To sprytny ruch, bo gdyby trybunał uznał ten zarzut za słuszny, rządzący nie mieliby żadnego pretekstu do nieopublikowania takiego wyroku.

Ostatni – niekorzystny dla ustawodawcy – wyrok trybunału dotyczący nowelizacji ustawy o TK (tzw. ustawy naprawczej, sygn. akt K 47/15) do dziś nie został opublikowany przez prezesa Rady Ministrów. Rząd bowiem stoi na stanowisku, że orzeczenie nie zostało wydane zgodnie z prawem, jako że nowa ustawa nakazuje trybunałowi rozpatrywać sprawy według kolejności ich wpływu. Zdaniem rządu trybunał powinien więc rozpatrzeć najpierw wszystkie wnioski, które do niego wpłynęły wcześniej, zanim zajął się nowelą. Po drugie powinien był wyrokować w pełnym składzie, który wynosić miał 13 osób.

Teraz PO zamierza rządzącym wytrącić te argumenty z ręki. Gdyby bowiem TK potwierdził stawiany przez posłów zarzut i uznał regulację za niezgodną z umową międzynarodową, to premier nie miałaby żadnego pretekstu do odmowy opublikowania takiego orzeczenia. A powody tego są dwa.

Po pierwsze, PO zaskarżyła ustawę nie pod kątem jej zgodności z konstytucją, lecz pod kątem zgodności z Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. A te sprawy mają osobną sygnaturę i są rozpatrywane niezależnie od wniosków dotyczących niezgodności ustaw z konstytucją.

– Nawet biorąc pod uwagę tzw. ustawę naprawczą z grudnia 2015 r., o której niekonstytucyjności trybunał orzekł nieopublikowanym dotąd wyrokiem z 9 marca 2016 r., wniosek taki może być rozpatrzony niemal natychmiast, ponieważ w TK nie czeka w kolejce żadna inna sprawa tego typu – podkreśla prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS.

Po drugie, w tego typu postępowaniach nie jest wymagane, aby pochylał się nad nimi pełny skład TK. Ani bowiem czerwcowa ustawa nie wprowadziła takiego wymogu (Dz.U. z 2015 r. poz. 1064), ani jej późniejsza nowelizacja. W przypadku badania regulacji pod kątem respektowania umów międzynarodowych ta pierwsza wymagała składu pięcioosobowego; nowelizacja mówiła o składzie siedmioosobowym.

Co konkretnie jest we wniosku grupy posłów? Zarzucają oni art. 21 ust. 1 ustawy o TK (który notabene nie był w zeszłym roku zmieniany) niezgodność z art. 6 konwencji. Przepis ustawy stanowi bowiem, że osoba wybrana na stanowisko sędziego trybunału składa ślubowanie wobec prezydenta. W konwencji natomiast zapisano, iż każdy ma prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia sprawy przez niezawisły i bezstronny sąd. Zdaniem posłów PO wspomniany przepis ustawy o TK takiego prawa nie gwarantuje. „(...) Ochrona niezależności Trybunału Konstytucyjnego i niezawisłości jego sędziów, jak też właściwe gwarancje proceduralne związane z postępowaniem przed Trybunałem Konstytucyjnym, umożliwiające rozpatrzenie sprawy w rozsądnym terminie, stanowią fundament ochrony praw człowieka w polskim systemie prawnym, co uzasadnia zarzut niezgodności art. 21 ust. 1 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z art. 6 ust. 1 Konwencji” – czytamy we wniosku.

Aby więc można było mówić o zagwarantowaniu prawa do sądu w ustawie, musiałby się znaleźć przepis, który ustanawiałby procedurę zastępczą na wypadek, gdyby prezydent nie odebrał ślubowania od wybranego przez Sejm sędziego TK. Wszak prezydent Andrzej Duda do dziś nie odebrał ślubowania od trzech sędziów wybranych przez poprzedni Sejm, mimo iż TK uznał, że podstawa prawna ich wyboru była zgodna z konstytucją. Zdaniem posłów w takiej sytuacji nowo wybrany sędzia powinien mieć możliwość złożenia ślubowania przed innym organem, np. marszałkiem Sejmu lub prezesem TK. Tym bardziej – jak wskazują posłowie – że Komisja Wenecka w swoim niedawnym raporcie stwierdziła m.in., że „sam fakt odebrania ślubowania nie może być rozpatrywany jako warunek konieczny dla umocowania sędziów TK. Przyjęcie ślubowania przez prezydenta jest niezaprzeczalnie ważne, będąc widocznym znakiem lojalności wobec konstytucji, ale pełni funkcję przede wszystkim ceremonialną”.