Ukończenie podstawowego szkolenia z kierowania pojazdami nie dla każdego oznacza, że opanował umiejętność prowadzenia na tyle, by od razu zdać egzamin. Ci, którym jeszcze trochę brakuje, doszkalają się w ramach kursu uzupełniającego. Kłopot w tym, że takie szkolenie – obejmujące zazwyczaj po kilka godzin jazdy – często nie jest ewidencjonowane. Według badań przeprowadzonych przez fundację SOS Odpowiedzialne Szkoły Jazdy 63 proc. dodatkowych jazd wykupowanych przez kursantów jest prowadzone na czarno. Kursant nie dostaje paragonu ani karty przeprowadzonych zajęć, a informacja o szkoleniu nie jest rejestrowana w ewidencji prowadzonej przez szkołę jazdy.

Nieszczelny system

Jak przypomina Filip Grega, prezes Fundacji SOS Odpowiedzialne Szkoły Jazdy, niedopełnienie tych obowiązków sprawia, że w myśl prawa kursant w trakcie takich zajęć nie jest uprawniony do kierowania pojazdem. Oznacza to, że w razie wypadku zakład ubezpieczeń lub Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny może domagać się od kursanta zwrotu poniesionych kosztów z tytułu odszkodowania lub zadośćuczynienia. Kierował on bowiem samochodem, nie mając do tego uprawnień. Potwierdzają to stanowiska zarówno rzecznika ubezpieczonych, jak i UFG.

Za kółkiem

Za kółkiem

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Okoliczności jednak sprzyjają szarej strefie. Kursanci często umawiają się z instruktorem telefonicznie, nie zaglądając nawet do ośrodka szkoleniowego. Nie żądają ani paragonu, ani karty przeprowadzonych zajęć. A właśnie domaganie się tych dokumentów pozwala potem wykazać, że kursant dochował wszelkiej staranności przy zawieraniu umowy, co powinno go uwolnić od roszczeń regresowych. Nie rozwiązują one jednak całego problemu.

– Karta zajęć bywa świstkiem papieru, który instruktor przechowuje w torbie. Nawet jej wypełnienie i nadanie numeru ewidencyjnego nie gwarantuje, że informacja o szkoleniu zostanie odnotowana w książce ewidencji – zauważa prezes SOS OSJ.

– Bywa, że zaraz po zakończeniu szkolenia i przyjęciu pieniędzy takie fikcyjnie wystawione karty się niszczy, a w dokumentacji szkoleniowej ośrodka szkolenia kierowców (OSK) nie pozostaje ślad po usłudze i przychodzie – mówi Filip Grega. Tym bardziej że szkolenia odbywają się często bez wiedzy OSK, w którym pracuje instruktor.

Ścisłe zarachowanie

Rozwiązaniem byłoby nadanie karcie zajęć charakteru druku ścisłego zarachowania i wydawanie jej przez wydział komunikacji starostwa powiatowego z chwilą utworzenia profilu kandydata na kierowcę (PKK).

– Nie wpłynie to na koszt pracy urzędów, gdyż już teraz wydają one potwierdzenie wygenerowania PKK w postaci kartki A4. Wystarczyłoby, aby znajdowała się na niej również tabelka do wypełnienia, stanowiąca kartę przeprowadzonych zajęć, wraz z liczbą kontrolną, która pozwoliłaby na weryfikację jej autentyczności. Na szkolenie uzupełniające kartę mógłby generować i drukować sam ośrodek za pomocą systemu PKK. Wtedy np. policjant byłby w stanie stwierdzić, czy szkolenie jest prowadzone zgodnie z zasadami – mówi Filip Grega. – Takie rozwiązanie uszczelniłoby nadzór – przyznaje Krzysztof Bandos, szef Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców (PFSSK).

Innego zdania jest jednak Roman Stencel z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej OSK.

– Obowiązków biurokratycznych dla szkół jazdy i bez tego jest dużo. A jeśli ktoś chce oszukać, to i tak znajdzie sposób, aby obejść przepisy – mówi.

– Wystarczy, jeśli będzie się uczulać kursantów, by żądali wydania paragonu i karty zajęć – przekonuje.