statystyki

Czy Sąd Najwyższy rzeczywiście złamał prawo

autor: Anna Cudna-Wagner, Bartosz Miąskiewicz11.09.2015, 08:49; Aktualizacja: 11.09.2015, 09:17

Zasadniczą wartością podlegającą ochronie jest równowaga kontraktowa, a nie jej zaburzenie na korzyść konsumenta

Reklama


Reklama


POLEMIKA Prawa konsumentów

W artykule „Bułgarski standard” (Prawnik z 21 sierpnia 2015 r.) dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska zaprezentowała kategoryczną tezę o złamaniu przez Sąd Najwyższy obowiązującego w Polsce prawa. Miało się to stać poprzez wydanie 14 maja 2015 r. wyroku w sprawie o sygn. akt II CSK 768/14. Nikogo nie dziwi, że historia powództwa wytoczonego mBankowi przez ponad tysiąc klientów budzi emocje, także wśród komentatorów. Wydaje się jednak, że tym razem krytyka poszła o krok za daleko. Autorka nazywa Sąd Najwyższy „trybunem interesów przedsiębiorcy”. Twierdzi, że jej zdaniem upozorował troskę o interes konsumenta, jednocześnie udzielając przedsiębiorcom „zamaskowanego wsparcia”, a tym samym „podarował przedsiębiorcom niezwykle cenny prezent”. Abstrahując od niefortunnego doboru słów, krytyka Sądu Najwyższego jest niesłuszna przede wszystkim z prawnego punktu widzenia.

Wyrokiem z 14 maja 2015 r. Sąd Najwyższy nakazał sądowi apelacyjnemu ponownie rozpoznać sprawę, w której grupa konsumentów domagała się ustalenia odpowiedzialności odszkodowawczej banku w związku z wykonywaniem zawartych przez strony umów kredytu. Sąd Okręgowy, a następnie Sąd Apelacyjny w Łodzi przyznały rację stronie powodowej, ustalając odpowiedzialność banku.

Sporne umowy to kredyty waloryzowane kursem franka szwajcarskiego. Podstawą powództwa było zawarte w umowach postanowienie wskazujące na możliwość zmiany wysokości oprocentowania kredytu w przypadku zmiany m.in. stopy referencyjnej dla danej waluty, nieokreślające jednak w sposób ścisły zasad zmian oprocentowania.

Sądy obu instancji uznały, że sporna klauzula – jako nieuczciwe (abuzywne) postanowienie umowy – na podstawie art. 385 1 kodeksu cywilnego nie wiąże konsumentów. W konsekwencji przedmiotowe umowy uznano za kredyty ze stałym, a nie zmiennym oprocentowaniem. Przyjmowanie przez mBank w toku wykonywania umów oprocentowania innego niż obowiązujące w dacie zawarcia umowy miało naruszać umowę, skutkując odpowiedzialnością banku.

Sąd Najwyższy co do zasady podzielił ocenę, że przyznanie bankowi kompetencji do podejmowania decyzji o zmianach oprocentowania przesądza niedozwolony charakter przedmiotowego postanowienia umowy. Wskazał jednak, że w postanowieniu dotyczącym zmian oprocentowania należy wyróżnić dwa zasadnicze elementy – w ustnych motywach rozstrzygnięcia Sąd Najwyższy dodał, że kwestionowaną klauzulę należało przepołowić jak arbuza. Wyodrębnione części klauzuli to: część odsyłająca do kryteriów ustalania (weryfikowania) stopy procentowej w czasie trwania stosunku kredytowego (element parametryczny lub ekonomiczny) oraz element decyzyjny, kompetencyjny, przyznający bankowi prawo decydowania o momencie oraz wysokości zmiany oprocentowania. Tylko ta druga część została uznana za niewiążącą. Sąd Najwyższy podkreślił, że umowy muszą pozostać umowami o zmiennym oprocentowaniu. Stwierdzenie abuzywności postanowienia umowy nie może prowadzić do zmiany charakteru prawnego tej umowy, która wiąże strony w pozostałym zakresie. Sąd Najwyższy stwierdził, że Sąd Apelacyjny nie mógł przekształcić spornych umów w kredyty o stałym oprocentowaniu.

Sąd Najwyższy wskazał też na potrzebę skorzystania w tej sprawie z opinii biegłego sądowego. Jego rolą będzie ustalenie, czy dokonywane przez bank zmiany oprocentowania spornych kredytów, które następowały w trakcie wykonywania przedmiotowych umów, odpowiadały racjonalnym, ekonomicznie uzasadnionym i dającym się zweryfikować kryteriom.

Abuzywność nie jest oczywista


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

  • dan(2015-09-12 08:51) Odpowiedz 00

    Ten sedzia nie musi sie juz martwic o emeryture. Takie jest prawdziwe tło sprawy. Nie ma co analizowac bo wyjasnienia nie znajdziecie

  • ja(2015-09-11 14:08) Odpowiedz 00

    Nie można całej klauzuli abuzywnej rozpoławiać na dwoje uznając jedną z jej części za zgodną z prawem a drugą nie . Wynika to bezpośrednio z faktu iż jedna z części ma bezpośredni wpływa na drugą . Nie można podjąć decyzji o zmianie oprocentowania bez konsekwencji faktycznego zaingerowania w same oprocentowanie. SN mówi, iż bank nie mógł sam kształtować oprocentowania wiec nie mógł podejmować samodzielnie decyzji w tym względzie po czym jednak stwierdza, iż w wyniku podjętej decyzji o zmianie oprocentowania należy oszacować czy bank za dużo nie zarobił ….powołując biegłego. Dla mnie to brak logicznej spójności. To również totalnie odbiega od wcześniejszych orzeczeń ww. materii. Klauzula abuzywna powinna być w całości uznana za abuzywną i wykreślona z umowy . Idąc dalej w niektórych przypadkach może to nawet doprowadzić do unieważnienia całej umowy …o czym było już pisane.

  • żarliwy katolik(2015-09-11 16:32) Odpowiedz 00

    No to sędziowie Sądu Najwyższego moim zdaniem ździebko się ośmieszyli. Smutne to i przykre.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama