W procesie uczestniczyła Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która występowała w charakterze organizacji społecznej. Wystosowała opinię, w której zaznaczyła swoje obawy co do prawidłowości ochrony strony, której dotyczył proces. Organizacja przekonywała, że w polskim prawie brakuje rozwiązań proceduralnych, które zapewniałyby stronie lub jej przedstawicielowi prawnemu skuteczną ochronę w wypadkach, gdy podstawą procesu są akta niejawne. Fundacja uważa, że rodzi to wątpliwości co do zgodności polskiego prawa z konstytucją i europejską konwencją praw człowieka.

– Strona powinna mieć dostęp do akt w swojej sprawie. Skuteczna obrona zakłada możliwość przygotowania się do postępowania przed sądem czy urzędem. Jeśli strona czuje się pokrzywdzona przez rozstrzygnięcia polskich sądów, może sięgnąć po środki odwoławcze, w tym złożyć skargę do trybunału w Strasburgu i wskazać, że na poziomie przepisów szczegółowych w Polsce są braki niezapewniające skutecznej ochrony – wyjaśnia dr Agnieszka Demczuk z Zakładu Praw Człowieka Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Paweł Juszkiewicz, w którego sprawie WSA wydał wyrok, to obywatel Białorusi o polskich korzeniach, ubiegający się o uznanie za obywatela polskiego. Po otrzymaniu odmowy złożył skargę, która została oddalona. Decyzja sądu została wydana na podstawie dokumentu sporządzonego przez ABW, w którym agencja podaje, że Białorusin stanowi zagrożenie dla obronności lub bezpieczeństwa państwa.

W 2008 r. Juszkiewicz otrzymał zezwolenie na osiedlenie się w Polsce. Z odmową spotkał się dopiero po złożeniu wniosku o nadanie obywatelstwa.

Fundacja zaznacza, że już wcześniej angażowała się w sprawy ukazujące problem niejawności akt. Organizacja ma obawy, że praktyka sądów może prowadzić do naruszeń praw człowieka. Wymienia tu m.in. prawo do sądu, do skutecznego środka odwoławczego oraz do poszanowania życia rodzinnego.

– Przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka toczyła się sprawa Matyjek przeciwko Polsce. Okazało się, że w Polsce w toku postępowania lustracyjnego rzecznik interesu publicznego miał dostęp do archiwum IPN, akt, mógł robić notatki, a strona, przeciwko której wytoczony był proces, takiego prawa nie miała. Trybunał uznał, że w tym wypadku naruszono europejską konwencję praw człowieka w zakresie rzetelności postępowania – przypomina dr Demczuk.