Do połowy lipca Polska powinna implementować dyrektywę unijną (dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2013/37/UE z 26 czerwca 2013 r. zmieniająca dyrektywę 2003/98/WE) w sprawie ponownego wykorzystywania informacji sektora publicznego.

Obecnie prace nad projektem założeń do ustawy toczą się w ramach Komitetu do spraw Europejskich. Przyszłe regulacje odnoszą się do innych sytuacji niż te, których dotyczy już obowiązująca ustawa o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2001 r. nr 112 poz. 1198). – Chodzi o to, by np. za pomocą jednego wniosku umówić się z urzędem miasta czy spółką komunalną, by w odstępie tygodnia przesyłała zaktualizowane dane dotyczące rozkładu jazdy. A to pozwala np. tworzyć i aktualizować aplikację mobilną dla pasażerów – wyjaśnia Krzysztof Izdebski z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

Samorządy uznały, że trwające prace to dobry moment, by wrócić do dyskusji nad wprowadzeniem opłat za udostępnianie informacji publicznej. Gdy nad projektem kilka tygodni temu pochylili się samorządowcy z Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, zgłosili uwagi, że należałoby ustalić kwestię odpowiedzialności podmiotów wnioskujących o udzielenie informacji za ich wykorzystanie niezgodne z przeznaczeniem, oraz że konieczne jest precyzyjne zapisanie kwestii opłat za udzielenie tych danych.

Ale na uwagach się nie skończy. – Na kwiecień, maj planujemy w Sejmie konferencję dotyczącą problematyki udostępniania i wykorzystywania informacji publicznej – zapowiada Rudolf Borusiewicz, sekretarz Związku Powiatów Polskich. Zaznacza, że nikt w samorządach nie podważa konieczności jawności informacji publicznych. – Chodzi o zdrowy rozsądek. Jeśli ktoś przesadza z liczbą składanych wniosków, to utrudnia pracę urzędnikom. Firmy nie powinny wykorzystywać urzędników do własnych potrzeb gospodarczych – przekonuje.

Z tą argumentacją nie zgadza się Krzysztof Izdebski. – Samorządy traktują dyskusję jako kolejny pretekst do powrotu do dyskusji o ograniczeniu dostępu do informacji publicznej poprzez nakładanie opłat. Tylko tym razem bardziej to bije w sektor biznesowy niż w mieszkańców. Jest to tym dziwniejsze, że projekt nie nakłada na urzędy dodatkowych kosztów – wskazuje. Jednocześnie przyznaje, że rozwiązania stosowane w Europie są różne. Przykładowo w Zjednoczonym Królestwie w koszty wrzucane są nawet takie rzeczy jak wyszukiwanie danych przez urzędnika. – Maksymalna opłata nie powinna wynieść więcej niż 25 funtów za godzinę jego pracy. A urząd ma prawo odmówić udostępnienia informacji, jeśli suma tych kosztów będzie wyższa niż 450 funtów w przypadku administracji centralnej i 600 funtów, jeśli chodzi o inne jednostki – dodaje Krzysztof Izdebski.

Rząd na razie dystansuje się od propozycji samorządów. – Projekt, nad którym teraz toczą się prace, dotyczy przede wszystkim takich podmiotów, jak muzea, galerie, archiwa czy biblioteki. Nie powinniśmy rozszerzać dyskusji o kolejne tematy, tylko sprawnie implementować przepisy, których wymaga od nas Unia Europejska – mówi nam Marek Wójcik, wiceminister administracji i cyfryzacji.

Jak wynika z sondy DGP w największych miastach, ubiegły rok był kolejnym, w którym wzrosła liczba napływających wniosków o udostępnienie informacji publicznej. Gdańsk otrzymał ich 330 (tylko siedem z nich wpłynęło za pomocą platformy ePUAP), podczas gdy rok wcześniej było ich 189, a w 2012 r. – 180. Z kolei w Warszawie w 2014 r. było 5771 wniosków, a w 2013 r. – 4583.

Z reguły uzyskanie informacji jest bezpłatne (chyba że urząd musi ponieść dodatkowe koszty, np. w celu przedstawienia jej w formie, jaką wybrał wnioskodawca), a organy publiczne mają niewielką możliwość jej ograniczania (np. ze względu na prywatność osoby fizycznej lub tajemnicę firmy). To dlatego wpływy lokalnych urzędów z tytułu pobranych opłat są mikroskopijne. Przykładowo w 2014 r. największa kwota, o jaką kielecki urząd, a konkretnie tamtejszy Miejski Zarząd Dróg, poprosił pojedynczego wnioskodawcę chcącego uzyskać informację publiczną, wyniosła 349,88 zł.

– Sprawa dotyczyła udostępnienia kserokopii wniosku o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach danej inwestycji wraz z załącznikami. Naliczona kwota to koszt wykonania kserokopii – zapewnia Iwona Sabat z Urzędu Miasta w Kielcach. Jak dodaje, wnioskodawca zdecydował się zapłacić.