Minęło grubo ponad dziesięć lat, od kiedy wprowadzono urzędowe stawki, na podstawie których sądy zasądzają wynagrodzenie dla występujących przed nimi adwokatów. Regulujące je rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 28 września 2002 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 461) świetnie pasuje do kanonów orwellowskiego świata. W jego słynnej książce „1984”, ponurym obrazie totalitarnej utopii, ogłaszana uroczyście podwyżka racji żywnościowych oznaczała w istocie obniżkę tych racji, i to niemałą. Podobnie rzecz się miała z omawianym tu rozporządzeniem.

Mniejsze minimum

Do momentu jego wprowadzenia w życie poprzednio obowiązująca regulacja, tj. rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 12 grudnia 1997 r., przewidywała w par. 3 stawkę minimalną pomnożoną przez 4. Nowe (aktualne) rozporządzenie zniosło mnożnik x 4, ale podwyższyło stawkę minimalną o 20 proc. Klasyczna podwyżka przez obniżkę.

Zilustrujmy powyższe na przykładzie. Otóż w przypadku sprawy o zapłatę, gdzie wartość przedmiotu sporu wynosi np. 20 tys. zł, według starych przepisów sąd zasądzał 8 tys. zł kosztów zastępstwa adwokackiego, a zgodnie z nowymi jedynie 2,4 tys. zł. Dysproporcja jest więc wyraźna.

Dodajmy, że ów mnożnik x 4 miał charakter w zasadzie automatyczny. Wyjątkowo – jeśli uzasadniał to rodzaj i stopień zawiłości sprawy – sąd mógł zastosować wyższy przelicznik, aż do sześciokrotności stawki minimalnej. Nowa regulacja wprowadziła inny mechanizm. Mianowicie pozostawiła sądom dowolność w określaniu wynagrodzenia adwokata w zakresie pomiędzy jednokrotnością a sześciokrotnością stawki minimalnej. Nakazała przy tym, aby przy orzekaniu brać pod uwagę następujące kryteria: niezbędny nakład pracy adwokata, charakter sprawy i wkład pracy w przyczynienie się do jej wyjaśnienia i rozstrzygnięcia. Skutek jest taki, że sądy niejako z automatu zasądzają kwoty wg stawki minimalnej, wyjątkowo zaś przekraczają tę granicę, nie zbliżając się wszakże do górnego pułapu.

Przykładowo stronie, reprezentowanej przez autora niniejszego artykułu, zasądzono zwrot kosztów postępowania, ustalając koszty zastępstwa procesowego na poziomie trzykrotności stawki minimalnej. Stało się to po ponad 6-letnim procesie o uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym. Sąd, uzasadniając swoje rozstrzygnięcie w przedmiocie kosztów, stwierdził nawet, że „niniejsza sprawa jest niestandardowa, należy do skomplikowanych, zarówno pod względem prawnym, jak i obszerności materiału dowodowego. W ocenie sądu taki właśnie charakter sprawy, jak i znaczny poziom zaangażowania pełnomocnika powoda, jego aktywność procesowa, wyczerpująca argumentacja prawna przekładająca się na znaczny nakład pracy pełnomocnika, uzasadniają przyznanie wynagrodzenia w wysokości trzykrotności stawki minimalnej. Żądanie zasądzenia kosztów w stawce pięciokrotnej było w ocenie sądu nadmierne”.

Prawo do sądu

W tym miejscu można by postawić pytanie, ile trwać musiałby proces w sprawie jak wyżej, aby pełnomocnikowi przyznano pięciokrotność lub sześciokrotność stawki minimalnej: dwa razy tyle, ile trwał (do nieprawomocnego wyroku), czyli 12 lat? Czy adwokat powinien doczekać się recenzji własnych działań w postaci już nie stwierdzenia o znacznym poziomie zaangażowania pełnomocnika, ale może sformułowania o ogromnym poziomie zaangażowania pełnomocnika? Czy dopiero wtedy sąd przyznałby zwrot kosztów według maksymalnego mnożnika?

Powyższe pytania są ważkie, bo dotykają konstytucyjnego prawa do sądu obywateli, ich organizacji, przedsiębiorców. To, jaki zastosuje sąd mnożnik, oznacza przecież, na ile klient może liczyć tytułem powetowania sobie tego, co wydał tytułem honorarium adwokackiego.

Obecnie obowiązujące stawki minimalne nie były zmieniane od ponad dekady. Niedalekie od prawdy będzie stwierdzenie, że już w momencie ich wprowadzania w 2002 r. nijak się miały do rzeczywistych kosztów postępowań ponoszonych przez strony. Tym bardziej obecnie. Żeby nie być gołosłownym, wystarczy wskazać, że spora część stałych stawek stanowi w praktyce równowartość wynagrodzenia za jedną godzinę lub dwie pracy adwokata. A mówimy tu o stawkach za całe postępowanie w toku I instancji, trwające nierzadko – przy wydolności polskich sądów – kilka lat.

Innymi słowy, urzędowo określone stawki mają w istocie charakter symbolicznego zwrotu kosztów dla klienta, który je wcześniej wyłożył, uiszczając honorarium adwokatowi. Truizmem będzie stwierdzenie, że (rażąco) niski poziom zwrotu tych kosztów bije nie tyle w adwokata, ile w jego mocodawcę.

W tym sensie dotyka on, kluczowego w systemie demokratycznego państwa prawnego, prawa do sądu. Jeśli bowiem koszty wyłożone (zainwestowane) przez jednostkę w procesie podlegają jedynie symbolicznemu zwrotowi, to przynajmniej w części wypadków taka jednostka będzie musiała najpewniej ze zlecenia sprawy zrezygnować.

Potrzeba zmian

Jakie jest remedium? Otóż na krótką metę można by postulować zmianę wykładni poprzez liberalne potraktowanie kryteriów, od zastosowania których uzależnione jest przyznanie wielokrotności stawki minimalnej. Innymi słowy, znacznie szersze niż dotąd stosowanie mnożnika większego od jedności, tak aby urealnić stawkę minimalną, skoro do tej pory nie zrobił tego prawodawca.

Drugie rozwiązanie oznacza zasadniczą zmianę dotychczasowych stawek i wiąże się, co najmniej, z wydaniem nowego rozporządzenia. Prace nad nim trwają, ale nie w Ministerstwie Sprawiedliwości. Nie czekając dłużej, opracowaniem projektu nowego rozporządzenia zajęła się Naczelna Rada Adwokacka.

Rażąco niski poziom zwrotu kosztów bije nie tyle w adwokata, ile w jego mocodawcę

Minimalne stawki

Zależnie od wartości przedmiotu sprawy:

● do 500 zł – 60 zł;

● powyżej 500 zł do 1500 zł – 180 zł;

● powyżej 1500 zł do 5000 zł – 600 zł;

● powyżej 5000 zł do 10 000 zł – 1200 zł;

● powyżej 10 000 zł do 50 000 zł – 2400 zł;

● powyżej 50 000 zł do 200 000 zł – 3600 zł;

● powyżej 200 000 zł – 7200 zł.

Dr Artur Igliński, adwokat