DGP poinformował na początku tygodnia, że dyrektor Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy obciął do 30 gr kilometrówki dla biegłych i świadków. Okazuje się jednak, że nie był to odosobniony przypadek. Na pomysły obniżenia tych kosztów wpadli m.in. dyrektorzy sądów z Mińska Mazowieckiego, Gniezna, Radomia czy Siedlec. Teraz resort sprawiedliwości w piśmie rozesłanym do sądów stwierdza wyraźnie, że nie mieli prawa tego robić.

– Żaden przepis nie przewiduje upoważnienia dla dyrektora sądu do samodzielnego określenia wysokości stawek przysługujących świadkom i biegłym. Jedynie sąd oraz, w granicach wskazanych w art. 108 ust. 1 kodeksu postępowania cywilnego, referendarz sądowy są uprawnieni do ustalania wysokości kosztów przejazdu świadków oraz stron – podkreśla Wioletta Olszewska z biura prasowego MS.

Resort kwestionuje również uprawnienia dyrektorów do ustalania wysokości kilometrówek należnych ławnikom.

– Kompetencje w tym zakresie posiada prezes sądu, a nie dyrektor – wskazuje Wioletta Olszewska.

Tak bowiem wprost zostało zapisane w art. 174 par. 1 w prawie o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 427 ze zm.).

Zabezpieczone środki

Resort stoi również na stanowisku, że brak jest budżetowych podstaw do obniżania kilometrówek uczestnikom postępowań sądowych.

Odwołanie dyrektora

Odwołanie dyrektora

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Wydatki na rok 2015 zaplanowane zostały z uwzględnieniem możliwości budżetu państwa i uzasadnionych potrzeb sądów zapewniających niezakłócone sprawowanie wymiaru sprawiedliwości w całym roku budżetowym – tłumaczy Wioletta Olszewska.

I podkreśla, że przyjęte do budżetu na ten rok wielkości wskazują, że – poza ograniczeniami wynikającymi z zasad racjonalnej gospodarki finansowej, polegających na ustalaniu wydatków w sposób celowy i oszczędny – innych ograniczeń nie wprowadzono. Na tym samym poziomie co dotychczas – twierdzi resort – powinny pozostać także kilometrówki dla ławników.

MS podkreśla również, że uzasadnieniem obniżenia wysokości zwrotu kosztów dojazdu dla biegłych, świadków czy ławników nie może być rozporządzenie ministra sprawiedliwości w sprawie określenia w roku 2015 wysokości zwrotu kosztów przejazdu sędziego z miejsca zamieszkania do siedziby sądu (Dz.U. z 2014 r. poz. 1969). Ono bowiem odnosi się wyłącznie do należności przysługujących sędziom.

Uchylenie zarządzenia

O tym, że dyrektor warszawskiego sądu wydał zarządzenia dotyczące wysokości kilometrówek należnych uczestnikom postępowań sądowych, resort dowiedział się od DGP.

– Jak wynika z informacji uzyskanych od dyrektora Sądu Apelacyjnego w Warszawie, nie było to znane również dyrektorowi tego sądu – mówi Wioletta Olszewska.

Zaznacza, że dyrektor SA w Warszawie skierował do podległego dyrektora sądu rejonowego pismo zobowiązujące go do uchylenia wszystkich decyzji wydanych w tej sprawie.

Z takiego obrotu sprawy cieszy się Łukasz Piebiak, sędzia SR dla m.st. Warszawy, członek Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

- Od początku stałem na stanowisku, że to zarządzenie (tak jak i jego odpowiedniki w wielu innych sądach) jest niezgodne z prawem, gdyż w sposób niedopuszczalny wkracza w sferę orzeczniczą. Dlatego też nie miałem zamiaru brać go pod uwagę przy wydawaniu rozstrzygnięć na temat kosztów dojazdów uczestników postępowania do sądów. Sędziowie muszą mieć pełną swobodę przy podejmowaniu wszelkich decyzji procesowych i nie można tego ograniczać np. zarządzeniami organów zajmujących się administracją sądową – zaznacza warszawski sędzia.

A co z tego typu zarządzeniami wydanymi przez dyrektorów innych sądów?

– Minister sprawiedliwości skierował pismo do prezesów i dyrektorów wszystkich sądów apelacyjnych, w którym wskazał zasady i obowiązujące przepisy dotyczące zasad ustalania kosztów przejazdu ławników i uczestników postępowań sądowych oraz uprawnionych do ich określania – mówi Wioletta Olszewska.

Niekonsekwencja resortu

Jednak zdaniem sędziów to działanie ministra sprawiedliwości jest, delikatnie mówiąc, niekonsekwentne.

– Jestem pewny, że te zarządzenia nie wzięły się znikąd, że dyrektorzy sądów nie wydawali ich z własnej woli. Musiały być jakieś odgórne polecenia, być może nie w formie oficjalnych pism, ale pewnych sugestii przedstawianych np. na spotkaniach przedstawicieli resortu z dyrektorami – uważa Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa.

Jego zdaniem to, co dzieje się w sądach, to efekt wprowadzenia w 2013 r. menedżerskiego sposobu zarządzania sądami.

– Ta sytuacja pokazuje jak na dłoni słabą pozycję dyrektorów sądów. Obecnie są oni wykonawcami woli nie ministra sprawiedliwości, a wręcz ministra finansów – twierdzi sędzia Żurek.

A zdaniem środowiska sędziowskiego ta zależność dyrektorów sądów od władzy wykonawczej może się jeszcze pogłębić po wejściu w życie noweli prawa o ustroju sądów powszechnych, nad którą trwają prace w Senacie. Zmienia ona m.in. zasady odwoływania dyrektora sądu przez ministra sprawiedliwości. I robi to w taki sposób, że dyrektor będzie mógł rządzić sądem jeszcze rok po tym, jak sędziowie źle ocenią jego pracę (patrz: grafika).