Kluczowym słowem jest tu „wartość”. To oznacza, że wbrew dość powszechnej opinii ewentualna egzekucja może objąć nie tylko dobra odziedziczone. Na przykład:

Jan Kowalski posiada samochód o wartości 50 tys. zł, mieszkanie o wartości 300 tys. zł oraz pieniądze ulokowane na rachunku bankowym w kwocie 150 tys. zł. Łącznie daje to majątek w wysokości 500 tys. zł. Ten sam Kowalski dziedziczy dom o wartości 500 tys. zł. Przyjmijmy, że zgodnie z dobrodziejstwem inwentarza spadkobierca w związku z tym odpowiada za długi spadkowe do wysokości 500 tys. zł. Okazuje się, że spadkodawca miał dług. Do spłacenia pozostało 450 tys. zł. W sprawę włącza się komornik. I właśnie w tym momencie kluczowe okazuje się brzmienie art. 1031 par. 2 kodeksu cywilnego. Przepis ten mówi o odpowiedzialności za długi spadkowe do wartości stanu czynnego spadku, nie zaś o odpowiedzialności dokładnie tymi rzeczami, które odziedziczyliśmy. W tej sytuacji Janowi Kowalskiemu mogą więc zostać odebrane pieniądze z rachunku bankowego oraz mieszkanie. Pozostanie zaś z samochodem i domem, w którym ani nie chce mieszkać, ani nie jest w stanie go szybko sprzedać po oczekiwanej cenie.

Prawnicy przyznają, że może się to okazać problemem dla wielu osób, przede wszystkim dla tych, które nie zdają sobie sprawy z tego, że wcale nie odpowiadają odziedziczonym majątkiem, lecz jego nominalną wartością.

Dlatego też, przygotowując wykaz inwentarza, który ma na celu określenie wartości odziedziczonych rzeczy, nie warto ich zawyżać. Paradoksalnie, na co zwracają uwagę chociażby notariusze, wiele osób ma pokusę, by na przykład móc się pochwalić przed znajomymi, jak dużo odziedziczyli. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli samodzielnie wycenimy kredens wart 2 tys. zł na 4 tys. zł, zawyżymy tym samym wartość aktywów spadkowych. A to z perspektywy odpowiedzialności za długi spadkowe jest niekorzystne dla spadkobiercy.

Skoro eksperci są dość zgodni co do tego, że opisywana zasada może być problemem dla części spadkobierców, dlaczego nie postanowiono wprowadzić odpowiedzialności wyłącznie nabytymi przedmiotami? Ustawodawca stwierdził, że byłoby to nadmierne utrudnienie życia wierzycielom. I prawnicy z tym stanowiskiem się zgadzają.

– Dziedziczenie z dobrodziejstwem inwentarza to mimo wszystko pewne uprzywilejowanie spadkobiercy. Gdyby pójść o krok dalej i wprowadzić przepis, że egzekucja może dotyczyć wyłącznie odziedziczonych aktywów, wiązałoby się to z istotnym pokrzywdzeniem wierzycieli – wyjaśniał niedawno na naszych łamach prof. Wojciech Machała z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Podobną opinię wyrażał również prof. Konrad Osajda, także z WPiA UW. – Jeżeli wartość domu wchodzącego w skład spadku zostanie ustalona na 500 tys. zł, to taka będzie granica odpowiedzialności spadkobierców. Mogą oni spadek przyjąć, spłacić powiedzmy 300 tys. zł długów spadkowych i zdecydować, czy chcą z domu korzystać, czy też go sprzedać. Jeśli sprzedadzą go za mniej niż 300 tys. zł, to z ekonomicznego punktu widzenia poniosą stratę – wskazuje na przykładzie. – Stąd, alternatywnie, mogą spadek odrzucić. Wówczas w ogóle nie będą spadkobiercami, a zatem ani nie będą musieli spłacać długów spadkowych, ani nie odziedziczą domu. Wybór należy do nich – mówi DGP prof. Osajda.

Osoby dziedziczące z dobrodziejstwem inwentarza, gdy w skład spadku wchodzą nie tylko aktywa, lecz znajdują się w nim również długi, muszą więc bardzo uważać przy określaniu wartości majątku. Niekiedy lepszym rozwiązaniem może się okazać na przykład zatrudnienie rzeczoznawcy majątkowego do wyceny nieruchomości lub drogiego antyku. W takiej sytuacji co prawda trzeba będzie za tę wycenę zapłacić, lecz zarazem będziemy mieli pewność, iż ekspert wziął pod uwagę wszystkie okoliczności i cechy wpływające na wartość przedmiotu, jak na przykład to, że dom rzeczywiście jest duży i zabytkowy, lecz jednocześnie może być trudny w sprzedaży, co z kolei obniża jego wartość rynkową.