TK oceniał przepis art. 4171 par. 2 kodeksu cywilnego. Zgodnie z nim, jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie prawomocnego orzeczenia lub ostatecznej decyzji, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu ich niezgodności z prawem. Sęk w tym, że w orzecznictwie sądowym wykształciła się restrykcyjna praktyka, która ogranicza odpowiedzialność Skarbu Państwa. Błąd sądu musi być bowiem „oczywistą i rażącą obrazą prawa, o charakterze elementarnym i kwalifikowanym”.

Zdaniem wielu obywateli rozwiązanie to jest niesprawiedliwe. Tak uważa m.in. autor rozpatrywanej wczoraj przez TK skargi. Stwierdził on, że taka wykładnia narusza art. 77 ust. 1 konstytucji, który stanowi, że każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej.

W przypadku skarżącego sąd apelacyjny orzekł na jego niekorzyść i dopiero Sąd Najwyższy przyznał mu rację. Sęk w tym, że w międzyczasie wszczęte zostało postępowanie egzekucyjne, w związku z czym stracił kilka tysięcy złotych.

– System ochrony praw i wolności stosowany przez polskie sądy jest niespójny z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – wskazywał reprezentujący skarżącego radca prawny Jacek Bąbka. Przypominał, że państwo wymaga znajomości przepisów od przedsiębiorców, czyli piekarzy czy szewców, i w razie pomyłki wyciąga wobec nich konsekwencje. A skoro tak, to dlaczego mielibyśmy nie stawiać identycznych wymogów sędziom? – pytał retorycznie mec. Bąbka.

Trybunału to jednak nie przekonało. Uznał on, że wykładnia stosowana przez sądy, zgodnie z którą tylko w przypadkach popełnienia drastycznych błędów przy orzekaniu można mówić o odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa, jest właściwa.

– Nie każda różnica w sądowej interpretacji prawa uzasadnia odpowiedzialność odszkodowawczą Skarbu Państwa – tłumaczył sędzia sprawozdawca Stanisław Rymar. Zdaniem TK w naturę sądownictwa wpisane są rozbieżności pomiędzy orzekającymi i uznawanie, że każde uchylenie decyzji sądu niższej instancji uzasadniałoby ubieganie się o pieniądze od państwa, okazałoby się ostatecznie szkodliwe dla wszystkich. Obywatele mogliby bowiem uznawać, że sędziowie orzekają przez pryzmat państwowej kiesy, a tym samym stracić zaufanie do władzy sądowniczej.

ORZECZNICTWO

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 27 października 2015 r., sygn. akt SK 9/13.