Oczywiście, z członkami rady nie jest zawiązywany stosunek pracy i nie można tu mówić o klasycznym, znanym z prawa pracy, zakazie konkurencji. Jednak w sytuacji, gdy roczny koszt funkcjonowania Rady Legislacyjnej – pokrywany z kieszeni podatników – wynosi 800 tys. zł, a prezes Rady Ministrów grono ekspertów traktuje jak element podległej mu administracji publicznej, w tym konkretnym przypadku można mówić o wykonywaniu przez członków rady czynności podważających ich niezależność, bezstronność i w konsekwencji skutkujących utratą zaufania do nich.

Niestety, wydane na podstawie art. 14 ust. 3 ustawy z 8 sierpnia 1996 r. o Radzie Ministrów rozporządzenie w sprawie zadań Rady Legislacyjnej oraz szczególnych zasad i trybu jej funkcjonowania (Dz.U. z 2011 r. nr 6, poz. 21) nie reguluje precyzyjnie praw i obowiązków członków rady. Rozporządzenie milczy także w zakresie powtarzalności ich kadencji, składania ślubowania przez ekspertów przy ich powołaniu czy też sposobu funkcjonowania rady podczas nieobecności jej przewodniczącego. Należałoby zatem postulować doprecyzowanie obowiązujących regulacji, najlepiej na szczeblu ustawowym.

Natomiast w obecnym stanie prawnym należy oczekiwać, iż prezes Rady Ministrów powołując się na par. 5 ust. 1 pkt 4 wspomnianego rozporządzenia odwoła tych członków Rady Legislacyjnej, którzy podjęli czynności czy zajęcia zarobkowe pozostające w kolizji z obowiązkami członków rady jako osób, które realizują specyficzną misję służby publicznej. Nie ma bowiem żadnych podstaw aksjologicznych, konstytucyjnych czy prawnych, aby osoby doradzające szefowi rządu w zakresie jego polityki legislacyjnej – i z tego tytułu pobierające comiesięczne wynagrodzenie ryczałtowe – były traktowane inaczej, aniżeli członkowie korpusu służby cywilnej, czy zatrudnieni w kancelarii Sejmu i Senatu urzędnicy państwowi.

Można mówić o wykonywaniu przez członków rady czynności podważających ich niezależność