Rozmowa kwalifikacyjna jest niezbędnym elementem w procesie zatrudnienia, niezależnie czy staramy się o zatrudnienie w kancelarii, firmie prawniczej czy korporacji. To, jak wypadniemy, może przesądzić, że to właśnie my dostaniemy angaż. Jak się dobrze przygotować?

W pierwszej kolejności poczytajmy o firmie, do której aplikujemy, wynotujmy najważniejsze dane. Od kiedy działa, kluczowe wydarzenia, sukcesy, ale także porażki. Na samym spotkaniu wypytajmy dokładnie o nasze obowiązki, tryb pracy: czy będziemy dużo podróżować, czy należy oczekiwać częstego siedzenia wieczorami i w weekendy. Spytajmy również o perspektywy awansu – czy jest możliwy (kiedy i na jakie stanowisko), czy dofinansowywane są szkolenia, studia, bo wiele firm, również prawniczych, wspiera edukację pracowników. Koniecznie dowiedzmy się, ile możemy zarabiać. Rozmowa kwalifikacyjna jest najlepszym i najbardziej naturalnym momentem, by podyskutować zarówno o pensji, jak i o późniejszych podwyżkach. Nie zapomnijmy spytać, czy poza miesięczną wypłatą będą przysługiwać nam premie i dodatki. Wynegocjowane uposażenie będzie podstawą dla potencjalnych podwyżek w przyszłości, najczęściej liczonych jako procent od podstawowego wynagrodzenia. Im niższy pułap dzisiaj, tym mniej do wygrania jutro.

Przygotowując się do rozmowy kwalifikacyjnej, sprawdźmy w internecie, wśród znajomych, jakiego uposażenia możemy oczekiwać. W ten sposób unikniemy fundamentalnego błędu i nie zaproponujemy zbyt mało. To, co dla nas jest szczytem marzeń, dla firmy może być dolnym pułapem oferowanego wynagrodzenia.

Ważna jest umiejętność balansowania pomiędzy sprawami niematerialnymi i materialnymi. Nie traktujmy pracy wyłącznie jako dostarczyciela pieniędzy, wiadomo, są bardzo ważne, ale niech nie przysłaniają nam reszty świata. Kolega prowadzący własną kancelarię opowiadał zniesmaczony, że miał spotkanie z kandydatką z dobrym rekordem (doświadczeniem), ale nie dostała angażu, bo interesowała się wyłącznie zarobkami, cała reszta szła na dalszy plan. Przyjmijmy pesymistyczne założenie, że nie wszystkie ustalenia w pełni nas usatysfakcjonują. Możemy mieć wysokie wynagrodzenie, za to nieciekawą pracę i na odwrót. Inny znajomy prawnik opowiadał, że kiedy pracował w małej firmie, panowała miła, rodzinna atmosfera, ale mało zarabiał. Natomiast kiedy przeniósł się do wielkiej korporacji, czuł się trochę jak w fabryce, o rodzinnej atmosferze można było tylko pomarzyć, za to zarabiał znacznie więcej. Coś za coś.

Po spotkaniu podsumujmy uzyskane informacje. Najlepsza do tego będzie zwykła kartka, na której narysujmy dwie kolumny, jedną z plusami, drugą z minusami. W ten sposób po dokładnym rozpisaniu i zsumowaniu za i przeciw wiemy, czy warto wiązać się z daną firmą. Ta metoda sprawdza się szczególnie, kiedy zmieniamy pracę. Wówczas mamy porównanie pomiędzy tym, co chcemy zostawić, a tym, co nam proponują.

Kolejny, drugi element przygotowań to prezentacja zalet, czyli chwalenie się. „Trochę pucu nie zaszkodzi” – maksyma osławionego Nikodema Dyzmy, który dzięki wielkiej umiejętności pucowania zrobił błyskawiczną karierę, jest tutaj nie do przecenienia. Inaczej nazywana sztuką prezentacji często trafia jako przedmiot do zestawienia najprzeróżniejszych szkoleń dla prawników. Zanotujmy na kartce najważniejsze rzeczy do przekazania na rozmowie kwalifikacyjnej, niektóre fragmenty zaznaczając kolorowym markerem lub małymi karteczkami typu stick-on. Tak przygotowana kartka oprócz tego, że przyda się na interview, zaświadczy o naszym profesjonalnym podejściu i wywoła pozytywne wrażenie u rozmówcy. Często idąc na spotkanie, wynotowuję wcześniej punkty do omówienia. Świetny sposób na autopromocję, bo pokazujemy szefowi, współpracownikom, że jesteśmy dobrze zorganizowani. Pamiętam, jak po kilkumiesięcznej nieobecności związanej z egzaminem radcowskim jako dyrektor biura zarządu spotkałem się z prezesem Crédit Agricole (wówczas Lukas Banku). Kiedy zobaczył wypisane punkty, powiedział: „Jak zwykle świetnie przygotowany, dobrze, że już jesteś z powrotem”.

Chwalenie się na rozmowie rekrutacyjnej powinno być bardzo wyrafinowane. Musi wyglądać naturalnie i być wplecione w całość wypowiedzi. Ubiegając się o pracę w Crédit Agricole, wiedziałem, że jednym z kryteriów mojego potencjalnego wyboru będzie bardzo dobra znajomość języka francuskiego. Wzorem Wielkiego Szu przygotowałem asa pikowego w rękawie w postaci trudnego, rzadko używanego sformułowania (dla znających francuski chodzi o tryb subjonctif). Ze świetnym skutkiem, bo członek zarządu banku – Francuz, który się ze mną spotkał – okazał się purystą językowym. Moja wypowiedź sprawiała wrażenie improwizacji, w rzeczywistości była od początku do końca rozpisana.

I tu przechodzimy do kolejnego, trzeciego punktu przygotowań. Skoro rozmowa kwalifikacyjna jest jednoosobowym spektaklem, trzeba znaleźć czas na próby, powtórzenie tekstu, scenicznego zachowania. Na premierze ma być tip-top. Najpierw tekst. Kiedy mam superważne spotkanie, a do takiego na pewno zalicza się interview dotyczący pracy, wówczas siadam przed lustrem, by zobaczyć się oczami rozmówcy, i mówię wszystko jota w jotę, co chcę później oficjalnie powiedzieć. Oczywiście, widząc faceta gadającego do lustra, można pomyśleć, że to najpewniej alkoholik w końcowej fazie delirium tremens, dlatego bardzo pilnuję, by nikt mnie wtedy nie zobaczył. Zapewniam jednak, że gadanie do lustra jest najbardziej efektywną, przynoszącą najlepsze rezultaty metodą.

Na spotkaniu zachowujmy się naturalnie, swobodnie, jednocześnie grzecznie i uprzejmie. Nigdy nie za wiele dzień dobry, do widzenia, dziękuję, przepraszam. W czasach, kiedy kultura osobista jest towarem deficytowym i coraz częściej przegrywa z zachowaniami rodem ze „Świata według Kiepskich”, koniecznie zadbajmy o savoir-vivre. Dobre obyczaje mogą przysporzyć nam dodatkowych punktów, tak ważnych nie tylko przy rozpoczynaniu kariery, ale również później, w trakcie samej pracy. Awansując, zostając menedżerem, dyrektorem, partnerem w kancelarii, liczmy się z tym, że będziemy bacznie obserwowani przez innych. I wtedy każda wpadka, obyczajowa gafa będzie podwójnie komentowana.

Czy na spotkaniu kwalifikacyjnym mówić po imieniu czy per pani/pan? W firmach nie ma tu jednolitych i jasnych reguł, proponuję więc poczekać i zobaczyć, jak będą się do nas zwracać. Natomiast można śmiało przyjąć, że w środowisku prawniczym, przynajmniej na początku znajomości, a już na pewno na rozmowie kwalifikacyjnej należy zachować formę pani/pan. Dlatego nie należy przechodzić na ty, zwłaszcza w kontaktach ze starszymi od siebie. Byłoby to odebrane jako nietakt i mogłoby przysporzyć nam ujemnych punktów na samym starcie.

Przygotowanie merytoryczne i zalety owiniemy w atrakcyjne opakowanie, wyróżnimy się na tle innych kandydatów, a jest szansa, że to właśnie my dostaniemy propozycje ciekawej pracy. Nie zrażajmy się jednak, jeśli nie od razu uda nam się znaleźć zatrudnienie. Nie zawsze będziemy wygrywać, trzeba być przygotowanym również na porażki. Hubert, mój młodszy kolega, dwa lata temu po ukończeniu studiów prawniczych w Warszawie, wysłał ponad siedemdziesiąt CV, zarówno do firm prawniczych, korporacji, studiów filmowych (specjalizuje się we własności intelektualnej), a i tak przez przeszło rok nie znalazł żadnej interesującej oferty.

Nauka nie pójdzie w las, bo sztuka prezentacji i umiejętność przekonywania do siebie innych przydadzą się w każdych okolicznościach. Chcąc awansować, rozwijać się, musimy być przygotowani na kolejne rozmowy kwalifikacyjne.

W cyklu praktycznych porad dla młodych (i nie tylko) prawników ukazały się już teksty „Bieg życia, czyli jak dobrze przygotować swoje CV”, Prawnik nr 128 z 4 lipca 2014 r., „Sposób na stres, pracoholizm i dobre relacje z klientami”, Prawnik 109 z 6 czerwca 2014 r. oraz „Witam i czytam, czyli jak korespondować via e-mail”, Prawnik nr 80 z 25 kwietnia 2014 r.