Cel to uporządkowanie i uproszczenie dzisiejszych przepisów. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Zdaniem ekspertów obok trafnych rozwiązań zaproponowano też wiele kontrowersyjnych. Zabrakło też szerszej refleksji nad całym systemem składania oświadczeń, nie tylko przez parlamentarzystów.

– Szkoda, że ustawodawca nie wykorzystał okazji i nie zajął się problemem kompleksowo – uważa Anna Wojciechowska-Nowak, ekspert programu Odpowiedzialne Państwo Fundacji Batorego.

– Postulat uporządkowania sfery oświadczeń majątkowych i rejestrów korzyści należy uznać za słuszny. Dziś przepisy nieprecyzyjnie określają, jakie informacje muszą znaleźć się w tych dokumentach. To powoduje, że poddawane są one sprzecznym interpretacjom i nie spełniają swej podstawowej roli, jaką jest przeciwdziałanie korupcji – komentuje Krzysztof Izdebski, prawnik Sieci Obywatelskiej – Watchdog Polska.

Projekt ocenia jednak jako zachowawczy.

– Zasadne byłoby wprowadzenie obowiązku publikacji informacji o wszystkich otrzymanych przez posłów i senatorów darowiznach – postuluje Izdebski.

Projekt upraszcza wzór oświadczenia i instrukcje jego wypełniania. Senatorowie słusznie zauważają też problem dublowania się danych zawartych w deklaracjach i w rejestrze korzyści. Obecnie członkowie prezydium Sejmu i Senatu muszą składać co roku dwa oświadczenia majątkowe, według różnych wzorów. Jedno na podstawie ustawy antykorupcyjnej, a drugie na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu. Projekt zmierza do likwidacji tego nonsensu „jako niczemu niesłużącej, biurokratycznej mitręgi”.

Senatorowie chcą, aby wreszcie w oświadczeniach było widać przepływy finansowe w trakcie roku, a nie tylko stan na 31 grudnia.

– Niestety, analizując sam formularz, widać, że zamierzony cel nie zostanie osiągnięty. W dalszym ciągu nie będziemy widzieć, że poseł zaciągnął w marcu pożyczkę i zdążył ją spłacić w ciągu roku – ocenia Anna Wojciechowska-Nowak.

Są i inne wątpliwości.

– Istotne jest też, u kogo parlamentarzysta zaciąga zobowiązania. Tymczasem senatorowie proponują, aby chronić dane wierzyciela, jeśli jest on osobą fizyczną. Nie dowiemy się więc o ewentualnym konflikcie interesów – sygnalizuje ekspertka Fundacji Batorego.

Krytycznie ocenia też pomysł rezygnacji z obowiązku wskazywania w oświadczeniu wartości domu parlamentarzysty. Takiego kroku nie tłumaczą problemy z wyceną m.in. w związku z tym, że nie ma katastru.

– Rozumiem kłopoty techniczne z tym związane, ale mamy wiele innych źródeł informacji o wartości nieruchomości, np. umowa. Poza tym nie jest to wystarczająca przyczyna, żeby w ogóle zrezygnować z podawania wartości nieruchomości budynkowej. Przecież w praktyce stanowią one najistotniejszy składnik majątku – uważa Wojciechowska.

Istotne jest, u kogo poseł zaciąga pożyczkę. A projekt zakłada ochronę tych danych

Etap legislacyjny

Projekt przed I czytaniem

Jawność boli trzecią władzę. Dlaczego majątki najważniejszych przedstawicieli sądownictwa są ukryte? >>