowego ze wsparciem z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014–2020 oraz usług doradczych finansowanych z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego.

Z czasem takich zamówień może się pojawić więcej, gdyż beneficjenci unijnych środków są związani terminami wynikającymi z umów. Wprawdzie mogą przesunąć przetarg o tydzień czy nawet kilka tygodni, to nie będą w stanie tego odwlekać miesiącami. Tymczasem nad nowelizacją ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 2164) pracuje dopiero sejmowa podkomisja. Nowe przepisy wejdą więc w życie nie wcześniej niż na przełomie maja i czerwca.

Dokument europejski

Wiele zmian wynikających z dyrektyw może uwzględnić sam zamawiający, nie czekając na nowelizację polskich przepisów, co zresztą proponuje Urząd Zamówień Publicznych w opublikowanej niedawno opinii. Chodzi np. o zapewnienie dostępu dla osób niepełnosprawnych i niższe wymogi dotyczące rocznych obrotów osiąganych przez przedsiębiorców. Największy problem może być z uwzględnieniem jednolitego europejskiego dokumentu zamówienia, czyli swego rodzaju oświadczenia własnego, które ma zastąpić wszystkie dziś składane dokumenty potwierdzające spełnianie warunków przetargowych.

– Nie ma możliwości wymagania go w ogłoszeniu i specyfikacji, bo wciąż obowiązują polskie niezmienione przepisy. A z perspektywy unijnej już oznacza to korektę finansową w wysokości 5 proc. dofinansowania, gdyż wiąże się z nadmiernymi i nieuzasadnionymi wymaganiami – wyjaśnia dr Włodzimierz Dzierżanowski.

W opublikowanych w ostatnich dniach ogłoszeniach rzeczywiście zamawiający żądają dotychczasowych dokumentów, zgodnych z polskim, a nie unijnym prawem, za co grozi wspomniane 5 proc. korekty. Jeśli już podczas przetargu zaakceptują jednolity europejski dokument zamówienia, to na takiej karze prawdopodobnie się skończy. Ale jeśli ktoś będzie chciał się posłużyć europejskim dokumentem, a zamawiający się na to nie zgodzi, to korekta może wynieść 25 proc., gdyż naruszenie znacząco wpłynie na wynik postępowania. A to oznaczać może sankcje liczone w milionach euro.

Czy istnieje sposób na to, by uniknąć korekt mimo niezgodności ogłoszenia o zamówieniu z prawem unijnym? Teoretycznie jest to możliwe, ale tylko wtedy, gdy przedsiębiorcy będą prosić o wyjaśnienia, a i to nie przy wszystkich rodzajach zamawiających.

– Sposobem na doprowadzenie do zgodności z dyrektywą może być zadanie pytania do ogłoszenia przez wykonawcę, który powoła się na bezpośrednią stosowalność danego postanowienia dyrektywy. Jeśli w odpowiedzi na nie zamawiający zastosuje takie postanowienie dyrektywy, to wówczas niejako doprowadzi do zgodności ogłoszenia z przepisami unijnymi – tłumaczy dr Aneta Wala, powołując się na wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 22 czerwca 1989 r. (sprawa C-103/88 Fratelli Costanzo). Zastrzega jednak, że z tej możliwości mogą skorzystać tylko zamawiający będący reprezentantami państwa, w tym organy administracji państwowej i samorządowej. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama