PiS nieco złagodził dyskusję wokół podziału Mazowsza. Teraz deklaruje, że chodzi o podział statystyczny województwa, czyli to, o co zabiegali m.in. pan i pani Hanna Gronkiewicz-Waltz. Temat administracyjnego podziału został przynajmniej odsunięty w czasie. Czy takie zapowiedzi uspokajają?

W żadnym wypadku. Wystarczyło posłuchać ostatnio przedstawicieli tej partii. Przecież widać wyraźnie, że gdyby mogli, zrobiliby to w jedną noc. Tak naprawdę powstrzymuje ich oczywista absurdalność pomysłu polegającego na administracyjnym wyodrębnianiu Warszawy z województwa. To jest naprawdę groźne dla absorpcji środków unijnych. Przy obecnej atmosferze wytworzyonej wokół Polski w Unii Europejskiej komisja prędzej każe im się puknąć w czoło niż wyrazi zgodę na takie dzielenie regionu. Podział statystyczny jest potrzebny i logiczny. Przewrotność planów PiS-u polega na tym, że myśleli i mówili o podziale administracyjnym, mają pomysły też na nowe województwa, takie jak środkowopomorskie czy częstochowskie. Jednak gdy zorientowali się, jak trudno będzie to przeprowadzić, nagle dostali olśnienia i mówią o podziale statystycznym.

Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego

Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ale w dalszym ciągu nie jest wykluczony administracyjny podział regionu w przyszłości. Dziś utrudnia to trwająca perspektywa unijna 2014– 2020. Może w takim razie PiS zechce dokonać rewolucji po 2020 roku, między jedną perspektywą UE a drugą?

To jest bardzo trudny scenariusz. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że dyskusji nie można sprowadzać wyłącznie do środków unijnych. Podział administracyjny wiąże się z powstaniem dwóch osobnych bytów na tej samej przestrzeni. Prezes Kaczyński sam przyznawał, że co prawda Warszawa na tym straci, ale jednocześnie użalał się nad tym biednym Mazowszem. A może być zupełnie inaczej. Bo z tego województwa pozbawionego Warszawy zrobimy pariasa. Bo jak będzie funkcjonował transport publiczny, np. w postaci Kolei Mazowieckich? Codziennie do pracy w Warszawie z samego woj. mazowieckiego dojeżdża 170 tys. ludzi. Mało tego – jak podzielimy dług Mazowsza czy janosikowe, którego region jest największym, a właściwie jedynym płatnikiem na szczeblu województw? Czy sejmik ma być w Płocku, a wojewoda w Radomiu? To się nie trzyma kupy.

Załóżmy, że PiS blefuje i mimo wszystko dąży do szybkiego podziału administracyjnego regionu i przyspieszonych wyborów. Czy pan weźmie udział w takiej elekcji?

Trudno się odnosić do jakichś absurdalnych założeń. Będę robić wszystko, by obronić województwo. Na początku marca organizujemy dużą konferencję naukową poświęconą planom PiS wobec regionu. Mamy szerokie poparcie, kolejne rady gmin i powiatów podejmują uchwały popierające nas. Nie pozwolimy zrobić z Mazowszem tego samego, co zrobiono z Trybunałem Konstytucyjnym.

Najwięcej ostatnio mówiło się o Mazowszu, ale w tle toczy się dyskusja o powołaniu dwóch innych nowych województw. Czy pana zdaniem to realne?

Zawsze jest grono ludzi, które w zmianach administracyjnych upatruje szansy na rozwój. Ale te osoby nie rozumieją, że nie da się wykreować rozwiązań przestrzennych i ekonomicznych, które dadzą oazę szczęścia. Gdyby powstało teraz województwo środkowopomorskie, byłoby bardzo biedne. Z kolei częstochowskie to jakieś mikroregion zlepiony z powiatów z trzech sąsiednich województw. To nieracjonalne.

Po ostatnim zamieszaniu wokół Trybunału Konstytucyjnego i spotkaniu samorządowców z ministrem finansów wierzy pan, że uda się w tym roku wreszcie zreformować janosikowe?

To trudny temat. PiS ma duże poparcie we wschodnich województwach, które chcą jak najwięcej uszczknąć z tej bogatej Warszawy i Mazowsza. Fakt, sprawa musi być uregulowana, bo inaczej janosikowego w ogóle nie będzie.

Albo wystarczy po raz trzeci przyjąć protezę legislacyjną i kolejny raz obniżyć Mazowszu wpłaty, a resztę dosypać z budżetu państwa.

Tego nie wykluczam. Na spotkaniu z ministrem Szałamachą podniosłem ten temat, a niezłomna pani wiceminister Majszczyk zadeklarowała, że specjalny zespół pracuje nad zmianami. Jeżeli rządzący mają trochę oleju w głowie, to jakiś projekt przygotują. A jeśli znów pojawi się próba oskubania Mazowsza, będzie to oznaczało wojnę.

Pojawił się nowy pomysł, by marszałkowie i starostowie byli wybierani bezpośrednio na maksymalnie dwie pięcioletnie kadencje.

Ręce opadają. Posłów też tak ograniczymy? PiS wyznaje zasadę, że jak nie wiesz, co zaproponować, to zaproponuj igrzyska. Demokracja polega na tym, że to ludzie decydują, kto nimi rządzi. Co cztery lata ok. 30 proc. wybieralnych samorządowców jest wymienianych. Jeśli chodzi o bezpośredni wybór marszałków, to oznaczałoby to bardzo silny mandat, niemal jak w przypadku prezydenta. Ale załóżmy, że marszałkiem zostaje przedstawiciel jakiejś partii niemającej większości w sejmiku. Takie rządzenie to prawdziwa udręka – mielibyśmy ciągłe referenda czy ciągłe próby obniżania pensji organowi wykonawczemu. Pytanie więc, czy byłby to właściwy model funkcjonowania całego regionu.