Niezawisłość sędziów, niezależność sądów, równowaga władz, a nawet prawo do ochrony danych osobowych – te wszystkie wartości konstytucyjne naruszył minister sprawiedliwości, wydając rozporządzenie, w którym przyznał sobie prawo żądania od prezesa sądu apelacyjnego przedstawienia akt każdej sprawy. Tak przynajmniej twierdzi Andrzej Seremet, prokurator generalny (PG), który właśnie złożył w tej sprawie wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Domaga się stwierdzenia niekonstytucyjności tego przepisu rozporządzenia. Spór o tę kompetencję szefa resortu trwa od 1 kwietnia 2010 r., czyli od chwili rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

– Prawo żądania akt sądowych przysługiwało prokuratorowi generalnemu, a więc przed 1 kwietnia 2010 r. tym samym ministrowi sprawiedliwości. Po tej dacie pozostało ono przy szefie prokuratury, a szef resortu je utracił – tłumaczy sędzia Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Jak widać jednak nie pogodził się z tym i wrzucił to uprawnienie do wydanego przez siebie rozporządzenia.

Efekt mrożący

Chodzi o par. 20 rozporządzenia w sprawie nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów powszechnych (Dz.U. z 2013 r. poz. 69). Zgodnie z nim minister sprawiedliwości może żądać – w uzasadnionych przypadkach – od prezesa sądu apelacyjnego przedstawienia w określonym terminie akt spraw sądowych. I to się nie podoba Andrzejowi Seremetowi. „Żądanie akt sądowych przez ministra sprawiedliwości, szczególnie w przypadku medialnych publikacji krytykujących decyzje podejmowane w sprawie, może wywołać »efekt mrożący« i prowadzić do stworzenia klimatu zagrożenia dla sędziego” – czytamy w uzasadnieniu wniosku do TK.

I dalej: „Obawa taka jest tym bardziej uzasadniona, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż (...) rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności dyscyplinarne wobec sędziów m.in. na żądanie ministra sprawiedliwości”.

Tak więc zdaniem Seremeta oczywiste jest, że może to rodzić obawy co do tego, że sędzia wyda rozstrzygnięcie zgodne z oczekiwaniami ministra. Takie odczucie może pojawić się, zwłaszcza gdy szef resortu formułował publicznie oceny co do rozpoznawanej sprawy.

Spowolnienie spraw

Ale zagrożenie dla niezawisłości sędziowskiej to niejedyny zarzut, jaki pojawia się we wniosku PG. Zdaniem Andrzeja Seremeta korzystanie przez MS z uprawnienia, jakie daje mu par. 20 rozporządzenia, może negatywnie wpłynąć na termin wykonywania poszczególnych czynności przez sędziego. A to dlatego, że w przepisie jest mowa o aktach sprawy, a nie o ich kopiach czy odpisach. „Brak akt w sądzie uniemożliwi bowiem przeprowadzenie rozprawy lub posiedzenia” – zaznacza prokurator generalny.

Co gorsza, przepis milczy na temat terminu zwrotu dokumentacji do sądu. „W skrajnych przypadkach może to prowadzić do permanentnego kontrolowania tej samej sprawy i długotrwałego blokowania planowanych czynności sądowych” – czytamy w uzasadnieniu wniosku.

Andrzej Seremet ostrzega, że „niekiedy (np. w razie krótkiego terminu upływu przedawnienia orzekania) wykorzystanie przez ministra sprawiedliwości uprawnienia do żądania akt może przyczynić się do przedawnienia karalności czynu”. Tak więc działania władz wykonawczych będą bezpośrednio wpływać na treść orzeczenia. Co więcej, spowalnianie spraw stoi w ewidentnej sprzeczności z podstawowym celem nadzoru administracyjnego, którym jest m.in. zapewnienie właściwego toku wewnętrznego urzędowania sądu.

PG nie podoba się również to, że przepis pozostawia ministrowi sprawiedliwości zbyt dużo swobody. Chodzi o użyte w nim sformułowanie „w uzasadnionych przypadkach”. „Ocenę tego, kiedy ma miejsce taki uzasadniony przypadek, pozostawiono samemu uprawnionemu – bez żadnej kontroli czy choćby możliwości polemiki ze strony prezesa sądu z taką oceną” – wytyka Seremet.

Jego zdaniem stwarza to potencjalne niebezpieczeństwo nieuzasadnionego korzystania z tego środka nadzoru.

Dane zagrożone

Zdaniem PG kwestionowane uprawnienie ministra sprawiedliwości ma negatywny wpływ nie tylko na sędziów i sądy. Może ono naruszać również konstytucyjne prawa każdego obywatela. Chodzi o ochronę życia prywatnego jednostki, o którym mowa w art. 47 ustawy zasadniczej, oraz o prawo do ochrony danych osobistych (art. 51 konstytucji). „Niewątpliwie akta spraw sądowych zawierają dane, których udostępnianie jest chronione normami ustanowionymi w art. 47 i art. 51 konstytucji. W toku prowadzonych przed sądami postępowań gromadzone są informacje dotyczące życia prywatnego jednostek” – ostrzega Seremet.

W aktach sądowych znaleźć można dane m.in. o karalności, majątku czy liczbie dzieci stron postępowania. Nierzadko są do nich też dołączane np. opinie z badań psychiatrycznych.

„Analiza całości akt, w tym danych ze sfery życia osobistego jednostek, nie jest konieczna do efektywnego sprawowania nadzoru” – uważa PG.

Tymczasem konstytucja stanowi, że władze publiczne mogą pozyskiwać, gromadzić oraz udostępniać wyłącznie takie informacje o obywatelach, które są niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. A, jak twierdzi Seremet, choć uprawnienie ministra sprawiedliwości pozwalające mu sięgać po akta spraw sądowych jest dla niego wygodne, to z całą pewnością nie jest niezbędne, aby mógł prawidłowo sprawować nadzór administracyjny nad sądami.

Rozszerzanie uprawnień

Ponadto zdaniem PG minister sprawiedliwości, przyznając sobie prawo do żądania akt spraw sądowych, de facto rozszerzył swoje uprawnienia względem sądów i sędziów ponad to, co przyznaje mu ustawa – prawo o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 427).

„Ustawa o ustroju sądów powszechnych w art. 37 przyznaje prawo wglądu w czynności sądów jedynie osobom sprawującym wewnętrzny nadzór administracyjny. Minister sprawiedliwości nie został wymieniony wśród uprawnionych do tego podmiotów” – zauważa PG.

Co więcej, zdaniem Seremeta, nawet gdyby takie uprawnienie szefa resortu zostało zapisane w ustawie, to i tak należałoby ocenić je jako prowadzące do nadmiernej ingerencji w chronione konstytucyjnie prawa obywatelskie.

We wniosku wskazano również, że z analizy przepisów rozdziału 5 u.s.p., który reguluje zasady wykonywania nadzoru administracyjnego nad sądami, nie da się wyczytać wyraźnego upoważnienia do przyznania w rozporządzeniu prawa do żądania przez ministra akt spraw sądowych. PG zaznacza, że takiego upoważnianie nie można ani domniemywać, ani wyinterpretować w drodze wykładni celowościowej.

„Jeżeli ustawodawca zamierzałby przyznać ministrowi sprawiedliwości podobne prawo, to niewątpliwie zawarłby je w ustawie – w przepisach regulujących sprawowanie wewnętrznego i zewnętrznego nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów, a nie pozostawiałby tej materii do uregulowania w rozporządzeniu, i to jeszcze w sposób dorozumiany” – twierdzi Andrzej Seremet.

Radość środowiska

W środowisku sędziowskim nie kryją radości z wniosku PG.

– Zgadzam się w całej rozciągłości z prokuratorem generalnym – komentuje sędzia Maciej Strączyński.

Wniosek Seremeta jest także na rękę Krajowej Radzie Sądownictwa, która wielokrotnie w swoich stanowiskach podkreślała, że omawiane uprawnienie ministra wykracza poza ustawowe upoważnienie. I, jak przypomina Antoni Górski, szef KRS, rada apelowała o dostosowanie przepisów rozporządzenia w sprawie nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów powszechnych do obowiązujących przepisów ustawy.

To, że usytuowanie spornego uprawnienia ministra w akcie wykonawczym może budzić wątpliwości konstytucyjne, zdaje się zauważać także sam resort. Tajemnicą poliszynela jest, że autorem projektu nowelizacji u.s.p., który firmują posłowie PO, to resortowy urzędnik. Ma on zwiększyć nadzór ministra sprawiedliwości nad sądami, a w tym m.in. przyznać mu na poziomie ustawy prawo do żądania akt sądowych. Projekt jednak utknął w Sejmie.

DGP zapytał ministerstwo o stanowisko wobec wniosku Seremeta. Otrzymaliśmy odpowiedź, że prace nad jego opracowaniem trwają.

MS nie powinien mieć dostępu do danych na temat życia osobistego stron sporu