– Według tej koncepcji kandydat na kierowcę będzie musiał przejść oprócz egzaminu teoretycznego i praktycznego z jazdy także praktyczny egzamin sprawdzający z technik udzielania pierwszej pomocy – zdradza Adam Jasiński, ekspert parlamentarnego zespołu opracowującego nowelizację.

– Przyszły kierowca musiałby wykonać na fantomie poprawnie reanimację metodą usta-usta czy za pomocą defibrylatora – wylicza ekspert.

W ten sposób ustawodawca zlikwiduje pewną niekonsekwencję. Do tej pory bowiem kandydaci na kierowców podczas nauki w ośrodkach szkolenia jazdy mieli zajęcia z pierwszej pomocy, jednak nikt nie weryfikował zdobytej tam wiedzy i tym bardziej umiejętności.

Częste zmiany zasad
● Jeśli parlamentarzystom nie uda się uchwalić nowych przepisów tak, by weszły w życie 19 stycznia 2013 roku, od kiedy będą obowiązywać nowe zasady egzaminów na prawo jazdy, będzie to czwarta zmiana zasad ubiegania się o dokument w ciągu ostatnich lat. Poprzednie miały miejsce w 2005 i 2009 roku.
● W 2011 roku policyjne statystyki odnotowały 40 065 wypadków drogowych, w których 4189 osób poniosło śmierć, a 49 501 osób zostało rannych.

– A wiadomo, że jeśli coś nie kończy się egzaminem, to nie wszyscy słuchacze przywiązują do tego odpowiednią wagę – mówi Łukasz Kucharski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi.

Nie wiadomo, w jakim stopniu nowe przepisy wpłyną na koszt przeprowadzenia egzaminów. Na pewno wydłuży się czas jego trwania oraz koszty, ponieważ przyszłych kierowców oceniać będzie ratownik medyczny.

– Część egzaminatorów zatrudnionych w naszym ośrodku ma takie uprawnienia, wiem, że w innych także, więc wzrost kosztów będzie niewielki, a korzyści niewspółmiernie duże. Mówimy przecież o ratowaniu ludzkiego życia. Nie wyobrażam sobie, żeby przełożyło się to w jakikolwiek sposób na zdawalność – przewiduje dyrektor łódzkiego WORD.

Przy okazji ustawodawca zlikwiduje inną niekonsekwencję obowiązujących przepisów, które nakładają na kierowców obowiązek udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, nie sprawdziwszy, czy potrafi on jej udzielać.

Według Janusza Popiela, prezesa Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych Alter Ego, znaczna część ofiar wypadków mogłaby przeżyć, gdyby na miejscu udzielono jej podstawowej pomocy medycznej.

– Według statystyk 70 proc. ofiar ginie na miejscu, a tylko 30 proc. umiera w szpitalu lub w drodze do niego. Na tej podstawie można domniemywać, że część z tych osób można było uratować, ponieważ do przyjazdu pogotowia często upływa kilkanaście czy kilkadziesiąt minut. A w przeciwieństwie do strażaków, którzy są świetnie przeszkoleni, nie da się tego powiedzieć o policjantach – twierdzi Janusz Popiel.

Mimo to sceptycznie ocenia wpływ nowej regulacji na zmniejszenie liczby ofiar wypadków.

– Problem polega na tym, że samo wprowadzenie takiego przepisu nie zmieni sytuacji. Ustawą nie zmienimy świadomości społecznej. Ostatnio czytałem decyzję prokuratury w Olsztynie o umorzeniu postępowania wobec sprawcy wypadku, który nie udzielił pomocy potrąconemu przez siebie dziecku, bo jak zapisano w uzasadnieniu, zginęło na miejscu, więc zarzut był bezzasadny. Tylko skąd on miał to wiedzieć, skoro nawet nie próbował ratować – oburza się prezes Aler Ego.

Eksperci wątpią też, czy wobec braku odpowiednich programów edukacyjnych uczących od dziecka w praktyczny sposób ratowania życia jednorazowe szkolenie przy okazji ubiegania się o prawo jazdy przyniesie skutek. Co ciekawe, na razie nie ma mowy o wprowadzeniu obowiązku posiadania w samochodzie apteczki.

– Jej wyposażenie wobec umiejętności stosowania technik ratowania życia i tak ma marginalne znaczenie – twierdzi Adam Jasiński, prawnik pracujący nad nowelizacją ustawy.