Po pasażerach samolotów i pociągów Unia Europejska upomniała się także o ludzi jeżdżących autobusami. Od 1 marca 2013 r. będzie obowiązywało rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 181/2011 dotyczące praw pasażerów w transporcie autobusowym i autokarowym oraz zmieniające rozporządzenie (WE) nr 2006/2004 (Dz.Urz.UE.L nr 55, str. 1).

Będzie obejmować wszystkich regularnych usługodawców krajowych i transgranicznych, przewożących pasażerów na dystansie co najmniej 250 km.

Kanapki na dworcu

W myśl nowych praw pasażerom będzie przysługiwało odszkodowanie za spóźnienie. W przypadku gdy autobus odjedzie o ponad dwie godziny później (ewentualnie nie odjedzie wcale) lub w przypadku nadkompletu przewoźnik będzie musiał zaproponować pasażerowi kontynuację podróży lub zmianę trasy bez żadnych dopłat.

Jeśli pasażer miał się przesiąść do opóźnionego autobusu, będzie mógł żądać zapewnienia nieodpłatnego powrotu do miejsca rozpoczęcia podróży. Jeśli przewoźnik nie zaoferuje żadnego wyboru, to pasażerowi oprócz zwrotu ceny biletu będzie przysługiwało dodatkowo odszkodowanie w wysokości 50 proc. jego wartości.

Co więcej, w sytuacji gdy odjazd autokaru opóźni się przynajmniej o półtorej godziny (a planowany czas przejazdu przekracza trzy godziny) pasażerowie powinni dostać przekąski, posiłki lub napoje. Pod warunkiem, że są dostępne w terminalu albo mogą tam zostać dostarczone w rozsądnym czasie. W przypadku gdy podróż opóźni się o jeden dzień, firma przewozowa będzie musiała zapewnić hotel lub inne zakwaterowanie wraz z dojazdem do tego miejsca.

Uregulowane zostaną także stawki odszkodowań w związku ze śmiercią podczas wypadku (w tym również wydatki pogrzebowe) lub z tytułu odniesionych obrażeń (maksymalnie 220 tys. euro), jak również za utratę lub uszkodzenie bagażu (maks. 1 200 euro).

Inwalidzi poczekają

W dużej mierze przepisy zawarte w rozporządzeniu dotyczą jednak niepełnosprawnych i osób o obniżonej sprawności ruchowej, i to nawet gdy trasa podróży jest krótsza niż 250 km.

Zgodnie z rozporządzeniem niepełnosprawni powinni mieć możliwość poinformowania przewoźników (na 36 godzin przed podróżą), zarządców terminali, biura podróży i organizatorów wycieczek, że będą potrzebowali pomocy, a podmioty te powinny im ją zapewnić.

– Chodzi o pomoc w poruszaniu się po dworcu, załadunku bagażu, wejściu do pojazdu czy zapewnieniu możliwości przewożenia psa przewodnika. A to wiąże się z koniecznością przeszkolenia personelu, nie tylko kierowców, w zakresie pomocy takim osobom – mówi Iwona Szwed z biura prawnego Arena 561, które specjalizuje się w obsłudze prawnej branży transportowej.

Wszystko to generuje dodatkowe koszty dla przewoźników czy właścicieli dworców.

– Nie można jednoznacznie określić ich wysokości, bo na rynku świadczonych usług istnieją dość duże rozbieżności w cenach – wyjaśnia Iwona Szwed.

– Zarówno stan polskich dróg, jak i prowadzone niemal bez przerwy remonty czy też niski poziom kultury jazdy niektórych kierowców bardzo często są powodem powstania opóźnień czy wypadków. Stąd, obok szkolenia personelu przewoźnika, organizatora podróży w zakresie pomocy osobom niepełnosprawnym, podmioty te muszą przygotować się też na poniesienie równie wysokich wydatków związanych z opóźnieniami i wypadkami na drodze.

Dlatego przedstawiciele branży transportowej postulują wprowadzenie czteroletniego okresu przejściowego na wejście w życie tej części zapisów, które dotyczą obowiązków wobec niepełnosprawnych. Rozporządzenie 181/2011 daje taką możliwość.

– Ten czas przewoźnicy mogą wykorzystać na stopniowe dostosowywanie swoich przedsiębiorstw do stosowania przepisów rozporządzenia. O wiele lepiej i korzystniej dla przewoźników, dworców czy biur podróży jest stopniowo rozłożyć ciężar finansowy na 4 czy 8 lat niż na przestrzeni kilku miesięcy przygotować infrastrukturę, personel i wyodrębnić środki na poniesienie ewentualnych dodatkowych obciążeń finansowych – argumentuje Iwona Szwed.

– Problemem branży nie jest tabor, bo ten jest nowoczesny, lecz stan polskich dróg i dworców autobusowych. Niestety teraz tylko 20 proc. z nich jest dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych – podkreśla Rafał Jańczuk z Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych.

– To właśnie ich dostosowanie pochłonie najwięcej pieniędzy – uważa Jańczuk i dodaje, że z powodu bardzo ostrej konkurencji na rynku branża nie będzie mogła sobie pozwolić na zrekompensowanie wydatków podwyżką cen biletów.

Aleksander Kierecki, redaktor naczelny portalu Infobus.pl, przypomina jednak, że przewoźnicy autokarowi nie konkurują tylko ze sobą, ale także z transportem kolejowym i lotniczym.

– A pasażerowie pociągów i samolotów cieszą się większą ochroną. Wydaje mi się, że w tej sytuacji powinniśmy dążyć do przyjęcia tych przepisów bez odsuwania tego w czasie, nawet jeśli wiążą się z kosztami – uważa Kierecki.

– Wiąże się to z podniesieniem konkurencyjności transportu drogowego jako całości. Paradoksalnie może być tak, że dodatkowe obowiązki wyjdą na dobre przedsiębiorstwom autobusowym. Widmo kar, które mogą ich spotkać za niedopełnienie umowy zawartej z pasażerem, spowoduje, że będą się bardziej starać – przekonuje Kierecki.