statystyki

Prof. Błeszyński o prawie autorskim: Duży może więcej. A nie powinien

autor: Jan Błeszyński13.03.2015, 08:49; Aktualizacja: 13.03.2015, 09:20
Kto udzielając zastępczo licencji inkasuje należne wynagrodzenia i odpowiada za jego wypłatę uprawnionym - zastanawia się ekspert

Kto udzielając zastępczo licencji inkasuje należne wynagrodzenia i odpowiada za jego wypłatę uprawnionym - zastanawia się ekspertźródło: ShutterStock

Wdrożenie ustawy w jak najkrótszym czasie nie powinno być celem nadrzędnym, przysłaniającym skutki regulacji dla narodowej kultury

Reklama


Reklama


Na stronach WWW Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zamieszczona została kolejna wersja projektu nowelizacji prawa autorskiego, datowana na 29 stycznia 2015 r. Budzi to zdziwienie w kontekście wcześniejszej informacji o zamiarze podzielenia obszernej materii ustawy i w pierwszej kolejności skupienia się (słusznie) na kwestii przedłużenia czasu ochrony praw pokrewnych. Regulacja ta powinna być wdrożona już w zeszłym roku (tj. 29 października 2014 r.), a zwłoka stanowi naruszenie art. 9 ust. 1 dyrektywy Rady i Parlamentu Europejskiego nr 2012/28/UE z 25 października 2012 r. Na wejście w życie stosownych przepisów czeka rzesza nestorów polskiego wykonawstwa lub (w odniesieniu do tych, którzy nie doczekali przedłużenia ochrony) ich spadkobiercy.

Polityka legislacyjna resortu kultury jest trudna do rozszyfrowania, bowiem oto mamy powrót do idei wielkiej nowelizacji, pomijającej w dodatku sprawy najpilniejsze. Znów też otrzymujemy projekt, który chroni przede wszystkim interesy wielkich użytkowników, a więc stronę silniejszą, a jest nieprzychylny wobec strony słabszej, którą stanowią autorzy i artyści wykonawcy. Innymi słowy w obecnej formie nie nadaje się do wprowadzenia w życie.

To prawda, że twórcy w dużej mierze zawdzięczają swoją obecność na rynku inicjatywom i inwestycjom producentów oraz dystrybutorów, ponoszących duże handlowe ryzyko. Ale bronię tezy, że majoryzowanie którejś ze stron zakłóca równowagę, prowadząc do negatywnych skutków zarówno w sferze kultury, jak i gospodarki. Ustawodawca ma tu do odegrania ważną rolę, a minister kultury, a nie np. minister gospodarki, powinien być rzeczywistym gospodarzem polityki kulturalnej państwa uwzględniającej społeczne znaczenie dorobku kulturalnego i jego dostępności (o czym nader często się zapomina).

Boleję jednocześnie, że aktywność i rola organizacji zbiorowego zarządzania (OZZ) jest ciągle zbyt mała. Nie służą temu mnogość tych podmiotów, ich wzajemne relacje, nieczytelny podział kompetencji i od lat konserwowane niedostosowanie przepisów o prawie autorskim i prawach pokrewnych do stanu współczesnej techniki, zwłaszcza cyfrowej. Do tego dochodzi nasilająca się od jakiegoś czasu kampania zwalczania OZZ, które nie dość stanowczo i merytorycznie odpowiadają na demagogię i dezinformację.

Pod dyktando lobbies


Pozostało jeszcze 88% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama