„Uznanie przepisu za niekonstytucyjny i odroczenie utraty jego mocy obowiązującej nie prowadzi do automatycznego zakazu lub nakazu jego stosowania w okresie odroczenia, lecz każdorazowo wymaga to indywidualnego rozstrzygnięcia”. To teza z niedawnego postanowienia Sądu Najwyższego (sygn. akt III KO 32/15). Po raz kolejny więc SN nie rozstrzygnął kwestii, czy sądy powszechne, w okresie odroczenia wejścia w życie wyroku TK, powinny orzekać na podstawie przepisu uznanego za niezgodny z konstytucją. Tymczasem w praktyce stwarza to poważne problemy.

Paradoks regulacji

O tym, że TK może określić inny termin utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego niż data ogłoszenia orzeczenia Trybunału, mowa jest wprost w ustawie zasadniczej (art. 190 ust. 3).

– Konstytucja jest w tym zakresie bardzo lakoniczna i nie rozstrzyga, jak po odroczeniu wejścia w życie wyroku Trybunału powinny postępować sądy. Również sam TK nie jest w tej kwestii jednoznaczny. W jego orzecznictwie dominuje jednak stanowisko, że kiedy dochodzi do odroczenia utraty mocy obowiązującej danego przepisu, to choć jest on niekonstytucyjny, do czasu uchylenia obowiązuje i powinien być stosowany – wskazuje dr Witold Płowiec, konstytucjonalista z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Jak mówi, jest to paradoks, ale paradoks, który wynika z samej ustawy zasadniczej. Ta bowiem pozwala Trybunałowi wydawać takie wyroki. A to oznacza, że twórcy konstytucji zdawali sobie sprawę, iż w praktyce sądy będą orzekać na podstawie niekonstytucyjnych przepisów.

– Ustrojodawca zakładał jednak, że Trybunał będzie bardzo rozważnie stosował odroczenie utraty mocy obowiązującej niekonstytucyjnego przepisu, i tylko w sytuacji, kiedy mogłoby dojść do większej dysfunkcjonalności w systemie prawa z powodu natychmiastowej utraty mocy obowiązującej niekonstytucyjnego przepisu niż w sytuacji, gdyby był on dalej stosowany – wskazuje.

Trzy różne stanowiska

Skorzystanie przez Trybunał z omawianej furtki to jednak duży problem dla sądów powszechnych. Nie mogą one też liczyć na SN – jego orzecznictwo jest bowiem w tej kwestii mocno rozbieżne. Prezentowane są zarówno poglądy, że stan prawny do momentu formalnej utraty mocy obowiązującej przepisu niekonstytucyjnego nie ulega zmianie, co umożliwia i nakazuje orzekanie na jego podstawie (tak m.in. w wyroku SN z 20 kwietnia 2006 r., sygn. akt IV CSK 28/06, w postanowieniu SN z 13 grudnia 2005 r., sygn. akt III KK 318/05, uchwale SN z 3 lipca 2003 r., sygn. akt III CZP 45/03).

W innych orzeczeniach zwraca się natomiast uwagę, że uznanie przepisu za niekonstytucyjny prowadzi do zakazu jego stosowania, niezależnie od wskazanego okresu utraty przez niego mocy obowiązującej (wyrok SN z 24 stycznia 2006 r., sygn. akt I PK 116/05).

Ostatnim i najnowszym nurtem wykładni jest z kolei pogląd poparty w ostatnim postanowieniu SN, zgodnie z którym uznanie przepisu za niekonstytucyjny nie prowadzi do automatycznego zakazu lub nakazu jego stosowania, lecz każdorazowo wymaga indywidualnego rozstrzygnięcia (tak też wypowiedział się np. Sąd Apelacyjny w Łodzi w sprawie o sygn. akt II AUa 1645/12).

– Ten właśnie pogląd od pewnego czasu dominuje w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego. Stanowisko, w myśl którego niekonstytucyjne przepisy powinny być stosowane, chyba że przeciwko temu przemawiają ważne wartości konstytucyjne, to chyba właściwa droga, zwłaszcza że trybunał bardzo często w ostatnich latach stosuje odroczenie utraty mocy obowiązującej, nie zawsze zachowując należytą powściągliwość w tej kwestii – podkreśla dr Witold Płowiec.

Wpierw konstytucja

Nie wszyscy jednak się z nim zgadzają.

– Przepisu uznanego za niezgodny z konstytucją nie można absolutnie stosować i nie jest istotne, czy odroczono utratę jego mocy. Sąd nie może na jego podstawie orzekać – twierdzi dr Marcin Warchoł, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim i główny specjalista w biurze rzecznika praw obywatelskich.

Jak mówi, odroczenie służyć powinno stanowiącym prawo. Wyznacza bowiem czas, w jakim powinni zmienić dany przepis.

– Trybunał jest negatywnym ustawodawcą. Skoro uznał przepis za niekonstytucyjny, to już moc jego autorytetu przemawia za tym, by go nie stosować – akcentuje dr Warchoł.

Jak wskazuje ekspert, sądy samodzielnie – uznając dany przepis za niezgodny z konstytucją – mogą przecież odmówić jego stosowania. Na powyższe zezwala art. 8 ustawy zasadniczej, który mówi, że jej przepisy stosuje się bezpośrednio.

Co jednak, gdy w uzasadnieniu wyroku odraczającym uchylenie przepisu TK jasno wskaże, że sądy powinny go stosować?

– Uzasadnienie jest integralną częścią wyroku. Wydaje się więc, że w takim przypadku sąd powszechny będzie już związany wykładnią zaprezentowaną przed Trybunał. Pytanie jednak, czy zamieszczanie takich wskazówek nie jest wkraczaniem TK w rolę sądu powszechnego – zastanawia się prawnik. 

W kontrowersyjnej sytuacji lepiej zawieszać postępowania

Sądy winny kierować się w pierwszej kolejności dążeniem do maksymalnego zagwarantowania przestrzegania konstytucji będącej najwyższym aktem prawnym. Dopiero z tej perspektywy, uwzględniając fakt, że w grę wchodzi orzekanie na podstawie przepisów pozbawionych domniemania konstytucyjności, sądy winny rozpatrywać okoliczności sprawy, w jakiej ma zostać wydane orzeczenie, uwzględniając skutki jego wydania bądź niewydania.

Wydaje się więc, że najwłaściwszym rozwiązaniem byłoby powstrzymanie się sądu od wydania orzeczenia na podstawie niekonstytucyjnego przepisu. Po pierwsze, sąd mógłby zawiesić postępowanie w sprawie, oczekując na definitywną utratę mocy obowiązującej przez przepis uznany za niekonstytucyjny i wprowadzenie w jego miejsce nowej regulacji zgodnej z ustawą zasadniczą – przy założeniu, że ustawodawca zdąży uchwalić w stosownym czasie nowe przepisy regulujące skutki wyeliminowania niekonstytucyjnego aktu prawnego. Po drugie, sąd mógłby, bez zawieszania postępowania, czekać na zakończenie terminu odroczenia utraty mocy obowiązującej przepisu, mając nadzieję, że do tego momentu prawodawca ureguluje kwestię luki, jaka powstanie po utracie tej mocy obowiązującej.