Takie kontrowersyjne pomysły, zawarte w projekcie nowelizacji ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, opisaliśmy wczoraj („Akta spraw: z sądu do rządu”, DGP 49/2014).

Zapytaliśmy resort sprawiedliwości, po co tak szerokie uprawnienia. Zwłaszcza że uzyskując dostęp do sądowych systemów informatycznych minister będzie miał wgląd do najważniejszych dokumentów i informacji o sprawach sądowych (np. orzeczeń, protokołów, środków odwoławczych, wniosków). A przecież chodzi także o sprawy rozwodowe, karne, w których pojawia się najwięcej danych wrażliwych dotyczących np. staniu zdrowia czy życia seksualnego.

– Przetwarzanie danych osobowych stron, pełnomocników i uczestników tych postępowań służy, w pierwszej kolejności, możliwości identyfikacji tych właśnie osób w procesie udostępniania im informacji z systemów obsługujących postępowanie sądowe – przekonuje Patrycja Loose, rzecznik prasowy ministra sprawiedliwości.

Tłumaczy, że chodzi zarówno o informacje o samym biegu postępowań, jak i o doręczeniach sądowych pism procesowych. – W tym ostatnim przypadku, zgodnie z koncepcją doręczeń elektronicznych, skutek dla adresata powstanie, co do zasady, z chwilą uwierzytelniania się odbiorcy w systemie teleinformatycznym. Aby uwierzytelnienie mogło mieć miejsce, konieczne jest zweryfikowanie zadeklarowanych danych użytkownika z danymi osobowymi przechowywanymi w systemie – twierdzi rzeczniczka.

Zapewnia, że minister sprawiedliwości zagwarantuje bezpieczeństwo danych o prowadzonych postępowaniach poprzez umożliwienie dostępu do nich jedynie osobom zweryfikowanym właśnie w oparciu o ich dane osobowe, przechowywane w systemie teleinformatycznym.

Resort nie widzi problemu, że minister sprawiedliwości stanie się administratorem wszystkich danych osobowych z systemów informatycznych sądów. – W zakresie przetwarzania tych danych minister, będzie musiał uwzględnić przepisy ustaw odrębnych, zawierające regulacje dotyczące zakresu i sposobu przetwarzania tych danych – wyjaśnia rzeczniczka.

Chodzi o planowane zmiany w kodeksie postępowania cywilnego, zmierzające do stworzenia elektronicznego biura podawczego.

– Wprowadzenie tych właśnie zmian umożliwi, w znacznie szerszym niż obecnie zakresie, wykorzystanie elektronicznego dostępu do informacji o sprawie oraz stworzy wygodny tryb składania pism procesowych drogą elektroniczną – wskazuje Patrycja Loose. Pytana, dlaczego minister sprawiedliwości nie będzie musiał zgłaszać takiej bazy i nie będzie ona podlegała kontroli generalnego inspektora ochrony danych osobowych, odpowiada:

– Zgłoszenie i sama rejestracja zbioru danych osobowych mają w istocie jedynie informacyjny i formalny charakter. Nie są źródłem żadnych praw dla administratora ani też nie oznaczają, że przetwarzanie danych, w tak zarejestrowanym zbiorze jest zgodne z prawem. Skoro istnieją jasne i konkretne normy kompetencyjne określające pozycję ministra sprawiedliwości jako administratora danych, zachowanie obowiązku rejestracji bazy danych stanowiłoby w istocie zbędny wymóg formalny. Przypomina, że zgodnie art. 43 ust. 1 pkt 2 ustawy o ochronie danych osobowych (Dz.U. z 1997 r. nr 133, poz. 883 ze zm.) z obowiązku rejestracyjnego wyłączone są zbiory danych prowadzone dla potrzeb postępowania sądowego.