Wszystko zaczęło się od filmu „Układ zamknięty”. Poseł Adam Szejnfeld (PO), poruszony przekazem o krakowskich biznesmenach, chciał ustalić skalę urzędniczych nadużyć, zwłaszcza wobec przedsiębiorców. Zapytał, ile budżet płaci za łamanie prawa przez funkcjonariuszy publicznych. I ile potem musieli zapłacić za swoje błędy urzędnicy winni wadliwych rozstrzygnięć.

Chodziło więc o sprawdzenie tego, jak działa w praktyce ustawa o odpowiedzialności majątkowej urzędników za błędne decyzje obowiązująca od maja 2011 r. (Dz.U. nr 34, poz. 173). Przed jej uchwaleniem istniały w polskim systemie rozwiązania prawne pozwalające na dochodzenie od funkcjonariuszy publicznych roszczeń regresowych w razie zapłaty odszkodowania przez Skarb Państwa czy samorząd. Jednakże Skarb Państwa nie miał obowiązku występować z powództwem przeciwko urzędnikowi. Dopiero ta ustawa to zmieniła. A przynajmniej miała zmienić.

Zmiany w teorii...

– W ustawie przewidziano obligatoryjne działanie kierownika podmiotu odpowiedzialnego mającego obowiązek, pod groźbą sankcji karnych, zawiadomienia prokuratora o wypłacie odszkodowania naprawiającego szkodę wyrządzoną obywatelowi, będącą skutkiem rozstrzygnięcia administracyjnego wydanego z rażącym naruszeniem prawa – wskazuje w interpelacji poseł Szejnfeld.

Przypomina, że prokurator po zbadaniu sprawy i stwierdzeniu występowania określonych w ustawie przesłanek ma wytaczać powództwo przeciwko urzędnikowi, który przyczynił się do wydania niezgodnego z prawem rozstrzygnięcia. Aby łatwo ustalić, kto ma odpowiadać, wprowadzono także ustawę o metryczkach. Chodzi o ustawę o zmianie ustawy Kodeks postępowania administracyjnego oraz ustawy Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2011 r. nr 186, poz. 1100). Zgodnie z nią z chwilą utworzenia akt danej sprawy ma być zakładana metryczka sprawy w formie pisemnej lub elektronicznej. W jej treści mają być wskazane wszystkie osoby, które uczestniczyły w podejmowaniu czynności w postępowaniu administracyjnym.

Pieniądze, podatki

Pieniądze, podatki

źródło: ShutterStock

Wszystko jednak wskazuje, że regulacje okazały się martwe. W każdym razie nikt, nawet ministerstwa, nie wie, ile spraw założono przeciwko urzędnikom. Ministerstwo Sprawiedliwości ma jedynie informacje o sprawach o odszkodowania z tytułu odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkody wyrządzone przez funkcjonariuszy publicznych. Wynika z nich, że w roku 2012 do sądów rejonowych wpłynęło ich 3152. Uwzględniono roszczenia w 214, w 9 sprawach zawarto ugodę. Do sądów okręgowych wpłynęło 3871 spraw, racje skarżącym przyznano w 312, a w 11 zawarto ugodę.

...i w praktyce

– Nie słyszałem, aby ustawa o odpowiedzialności urzędników znalazła praktyczne zastosowanie. Nie słyszałem także, aby jakikolwiek urzędnik musiał zapłacić złotówkę za swój błąd. Płaci natomiast Skarb Państwa z pieniędzy wszystkich podatników – mówi Marcin Kołodziejczyk z Ruchu Społecznego Niepokonani 2012.

Stawia też tezę, że urzędnicy są tylko funkcjonariuszami liniowymi i nie mają wiele do powiedzenia. Wykonują polecenia swoich zwierzchników.

– A ci wolą płacić odszkodowania, niż unikać wadliwych decyzji. Jest odgórna zgoda na takie praktyki. Premier przyznał się publicznie do porażki w walce z biurokracją. A według mnie jeszcze ją wzmocnił. Gdyby było tak, że urzędników się w Polsce dyscyplinuje, to prokurator generalny zdymisjonowałby już kilku prokuratorów za niszczenie przedsiębiorców – dodaje Marcin Kołodziejczyk.

– Lansowanie tezy, że ustawa jest martwa, uważam za przedwczesne. Większość bowiem przykładów, o których się słyszy dotyczy sytuacji sprzed jej wejścia w życie – mówi Szejnfeld.