Profesor Piotr Kruszyński mówił, że obecna prokuratura to spuścizna stalinowskich reform z lat 1949–1950, posowiecki skansen. Projekt nowej ustawy –Prawo o prokuraturze, autorstwa PiS, to zmienia?

Z tym stalinizmem to przesada. Faktem jest natomiast, że obowiązująca ustawa pochodzi z epoki realnego socjalizmu. Powstała zaraz po stanie wojennym. Prokuratura nie jest dziś instytucją nowoczesną i funkcjonalną, dostosowaną do wymogów zwalczania współczesnej przestępczości. Jest skażona biurokracją i wszechobecną statystyką.

Powstanie prokuratura pana marzeń?

Do prokuratury marzeń będzie wciąż daleko. Ale tu nie chodzi o marzenia, tylko o stworzenie instytucji maksymalnie sprawnej, wolnej od setek zadań, których wykonywanie jest niezrozumiałe, choć częściowo wynika z przepisów. Wolałbym, aby projekt był pierwszym krokiem do stworzenia takiej prokuratury.

Najlepsze rozwiązanie w tym projekcie, to...

Wprowadzenie obligatoryjnego referatu dla każdego prokuratora. Przestrzeganie tej zasady może być punktem wyjścia do uzdrowienia sytuacji w prokuraturze, w której – inaczej niż w sądach – funkcjonował podział na prokuratorów oskarżających i występujących w sądzie oraz tych, którym, jak się zdawało, przysługiwał dożywotni immunitet na prowadzenie spraw i uczestniczenie w rozprawach przed sądami.

Ale dziś też każdy prokurator musi prowadzić lub nadzorować śledztwa, oskarżać przed sądem albo wytaczać powództwa w sprawach cywilnych. A i projekt PiS przewiduje wyjątki, które – jak to zwykle w prokuraturze – mogą stać się regułą.

Jest taka norma w akcie niższego rzędu – regulaminie. Oparta jest na alternatywie: prokurator może albo oskarżać, albo chodzić do sądu lub wykonywać oba zadania łącznie. Mówiłem ministrom Grabarczykowi i Biernackiemu, że zasada obowiązkowego referatu będzie obchodzona poprzez kierowanie prokuratorów niewykonujących zadań należących do istoty naszego zawodu na pojedyncze wokandy, np. raz do roku. Nie posłuchali albo poddali się lobbingowi ze strony Prokuratury Generalnej, która za wszelką cenę dążyła do utrzymania synekur powiązanych z przywilejem braku odpowiedzialności za podejmowanie na co dzień decyzji procesowych.

Zmiany organizacyjne się panu podobają?

Odbieram je pozytywnie. Gołym okiem widać znaczne uproszczenie struktur i położenie nacisku na pracę typowo oskarżycielską. Zdecydowanie korzystne jest wyodrębnienie pionu do spraw przestępczości zorganizowanej na poziom centralny, co jest ogólnoświatowym standardem. W mojej ocenie korekty powinny być jeszcze bardziej zdecydowane. Liczę na dalszą deregulację, czyli uwolnienie prokuratorów od zadań, które niekoniecznie muszą być wykonywane, bo niczemu nie służą.

Ale czy nowa struktura – w tym powołanie Prokuratury Krajowej, prokuratur regionalnych – nie będzie pretekstem do czystek kadrowych? Czegoś na kształt tego, co zafundowała poprzednia ekipa wraz z likwidacją Prokuratury Krajowej? Przecież każdy prokurator będzie mógł trafić na dowolny szczebel z zachowaniem dotychczasowego wynagrodzenia. To będzie w porządku, jak prokurator z PG trafi do rejonu?

Prokuratorowi zawsze powinna towarzyszyć świadomość, że któregoś dnia będzie musiał przesłuchać podejrzanego, pójść do sądu albo pojechać na oględziny zwłok. Zbyt wielu z nas jest pewnych, że nigdy tego już nie doświadczy. To się kłóci z moim rozumieniem służby.

A odejście od kadencyjności szefów to dobry kierunek? Przecież to miała być jedna z gwarancji niezależności.

Kadencyjność nie zdała egzaminu. Kadencyjnych prokuratorów i tak odwoływano z pomocą Krajowej Rady Prokuratury, gdy tylko chciano, albo zmuszano do zrzeczenia się stanowisk metodami nieformalnymi. Kadencyjność pogłębiła i utrwaliła dysfunkcjonalność prokuratury wynikającą z podziału prokuratorów na wiecznych funkcyjnych i tych od czarnej roboty. Cały czas zastanawiałem się nad sensem kadencyjności jako gwarancji niezależności i doszedłem do wniosku, że taka gwarancja nie jest potrzebna szefom jednostek, ponieważ oni nie prowadzą spraw, zajmując się głównie zarządzaniem w ujęciu sprawozdawczo-statystycznym. Pozytywnie oceniamy jako środowisko powrót nagród za szczególne osiągnięcia. Do tej pory najzwyczajniej nie opłacało się prowadzić spraw. Nagrody to sygnał, że warto być prokuratorem liniowym.

Nowa ustawa praktycznie przekreśla konkursy. To też był jeden z fundamentów niezależnej prokuratury wprowadzony w 2009 r.

Likwidacja procedur konkursowych akurat cieszy. Konkursy były jedną z większych patologii pod rządami poprzedniej ustawy. Była to klasyczna sztuka dla sztuki, absorbująca mnóstwo czasu i energii całych rzesz ocenianych i oceniających po to, aby na końcu prawie w 100 procentach przypadków konkurs wygrywał kandydat rekomendowany przez swojego szefa. Zniesienie konkursów uwolni moce przerobowe prokuratury, bo zniesie wiele bezsensownych, biurokratycznych procedur. Powtarzaliśmy: jeśli konkursy, to na stanowiska funkcyjne; a jeśli awans, to sprawiedliwy – poziomy. Podobny skutek przyniesie zniesienie wprowadzonych przez poprzednie rządy ocen okresowych. Pochłaniały one ogromną ilość pracy, nie wnosząc kompletnie nic.

Według projektu prokurator generalny, a więc minister sprawiedliwości – jeśli się nie mylę – będzie miał nieograniczoną władzę w sprawach kadrowych. Na jego wniosek zostaną powołani nie tylko jego zastępcy, w tym prokurator krajowy. Na wniosek prokuratora krajowego powoła szefów prokuratur i każdego prokuratora na pierwsze i kolejne stanowisko. Ustali skład pierwszej Krajowej Rady Prokuratorów. Będzie mógł zdecydować o prowadzeniu każdej sprawy – bardziej skomplikowanej – na szczeblu centralnym.

Wracamy do rozmowy o modelu prokuratury. Klasa polityczna wybrała taki, a nie inny model, a zdanie środowiska prokuratorskiego ma znaczenie drugorzędne. My chcemy normalnie pracować. Żeby to było możliwe, potrzebna jest stabilizacja także modelu. Trudno mi sobie wyobrazić, że modele prokuratury będą się zmieniać wraz z cyklami politycznymi. Gdy słyszę jednak wypowiedzi pana ministra Michała Królikowskiego, że premier Donald Tusk też chciał połączyć urzędy ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, rozumiem, że dwie główne siły polityczne są w tej kwestii zgodne. Cały czas czekam na stanowisko pierwszego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta w sprawie połączenia urzędów i jakoś nie mogę się doczekać.

Wprowadzenie możliwości ingerowania w czynności procesowe przez przełożonych to „dobra zmiana”?

Powrót do rozwiązań sprzed 2009 r. budzi wątpliwości. Uważam, że zakaz wydawania takich poleceń – z możliwością wydania osobistej decyzji przez przełożonego, gdy nie zgadza się z decyzją prowadzącego sprawę – stanowi przynajmniej teoretycznie silniejszą gwarancję niezależności. Ale moje doświadczenia i wielu moich kolegów wskazują, że oba rozwiązania są często w praktyce martwe i prokuratorzy, którzy prowadzili sprawy wbrew oczekiwaniom przełożonych, po prostu przestawali je prowadzić. Jedynym rozwiązaniem jest wprowadzenie zakazu odbierania i przenoszenia spraw do innych jednostek. Tego w projekcie brakuje. Jeśli możemy mówić, że o czymś marzę dla prokuratorów, to właśnie o tym.

Polityk – prokurator generalny – będzie mógł zmienić każdą decyzję procesową prokuratora? Artykuł 8 projektu przewiduje, że przełożony może zmienić lub uchylić decyzję podwładnego.

Nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Przypominam, że o wprowadzenie takiej konstrukcji zabiegał pierwszy niezależny prokurator generalny, zwracając się o to do ministerstwa. Pamiętam głośną sprawę, w której jeden z prokuratorów napisał zarzut dla wiceministra finansów, a jego przełożony go uchylił. Jestem przekonany, że sprawa była konsultowana na samych szczytach prokuratury. To nie jest dobra propozycja.

Po co specjalny wydział spraw wewnętrznych w prokuraturze krajowej ścigający sędziów i prokuratorów dopuszczających się przestępstw?

Nie wiem. Uzasadnienie projektu tego bliżej nie tłumaczy. Zapytam w trakcie prac legislacyjnych o ratio tego uregulowania. Być może autorzy projektu przekonają nas, że przestępczość w obu tych grupach zawodowych to problem zasługujący na powstanie wyodrębnionej struktury. Faktem jest natomiast, że w takich sprawach nigdy postępowania nie prowadzi jednostka właściwa terytorialnie.