Artykuł 13 ust. 2 ustawy o usługach turystycznych (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 196 ze zm.) stanowi, że organizator turystyki jest zobowiązany poinformować klienta o szczególnych zagrożeniach życia i zdrowia na odwiedzanych obszarach oraz o możliwości ubezpieczenia z tym związanego. Dotyczy to także zagrożeń powstałych po zawarciu umowy. Co jednak, gdy tego nie uczyni? W praktyce – nic.

– Polskie regulacje chronią touroperatorów, a nie turystów. Wszelkie ryzyka na tym rynku, jak np. te związane z zagrożeniami terrorystycznymi, spadają na barki klientów – wskazuje adwokat Beata Bieniek-Wiera z kancelarii Żyglicka i Wspólnicy.

Ryzyko klienta

Znajduje to potwierdzenie w ostatnich narzekaniach klientów biura podróży Alfa Star. Jak wynika z wiadomości, które otrzymaliśmy od czytelników, przedsiębiorca oferujący przede wszystkim wyjazdy do Egiptu nie dopełnił obowiązku poinformowania o zagrożeniach.

– Trochę wiedziałam o rekomendacjach Ministerstwa Spraw Zagranicznych dotyczących wyjazdów do Egiptu w momencie podpisywania umowy, ale nie podejrzewałam, że dotyczy to także wakacyjnych kurortów. Biuro przecież musiało o tym wiedzieć, więc powinno mnie poinformować o ryzyku – żali się nasza czytelniczka. Jak dodaje, w chwili obecnej – po wpłaceniu zadatku na poczet wyjazdu – staje przed wyborem: albo straci pieniądze, albo zaryzykuje własne zdrowie lub życie. Alfa Star zaś nie zaproponowało jej zamiany wyjazdu do Egiptu na inny kraj.

– Takie sytuacje są całkowicie niezgodne ze wszelkimi wskazaniami płynącymi do nas z Unii Europejskiej, która regularnie podkreśla konieczność ochrony konsumentów na rynku usług turystycznych – mówi mec. Bieniek-Wiera.

Podstawowy problem jest w tym, że imprezy turystyczne są wyłączone wprost spod obowiązywania przepisów ustawy o prawach konsumenta (Dz.U. z 2014 r. poz. 827). To zaś oznacza, że klient nie ma choćby możliwości odstąpienia od umowy zawartej na odległość w ciągu 14 dni.

– To zupełnie niezrozumiałe wyłączenie i powinno zostać zlikwidowane – twierdzi Beata Bieniek-Wiera.

Przedsiębiorca bez winy

Alfa Star do zamknięcia numeru nie odpowiedziało na nasze pytania. Jednak Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, uważa, że specyfika usług turystycznych jak najbardziej usprawiedliwia wyłączenie ich spod mocy obowiązywania restrykcyjnych regulacji stworzonych dla ochrony konsumentów. – Biuro podróży po otrzymaniu pieniędzy od klienta przecież ich nie zatrzymuje, lecz opłaca nimi noclegi, transport – tłumaczy Nowacki. Ponadto jego zdaniem klienci decydujący się na wyjazdy do Egiptu czy Tunezji powinni – niezależnie od bieżącej sytuacji politycznej w tych krajach – zdawać sobie sprawę, że nie są to najbezpieczniejsze regiony.

Zarazem jednak dodaje, że absolutnie niedopuszczalne jest, aby biura podróży nie informowały swoich klientów o zagrożeniach.

– To właśnie powinien być ten element, w którym przedsiębiorca bierze na siebie odpowiedzialność. Musi śledzić bieżącą sytuację w krajach, do których wysyła ludzi, i informować ich niezwłocznie o wszystkich niebezpieczeństwach, aby klienci mogli podjąć świadomą decyzję, czy chcą jechać, czy jednak wolą zrezygnować z wyjazdu – wskazuje Nowacki.

Szansa dla klientów

Zdaniem mec. Beaty Bieniek-Wiery klienci, którzy zawarli umowy, wpłacili zadatek, ale nie zostali poinformowani o zagrożeniach, mogą próbować odzyskać pieniądze. Artykuł 11 ustawy o usługach turystycznych stanowi, że w zakresie nieuregulowanym ustawą do umów z klientami zawieranych przez organizatorów turystyki i pośredników turystycznych stosuje się m.in. przepisy kodeksu cywilnego.

– Dlatego też można powoływać się choćby na art. 86 k.c. stanowiący o podstępie. Zakładając bowiem, że biuro podróży wie o zagrożeniu, lecz o nim nie informuje, jak najbardziej można mówić o zastosowaniu tego przepisu. A wtedy klient może się uchylić od skutków prawnych złożonego przez siebie oświadczenia woli – wyjaśnia prawniczka. Problem w tym, że jeśli przedsiębiorca nie będzie chciał oddać pieniędzy dobrowolnie, klienta będzie czekała wielomiesięczna batalia w sądzie.