statystyki

Zawód sędziego: Wrażliwość równie ważna co wiedza

autor: Anna Krzyżanowska09.10.2015, 08:34
Jak ma się więc sędzia uchronić przed samym sobą, żeby za wcześnie nie wydać wyroku?

Jak ma się więc sędzia uchronić przed samym sobą, żeby za wcześnie nie wydać wyroku?źródło: ShutterStock

Uważam, że sędzią powinny targać dylematy. Ten, który nie ma wątpliwości, jest sędzią bardzo niebezpiecznym. Dlatego na studiach prawniczych należy wykładać przedmioty z dziedzin pokrewnych, w tym na pewno z psychologii - mówi w wywiadzie dla DGP Józef Musioł sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, karnista, autor kilkudziesięciu książek z gatunku literatury faktu, w tym dotyczących prawa, w latach 1983–1990 wiceminister sprawiedliwości.

Reklama


Reklama


Józef Musioł

Józef Musioł

źródło: DGP

Biret, łańcuch z godłem to tylko atrapy sędziego, sędzią się jest albo nie. Tak napisał pan w jednej z książek. Jakie zatem cechy powinien mieć prawdziwy sędzia?

Muszę powiedzieć, że po tylu latach pracy w wymiarze sprawiedliwości człowiek wie coraz mniej. To, co na początku drogi wydawało się oczywiste, wcale takie nie jest. Stąd odpowiedź na to pytanie do najłatwiejszych nie należy. Nie odpowiem więc na nie od razu. A zacznę tak: młody sędzia myśli, że usiądzie za stołem, ubrany w togę, łańcuch i będzie szybko rozstrzygał sprawę po sprawie. Wyrokowanie wydaje mu się łatwe. Ale głębsza refleksja przychodzi w miarę zdobywania doświadczenia i to niezależnie od tego, czy ktoś wcześniej trzy razy Sorbonę bądź Harward skończył, czy nie.

W miarę wchodzenia w ten zawód wyłaniają się coraz większe dylematy. Sędzia wnika w danego człowieka, szuka motywacji, potem nawet szuka w danej sprawie odniesienia do samego siebie. Zadaje sobie pytanie: „A ja jak bym się zachował?”. Są oczywiście sprawy łatwe, ale jednak za większością – mówię tu oczywiście o sprawach karnych – jest jakiś początek kształtowania się osobowości człowieka, który zdobył się np. na zabójstwo. Sędzia bada, kiedy nastąpiło jego rozejście z pewnymi zasadami, które wyniósł z domu, bądź ich nie wyniósł, bo zabrakło w nim wzorca. Odpowiadając więc na pytanie, jaki powinien być sędzia, powiem tak: rzetelnie wykształcony oraz prawidłowo, już w czasie studiów, uformowany, i to nie tylko przez profesorów, ale równocześnie wychowawców będących autorytetami. Ja miałem szczęście, bo takich miałem na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mimo ciężkich lat stalinizmu wpoili mi trwały szacunek do pewnych uniwersalnych wartości. Byłem dzieckiem wojny i nawet w jakimś sensie ofiarą gwałtu na prawie, jaki w okresie stalinizmu w Polsce występował. Przez to łatwiej wchłaniałem przesłania tych moich mentorów. Myślę, że sędzia powinien być również ogromnie wrażliwy. Nawet najlepszy prawnik bez uwrażliwionego sumienia nie powinien być sędzią.

Wrażliwość? Powiem szczerze, że nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.

Wielu się nie spodziewa. Ludzie myślą, że sędzia powinien szybko i sprawnie ciąć mieczem sprawiedliwości. W ten zawód, w mojej ocenie, wkomponowany jest obowiązek ogromnej wrażliwości i poczucia odpowiedzialności. Choć sędzia w pewnym momencie musi w sposób zdecydowany podejmować decyzje, to uważam, że powinny nim targać dylematy. Sędzia, który nie ma wątpliwości, jest sędzią bardzo niebezpiecznym. Dlatego na studiach prawniczych powinny być też wykładane przedmioty z dziedzin pokrewnych, w tym na pewno z psychologii. Horyzonty sędziego, ale i przecież prokuratora, adwokata czy radcy prawnego muszą być szerokie. Mnie o tyle było łatwiej, że równolegle w klasie maturalnej liceum ogólnokształcącego ukończyłem jeszcze studium pedagogiczne, gdzie, choć szczątkowo, z psychologią miałem do czynienia. Zresztą przez to wpadłem w pułapkę: tuż po maturze wraz z dyplomem nauczyciela wręczono mi nakaz pracy i przez blisko dwa lata byłem nauczycielem.

Sędzia nie powinien mieć też cech negatywnych: nie może być mściwy, arogancki, ponury, dobrze, jeżeli ma poczucie humoru. Po prostu musi być wszechstronnie wykształcony, aby mógł sprostać współczesnym wyzwaniom cywilizacyjnym. Oczywiście w każdym człowieku jest tyle samo dobra, ile zła, istotne jest, co bierze górę, co się samemu wybiera. A więc sędzia musi umieć wybierać. Ociosywanie sędziowskich cech powinno natomiast następować szczególnie w okresie aplikacji. Sędzia musi być także odporny psychicznie.

A pana udało się kiedyś wyprowadzić z równowagi? Albo inaczej: zdarzały się przypadki, kiedy powaga sądu została naruszona?

I to nie raz. Życie jest nieprawdopodobne. Czasem sytuacji, które działy się na salach rozpraw, nie wykreowałby nawet znakomity literat. Weźmy chociaż jedną dużą sprawę kryminalną, w której byłem sprawozdawcą. Sąd Wojewódzki w Katowicach (a więc odpowiednik obecnego okręgowego – red.), wielki proces, z kilkoma oskarżonymi. Sala pęka w szwach, wprowadzeni zostali oskarżeni o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, a więc o przestępstwo, które w tamtych czasach zagrożone było nawet karą śmierci. Pytam się potężnie zbudowanego oskarżonego o datę urodzenia, ten odpowiada: „Nie pamiętam”. Lekko zszokowany pytam raz jeszcze, on nadal, że nie pamięta. Na to ja – już z pewnym poirytowaniem w głosie – pytam raz jeszcze, jak może nie pamiętać daty urodzenia, na sali zaś cisza jak makiem zasiał. I co następnie słyszę od rosłego chłopa? „Skąd mam ja wiedzieć, kiedym się urodził, skoro malutki wtedy byłem”. Na to cała sala w śmiech, którego wcale tak łatwo nie można było opanować.

Zawsze starałem się mówić do stron prostym językiem. Rzadko np. używałem słowa „oskarżony”, często zwracałem się „proszę pana/pani”. Nigdy nie krzyczałem. Dziś czasami zdarza się, że sędzia daje się wyprowadzić z równowagi. Kultura prowadzenia rozpraw to wciąż aktualny problem

Inną sytuację miałem, prowadząc sprawę cywilną o podział majątku. Chcąc ustalić, jakie są zarobki stron, pytam się, ile zarabia pozwany mężczyzna, dyrektor jednego z zakładów na Śląsku. Ten zaś na to: „Na pewno lepiej od pana sędziego, bo ile to też pan sędzia może zarobić?”. Odpowiedziałem krótko, by pozwany znalazł sobie inny punk odniesienia. W tej sprawie zresztą pojawił się też inny wątek, karny. Szanowny dyrektor zeznał bowiem, że dom rodzinny powinien należeć do niego, bo cały cement na jego budowę to on własnoręcznie systematycznie przewoził w workach w bagażniku swego służbowego auta osobowego z budowy, którą nadzorował. Niestety, sprawa kradzieży się przedawniła, więc niewiele mogliśmy już zrobić. Różne były więc na salach rozpraw przypadki.

A głos się zdarzało panu podnieść?


Pozostało jeszcze 69% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama