Czy Sejm, któremu kończyła się kadencja, mógł – rzutem na taśmę – zdecydować o obsadzie 1/3 Trybunału Konstytucyjnego? Odpowiedź m.in. na to pytanie poznamy już 25 listopada.

Na ten dzień Andrzej Rzepliński, prezes TK, wyznaczył posiedzenie pełnego składu w sprawie wniosku polityków PiS, w którym zakwestionowano wiele przepisów nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (Dz.U. z 2015 r. poz. 1064).

Jednak nie wszystkie wątpliwości posłów zostaną rozwiane już 25 listopada. Sprawa zostanie rozpatrzona na dwóch osobnych rozprawach. Najpierw zostaną ocenione te punkty wniosku, które regulują tryb wyboru członków TK. W drugiej kolejności – 21 grudnia sędziowie pochylą się nad pozostałą częścią wniosku. Wówczas zajmą się m.in. przepisem, który pozwolił wybrać do składu trybunału magistra prawa kanonicznego.

Pośpiech z wyznaczeniem rozprawy ma związek z tym, że 6 listopada zakończyła się kadencja trojga sędziów TK, a prezydent, na razie, nie przyjął ślubowania od ich następców wybranych przez Sejm w połowie października. Co więcej, 2 i 8 grudnia kończy się kadencja kolejnym dwóm członkom trybunału. Jak twierdzi prezes Rzepliński, w tej sytuacji konieczne jest niezwłoczne rozwianie wątpliwości co do przepisów, na podstawie których posłowie dokonali wyboru. Bez tego ciągłość pracy tego organu jest zagrożona.

Są jednak wątpliwości, czy podział sprawy został przeprowadzony we właściwy sposób. W zarządzeniu prezesa TK jako podstawę prawną dla takiej decyzji wskazano art. 218 kodeksu postępowania cywilnego. Zgodnie z nim „sąd może zarządzić oddzielną rozprawę co do pozwu głównego i wzajemnego, jako też co do jednego z kilku roszczeń połączonych w jednym pozwie”.

– Zastosowanie tego przepisu jest poprawne, gdyż w ustawie o TK jest mowa o tym, że do postępowania przed nim przepisy k.p.c. stosuje się odpowiednio. Problem jednak polega na tym, że art. 218 stanowi, iż to sąd zarządza oddzielną rozprawę, a nie przewodniczący składu – zauważa prof. Piotrowski.

Tymczasem podział wniosku posłów został dokonany zarządzeniem prezesa TK.

– Wydaje się, że właściwsze byłoby, gdyby taką decyzję podjął pełny skład trybunału – podkreśla konstytucjonalista.

Powstaje też pytanie, co się stanie, gdy TK uzna wskazane we wniosku przepisy za niezgodne z konstytucją. Czy wówczas będzie można kontestować dokonany na ich podstawie wybór nowych członków TK? Zdania konstytucjonalistów są podzielone.

Profesor Marek Chmaj z Uniwersytetu Humanistyczno-Społecznego SWPS uważa, że orzeczenie nie będzie miało znaczenia dla nowowybranych członków trybunału.

– Wyrok TK wywoływałby skutki na przyszłość. A to oznacza, że nie byłoby podstaw do kwestionowania dokonanego już na ich podstawie wyboru sędziów trybunału – podkreśla konstytucjonalista.

Innego zdania jest prof. Piotrowski, który wskazuje na art. 190 ust. 4 konstytucji. Zgodnie z nim orzeczenie TK o niezgodności z konstytucją przepisu, na podstawie którego zostało wydane „inne rozstrzygnięcie”, stanowi podstawę do wznowienia postępowania.

– Gdyby TK zakwestionował przepisy regulujące tryb wyboru sędziów, to takie orzeczenie mogłoby stanowić podstawę do rozpoczęcia na nowo całej procedury w Sejmie – przekonuje prof. Piotrowski.

Tajemnicą poliszynela jest, że projekt nowej ustawy o TK, choć oficjalnie został skierowany do Sejmu przez prezydenta, to jednak został napisany przez samych sędziów trybunału. W prace nad jego stworzeniem szczególnie zaangażowany był prezes Andrzej Rzepliński. Mimo to żaden z sędziów nie wyłączył się od udziału w sprawie. Mało tego – prezes Rzepliński będzie nawet przewodniczącym na obydwu rozprawach. Jak jednak wyjaśnia prof. Piotrowski, nie ma takich regulacji, które wymusiłyby na sędziach TK wyłączenie się w takiej sytuacji od orzekania. A to dlatego, że to sam trybunał ocenia, czy zachodzi konieczność wyłączenia w konkretnym przypadku.

To jednak nie koniec wątpliwości. Rodzi się bowiem pytanie, czy trybunał w ogóle powinien orzekać w tej sprawie.

– Wydaje się, że byłoby to niezgodne z jedną z podstawowych zasad państwa prawa, zgodnie z którą nikt nie może być sędzią we własnej sprawie – podnosi prof. Piotrowski.

Ponadto orzeczenie w tej sprawie może mieć wpływ na skład TK, co oznacza, że sędziowie trybunału dokonają korekty decyzji Sejmu.

– Z drugiej jednak strony na gruncie obecnego stanu prawnego nie ma innego organu, który mógłby dokonać oceny zgodności z konstytucją przepisów ustawy o TK – zastrzega prof. Piotrowski.

Dlatego – jego zdaniem – z całej tej sytuacji płyną dwa wnioski. Po pierwsze, że TK powinien, orzekając w tej sprawie, zachować szczególną powściągliwość. A po drugie, że potrzebna jest zmiana ustawy zasadniczej.

– Trzeba się zastanowić, czy w konstytucji nie należałoby wskazać organu, innego niż TK, który badałby ustawę o TK– tłumaczy Ryszard Piotrowski. Według niego najwłaściwszym do tego organem wydaje się Sąd Najwyższy.

TK, orzekając w tej sprawie, powinien zachować szczególną powściągliwość