Poruszony przez czytelnika problem jest dosyć złożony. Rzeczywiście, afera hazardowa z 2009 r. dotycząca nieprawidłowości przy przygotowywaniu nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych, finalnie doprowadziła do zaostrzenia prawa poprzez uchwalenie zupełnie nowej ustawy. Na początku 2011 r. nieco zliberalizowano przepisy, które jednak tylko trochę ułatwiły życie zapalonym graczom.

Obecnie typowanie za pieniądze i przez internet wyników wydarzeń sportowych jest w Polsce legalne, ale tylko w wybranych firmach bukmacherskich – takich, które spełnią warunki postawione przez ustawodawcę.

Po pierwsze firma musi od ministra finansów uzyskać zezwolenie na prowadzenie zakładów przez internet. To wiąże się z koniecznością zarejestrowania oddziału w naszym kraju oraz domeny internetowej z zakończeniem „pl” i stworzeniem infrastruktury technicznej umożliwiającej na wypadek kontroli celników przechowywanie przez 5 lat od dnia zarchiwizowania danych graczy i informacji na temat zawartych przez nich zakładów, a także wpłat i wypłat.

Po drugie trzeba uiszczać do administracji skarbowej podatek w wysokości 12 proc. wartości zakładu. Jeżeli więc ktoś typuje wynik meczu na przykład za 100 zł, to w rzeczywistości stawka wynosi tu 88 zł, bo 12 zł pochłania danina dla państwa. Obecnie te warunki spełniają w Polsce trzy firmy: Star-Typ Sport, Fortuna oraz Milenium.

W praktyce oznacza to, że udział w zakładach organizowanych przez inne firmy, zarejestrowane poza granicami Polski jest nielegalny. Warto o tym pamiętać, bo zgodnie z przepisami za udział w takich zakładach grozi grzywna w wysokości od kilkuset złotych do kilku milionów, a nawet kara pozbawienia wolności, no i oczywiście utrata wygranej. Rozmiar sankcji zależy rzecz jasna od częstotliwości gry lub pieniędzy zainwestowanych przez polskiego gracza w nielegalną bukmacherkę.

Tymczasem oprócz świadomej gry u zagranicznych bukmacherów internetowych są gracze, którzy nieświadomie łamią prawo. A o to nietrudno, bo zagraniczne firmy tworzą polskojęzyczne wersje swoich stron i próbują obchodzić zakaz reklamy na terenie Polski, chociażby wykupując reklamy w polskojęzycznych, ale mających swoją siedzibę za granicą stacjach telewizyjnych lub właśnie organizując wspomniane przez czytelnika akcje mailingowe.

Dlatego warto uważać, gdzie zamierzamy grać. Jeśli jednak ktoś zarejestrował się u zagranicznego bukmachera i nie miał świadomości, że narusza obowiązujące przepisy, może w każdej chwili zamknąć swoje konto. Zazwyczaj trzeba taką prośbę skierować mejlowo do firmy organizującej zakłady. Jako powód można podać właśnie fakt, że bukmacher nie zarejestrował swojej działalności w Polsce. Jak wynika z opinii graczy na forach internetowych, firmy z reguły nie robią wtedy problemów z zamknięciem konta.

Mając na uwadze, że celem przeważającej części akcji marketingowych jest rozpowszechnienie i promocja usług hazardowych, które wyczerpują przesłanki ustawowego zakazu reklamy, to taka sytuacja jest oczywiście niezgodna z prawem i nieakceptowana przez legalną branżę bukmacherską w Polsce. Szara strefa oferująca zakłady spoza terytorium RP próbuje wszelkich sposobów, aby zaistnieć na polskim rynku bukmacherskim.

Obowiązujące przepisy niestety nie są doskonałe w tym zakresie i co rusz poddawane są próbom nowych obejść lub wynajdywania luk prawnych. Z tego też względu niezbędne są zmiany systemowe, które pozwoliłyby na natychmiastowe reagowanie przez regulatora rynku na tego typu nieprawidłowości. Oczywiście efektem tych reakcji powinny być zmiany legislacyjne, które zabezpieczą interes licencjonowanych firm bukmacherskich, a w szczególności budżet państwa, do którego spływają podatki wyłącznie z organizacji legalnych zakładów bukmacherskich.

Podstawa prawna

Art. 14 ust. 3 ustawy z 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych (Dz.U. nr 201, poz. 1540 z późn. zm.).

Art. 107 ustawy z 10 września 1999 r. – Kodeks karny skarbowy (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 186).