Projekt przewiduje, że osoby zobowiązane do zachowania tajemnicy służbowej komisja mogłaby przesłuchiwać - po zwolnieniu ich z tajemnicy - na posiedzeniu jawnym. Według pomysłodawców takie rozwiązanie zmniejszałoby ryzyko manipulacji.

Wiceprzewodnicząca Beata Kempa (PiS) przekonywała, że sytuacja, gdy komisja pracuje w trybie tajnym, sprzyja manipulacjom, ponieważ członkowie komisji przekazują prasie własne relacje. "Nie może być tak, żeby z tajnych posiedzeń przedostawały się informacje zdeformowane" - wtórował jej drugi członek prezydium komisji należący do PiS Arkadiusz Mularczyk.

Stanisław Chmielewski (PO) apelował, by członkowie komisji śledczych nie ujawniali prasie treści utajnionych posiedzeń i by "nie wyrywać ustawy o komisji śledczej z kontekstu". Zwrócił uwagę, ze komisje śledcze są powoływane do badania określonych spraw i muszą przestrzegać kodeksu postępowania karnego. Podkreślił, że nie można ujawniać np. posiedzeń dotyczących zwolnienia z tajemnicy.

Negatywną opinię projektowi wystawił rząd. W ocenie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego "niedoprecyzowane i ogólnikowe" uprawnienie komisji do przesłuchiwania w trybie jawnym osób zobowiązanych do zachowania tajemnicy mogłoby doprowadzić do nieuzasadnionego ujawnienia tajemnicy chronionej prawem.