statystyki

Zamówienia publiczne: Koniec handlu referencjami

autor: Sławomir Wikariak29.02.2016, 07:45; Aktualizacja: 29.02.2016, 10:43
W ślad za dyrektywą projekt upraszcza składanie ofert w przetargach

W ślad za dyrektywą projekt upraszcza składanie ofert w przetargachźródło: ShutterStock

Firmy startujące w przetargach będą się mogły podpierać doświadczeniem innego przedsiębiorcy wyłącznie wtedy, gdy zatrudnią go potem jako podwykonawcę. A i to nie zawsze.

reklama


reklama


Zakończyły się konsultacje projektu nowelizacji przepisów o zamówieniach publicznych. Głównym jego celem jest wdrożenie nowych dyrektyw. Przy okazji jednak Ministerstwo Rozwoju, bo to ono przygotowało projekt, postanowiło rozwiązać kilka systemowych problemów. Jednym z nich jest handel referencjami.

Przepisy pozwalają posiłkować się w przetargach cudzym doświadczeniem. Bez przejaskrawiania można powiedzieć, że np. kancelaria prawna jest w stanie wygrać przetarg na budowę autostrady, choć nie ma w tym żadnego doświadczenia. Wystarczy, że przedstawi zobowiązanie firmy, która takie doświadczenie posiada, o użyczeniu jej zasobów. Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie to, że obecne przepisy nie wymagają uczestnictwa firmy użyczającej swojego doświadczenia w realizacji zamówienia. To zaś prowadzi do handlu referencjami. Firmy, które nie spełniają warunków, wygrywają przetargi tylko dzięki temu, że przekazano im doświadczenie na papierze.

Nowela ma to ukrócić.

– Wykonawcy będą mogli polegać na zdolnościach innych podmiotów tylko wówczas, gdy zrealizują one roboty budowlane lub usługi, do realizacji których te zdolności są wymagane. Pozwoli to wreszcie położyć kres dotychczasowej wadliwej praktyce i zakończy spory, w jaki sposób może być udostępnione doświadczenie innego podmiotu – tłumaczy Tomasz Zalewski, radca prawny kierujący zespołem zamówień publicznych w kancelarii Wierzbowski Eversheds.

Mówiąc wprost – w odniesieniu do warunków dotyczących wykształcenia, kwalifikacji zawodowych lub doświadczenia wykonawca będzie mógł podeprzeć się zasobami innych firm tylko wtedy, gdy zatrudni je jako podwykonawców.

Wprowadzono też dodatkowe obostrzenie. Już dzisiaj zamawiający może zastrzec kluczową część robót budowlanych lub usług, którą wykonawca ma zrealizować samodzielnie. Tyle że zastrzeżenie to nie obowiązuje, gdy firma posługuje się cudzym potencjałem. Teraz ma obowiązywać, gdyż wykreślony zostanie art. 36a ust. 3 ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 2164). W praktyce oznaczać to będzie, że dla zastrzeżonych części zamówienia nie będzie się już można podeprzeć cudzym doświadczeniem.

– To pozwoli ograniczyć negatywne zjawisko nadużywania podwykonawstwa, co dziś prowadzi do sytuacji, że część zamówień, które mogłyby zostać udzielone bezpośrednio średnim firmom, te firmy wykonują jako podwykonawcy, zwykle za niższe wynagrodzenie. Jest to też oczywiście kolejne rozwiązanie zmierzające do ograniczenia zjawiska obrotu referencjami – tłumaczy Grzegorz Lang z Ministerstwa Rozwoju, który koordynuje prace nad projektem.

Spółki komunalne

Sporo kontrowersji podczas konsultacji wzbudziły tzw. zamówienia in-house. W polskich realiach chodzi przede wszystkim o zlecenia dawane spółkom komunalnym przez będące ich właścicielami gminy. Zgodnie z pierwotnym projektem miały być one całkowicie wyłączone spod reżimu przepisów o zamówieniach publicznych. Ostro zaprotestowała jednak część organizacji skupiających przedsiębiorców; z kolei samorządy broniły pomysłu.

– Wskutek uwag zgłoszonych podczas konsultacji społecznych możliwość bezprzetargowego udzielania zamówień będzie zapewniona nie przez wyłączenie z obowiązku stosowania ustawy w ogóle, ale przez możliwość udzielenia zamówienia z wolnej ręki. Takie rozwiązanie podda udzielanie zamówień in-house szerszej kontroli społecznej – mówi Grzegorz Lang.

– Jawne będą ogłoszenie o zamiarze zawarcia umowy z wolnej ręki, a także sama umowa, a zainteresowani będą mogli zaskarżyć wybór trybu z wolnej ręki – dodaje.

Zdaniem niektórych ekspertów jest to jednak niepotrzebna komplikacja.

– Abstrahując od tego, czy w polskich warunkach wprowadzenie zamówień in-house jest w ogóle wskazane, uważam, że jeśli się już na nie decydujemy, to powinniśmy całkowicie wyłączyć spod ustawy. Tak naprawdę efekt byłby podobny, a oszczędziłoby to zamawiającym sporo biurokracji z pisaniem protokołu postępowania, powoływaniem komisji przetargowej itd. – ocenia dr Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Doradczej Sienna.

Mniej formalności

W ślad za dyrektywą projekt upraszcza składanie ofert w przetargach. Aby wystartować, nie trzeba będzie przedstawiać sterty zaświadczeń potwierdzających spełnienie warunków udziału w postępowaniu. Będą one wymagane (i to nie zawsze) wyłącznie od wykonawcy, którego oferta zostanie wybrana. Na etapie startu w przetargu wystarczy samodzielne oświadczenie o spełnianiu warunków i braku podstaw do wykluczenia. Przy tym do progów unijnych wykonawcy składać będą własne oświadczenia. Powyżej będą się już musieli posłużyć jednolitym europejskim dokumentem zamówienia.

– Dobrze, że MR zdecydowało się na takie rozróżnienie. Wbrew deklaracjom Komisji Europejskiej stworzony przez nią wzór jednolitego europejskiego dokumentu zamówienia jest bowiem nadzwyczaj skomplikowany i trudno go będzie wypełnić bez pomocy ekspertów – chwali Artur Wawryło, ekspert Centrum Obsługi Zamówień Publicznych.

Jak stwierdza, dzięki rozwiązaniu przyjętemu w nowelizacji w mniejszych przetargach firmy będą mogły samodzielnie napisać własne oświadczenie.

Przy tym powyżej progów unijnych zamawiający będzie zobligowany żądać dokumentów potwierdzających spełnianie warunków od zwycięzcy przetargu. Poniżej – będzie mógł, ale już nie musiał.

– Jak rozumiem jest to wyraz zaufania do przedsiębiorców, co pewnie jest słuszne. Z drugiej jednak strony oczywiście pojawia się pytanie, czy wykonawcy nie będą tego zaufania nadużywać – komentuje Artur Wawryło.

Nie zmieniły się propozycje dotyczące kryteriów oceny ofert i zatrudniania na etat. Rząd chce, by – co do zasady – cena mogła stanowić jedynie do 40 proc. wagi wszystkich kryteriów. Przepisy mają też zobowiązywać zamawiających, by wymagali od firm zdobywających zamówienia publiczne zatrudniania pracowników na etat. Od ponad roku przepisy przewidują taką możliwość, jednak niewielu organizatorów z nich korzysta. Teraz zostaną do tego wprost zmuszeni przy przetargach na roboty budowlane i usługi obejmujące wykonywanie czynności, które powinny być wykonywane przez pracowników etatowych.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama