I dodaje, że lepsza i bezpieczniejsza dla rzetelności procesu jest sytuacja, gdy pytanie pada na sali i osoba musi od razu na nie zareagować.

Pytania na żywo

– Minuta zastanowienia się nad jakąś kwestią jest sygnałem dla sędziego, że sprawa nie jest wcale taka oczywista i jednoznaczna. Świadek, który zna pytania i się do nich przygotował, odpowiada jak karabin maszynowy, co zamazuje obraz sprawy i wiarygodność zeznań – argumentuje Dębowski.

Zobowiązywanie do przedstawienia pytań do świadków to praktyka nienowa. Ostatnio przybrała jednak na sile. Zdaniem niektórych komentatorów to już nawet norma. I co ciekawe, norma, która w ich przekonaniu nie ma oparcia w przepisach. Zgodnie bowiem z par. 99 regulaminu urzędowania sądów powszechnych (Dz.U. z 2007 r. nr 38, poz. 249 z późn. zm.), choć w zleceniu przeprowadzenia dowodu w ramach pomocy sądowej należy dokładnie określić, jakie czynności mają być dokonane, oznaczyć wyczerpująco fakty i okoliczności podlegające stwierdzeniu przez poszczególne osoby, a w razie potrzeby przytoczyć też fakty i okoliczności, na które należy zwrócić szczególną uwagę – to w przepisie nie ma mowy o jakiejkolwiek liście pytań.

– Problemem jest też to, że sądy traktują listę pytań jak każde inne pismo procesowe i oczekują, że strona prześle je zarówno do sądu, jak i do pełnomocnika swojego przeciwnika. Takie działanie jest zdradzaniem taktyki – wskazuje adwokat Tomasz Lustyk. I przyznaje, że zna przypadki, gdy jedna ze stron procesu pod takie pytania ustawia świadka. – Raz w takiej sprawie zastosowałem fortel. Sądowi i pełnomocnikowi przesłałem zestaw bardzo ogólnych pytań, a na rozprawie zadałem pytania stricte związane ze sprawą. Świadek przygotowany do odpowiedzi na pytania z listy był lekko skonsternowany – opisuje Lustyk.

I na pytanie, dlaczego jego zdaniem listy pytań na dobre zagościły w polskich sądach, odpowiada, że to rezultat przerzucania sędziowskich obowiązków na pełnomocników.

Są jednak eksperci, którzy w działaniach sądów nie widzą nic nagannego. – Ta praktyka jest w porządku, bo ułatwia zredagowanie odezwy do sądu, przed którym odbędzie się przesłuchanie świadków w drodze pomocy prawnej. Samo to, że sąd prosi o listę pytań do świadków strony, nie oznacza, że każde pytanie musi zaakceptować. Nadal posiada kontrolę nad tym, czy pytanie jest dopuszczalne w świetle k.p.c. Nie wyklucza to też zadania dodatkowych pytań na sali przez obecnego pełnomocnika – argumentuje Krzysztof Bielański, radca prawny, partner w Kancelarii Bielański i Wspólnicy.

– Jeśli nie chcemy ujawniać z góry naszych pytań, to odpisujemy sądowi, że zadamy je na posiedzeniu i rozprawie, a na razie nie mamy żadnych. Czy coś podobnego: grzecznie, a sprytnie – dodaje.

Biegli z podpowiedzią

Problem z listą pytań dotyczy jednak nie tylko świadków, lecz także biegłych przesłuchiwanych po sporządzeniu pisemnych opinii w sprawie.

Pomoc sądowa w praktyce

Pomoc sądowa w praktyce

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– W przypadku klasycznej ustnej opinii uzupełniającej przesyłanie pytań przed przesłuchaniem biegłego jest niczym wysłanie pytań do świadka, aby mógł się przygotować. To nieporozumienie. Po to jest rozprawa, aby móc pokazać, jak często biegli nie są w stanie wydać rzetelnej ekspertyzy – akcentuje adwokat Bartosz Prusiński.

I przekonuje, że często dopiero na sali wychodzi na jaw, że biegły nie potrafi obronić swoich twierdzeń.

– W sytuacji gdy mamy do czynienia ze stronniczym biegłym, który przyjął wersję przedstawioną np. przez powoda i nie chce wycofać się z błędnej oceny, znajomość pytań często uniemożliwi pełnomocnikowi wykazanie przed sądem jego uchybień – ostrzega mecenas Dębowski.

Wysyłanie pytań do świadka jest ewidentnym zdradzaniem taktyki obrony