Według informacji DGP kierownictwo inspekcji chciałoby nad drogi wysłać najpierw dwa śmigłowce z fotoradarami, potem kolejne, a być może nawet drony, specjalne bezzałogowe samoloty. Z oficjalnych odpowiedzi wynika, że prowadzono już prace nad zakupem maszyn. Pozwala na to szeroka nowelizacja ustawy – Prawo o ruchu drogowym i jej rozbudowany art. 129.

– Na etapie projektowania centralnego systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym rozważano możliwość realizowania ustawowego uprawnienia GITD do rejestrowania wykroczeń w ruchu drogowym z pokładu statku powietrznego – przyznaje DGP rzecznik GITD Jan Mróz.

Zakładano, że już godzinny przelot nad trasą z Warszawy do Krakowa to ponad tysiąc zarejestrowanych wykroczeń kierowców. Tak GITD domknąłby system złożony ze stacjonarnych fotoradarów i nieoznakowanych radiowozów. Zdjęcia z tych źródeł przesyłane są online do automatycznego systemu nadzoru nad ruchem drogowym, gdzie wystawiane są mandaty. W samej tej komórce pracuje 200 urzędników.

W Komendzie Głównej Policji cały wydział zajmujący się odzyskiwaniem mienia pochodzącego z przestępstw liczy 10 funkcjonariuszy.

– W centrali GITD jest zatrudnionych ponad 700 pracowników – informuje jeden z dwóch rzeczników tej instytucji Alvin Gajdahur.

Instytucja rozwija się w ekspresowym tempie. – Cztery lata temu w centrali pracowało niespełna 50 urzędników. GITD wynaturzył się i dziś w najmniejszym stopniu zajmuje się bezpieczeństwem transportu drogowego. Za to jest gigantyczną maszyną do łupienia kierowców – komentuje były minister transportu Jerzy Polaczek.

Z budżetu na 2013 r. wynika, że inspekcja ma przynieść wpływy z mandatów w wysokości 1,5 mld zł.

Według nieoficjalnych informacji DGP realizacja podniebnego planu GITD została na razie wstrzymana po konsultacjach z Ministerstwem Transportu. Ale prawo wciąż inspekcji na to pozwala.