Zapowiada się powtórka z roku 2013 i batalia prawna w przetargu na usługi pocztowe dla sądownictwa. Nie ma się zresztą co dziwić – realizowany wciąż jeszcze kontrakt na dwa lata wyceniono na 500 mln zł. Nie wiadomo, jakie ceny zostaną zaproponowane w rozpisanym niedawno nowym przetargu, wiadomo natomiast, że umowa ma trwać dłużej, bo trzy lata liczone od 2 stycznia 2016 r. Tym razem jednak zamówienie dotyczy wyłącznie przesyłek dla sądów – prokuratorskie wyłączono do odrębnego postępowania.

Podobnie jak przed dwoma laty zamówienie chcą realizować operator wyznaczony, czyli Poczta Polska, i alternatywny: PGP. Obydwie firmy po przeczytaniu specyfikacji złożyły jednak odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej. Co ciekawe, obydwie przekonują, że warunki przetargowe stawiają w uprzywilejowanej sytuacji konkurenta.

Wydłużenie terminów

W stosunku do poprzedniego przetargu odwróciły się nieco role: ponieważ teraz to PGP realizuje usługę dla sądów, to Poczta Polska (PP) uważa, że jej przeciwnik ma ułatwione zadanie. Chodzi przede wszystkim o system elektronicznego potwierdzenia odbioru (EPO). Dzięki niemu sądy na bieżąco dowiadują się, że przesyłka została już doręczona. PGP wdrożyła EPO w 192 sądach.

– Dotychczas dane z papierowego potwierdzenia odbioru były ręcznie wprowadzane do systemów informatycznych. Teraz informacja o potwierdzeniu odebrania przesyłki przez adresata wędruje w czasie rzeczywistym prosto na biurko zainteresowanego sprawą sędziego – mówi Witold Szczurek, prezes zarządu PGP.

Ta firma praktycznie z marszu spełnia stawiane w tym przetargu wymagania dotyczące EPO. W przeciwieństwie do Poczty, która będzie tworzyła system od podstaw. I dlatego w odwołaniu tej ostatniej znalazło się żądanie wydłużenia terminów na wdrożenie EPO. Chodzi o to, że listonosze muszą zostać wyposażeni w specjalne tablety czy pady do składania podpisów przez adresatów. I to takie, które mierzą siłę nacisku przy podpisywaniu się. „Terminy uruchomienia EPO przewidziane w projekcie umowy generują ryzyko niemożliwości świadczenia przez inny podmiot niż wykonawca, który aktualnie realizuje dane zamówienie. Wskazać bowiem należy, że zamawiający wspólnie z obsługującym go obecnie operatorem uruchamia usługę EPO od około 1,5 roku” – napisali prawnicy PP w złożonym do KIO odwołaniu.

„Dodatkowo PGP miała dużo większy dostęp do informacji na temat działania EPO według wymagań zamawiającego, przez co mogła dużo lepiej przygotować się do wskazanego wymagania” – dodali.

Punty za zatrudnianie

Z kolei PGP najbardziej protestuje przeciwko jednemu z kryteriów oceny ofert, które przewiduje dodatkowe punkty za procent zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Organizator przetargu, czyli Centrum Zakupów dla Sądownictwa, przyznało mu wagę 15 proc. (cena stanowi 70 proc., a trzy kolejne kryteria po 5 proc.).

„Przy tak postawionym kryterium oceny ofert w niniejszym postępowaniu faworyzowany jest bezzasadnie jeden z operatorów pocztowych – Poczta Polska. Wykonawca ten posiada bez wątpienia największą liczbę osób zatrudnionych na podstawie umów o pracę. Z komunikatu PP zamieszczonego na stronie internetowej wynika, że zatrudnia ona na umowach o pracę blisko 80 tys. osób” – napisano w treści odwołania.

Prawnicy PGP przekonują, że specyfika tego zamówienia nie wymaga wcale, by dostarczyciele przesyłek pracowali na etatach. Co więcej, twierdzą nawet, że może to działać na niekorzyść zamawiającego. „Forma zatrudnienia osób, przy pomocy których dany operator pocztowy świadczy usługi, jeśli już ma mieć wpływ na jakość świadczonych usług, to w przypadku zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę jakość tę osłabia, a nie poprawia” – piszą w odwołaniu, przekonując, że dzięki odpowiednim zapisom w umowach cywilnoprawnych ich doręczyciele bardziej przykładają się do powierzanych im zadań.

Interesujące jest to, że obydwie firmy zgłosiły zastrzeżenia wobec wymagań dotyczących placówek pocztowych. PGP nie podoba się, że mają one mieć osobne stanowisko do wydawania przesyłek, i to „zapewniające powagę odbioru korespondencji sądowej”. Z kolei Poczta Polska chce, by placówki musiały działać tylko pięć dni w tygodniu. W specyfikacji zapisano zaś, że muszą być czynne „we wszystkie dni robocze przez co najmniej 6 godzin dziennie, w tym w jeden dzień roboczy w tygodniu do godz. 20.00 lub w soboty przez co najmniej 3 godziny”.

500 mln zł na tyle wyceniono aktualnie realizowany kontrakt