W USA i Europie Zachodniej internetowy dostęp do orzeczeń sądów pozwala poznać treść wyroków oraz strony postępowania. Władze w Polsce w rzekomej trosce o obywateli wymyśliły anonimizację wyroków sądowych, czyli pozbawienie wyroku jakichkolwiek cech pozwalających określić strony sprawy. Usuwane są imiona i nazwiska stron i ich pełnomocników, ale często również takie informacje, jak miejscowość, w której działa pozwany czy pozywający urząd. Zdarzają się też wyroki, gdzie anonimizacji podlegają nazwiska sędziów i protokolanta, nazwa sądu i sygnatura akt sprawy, a nawet sygnatury akt orzeczeń Sądu Najwyższego, na które powoływano się w uzasadnieniu wyroku!

Czas skończyć z anonimizacją. Wyroki nie tylko sądów amerykańskich, ale również na przykład Europejskiego Trybunału Praw Człowieka podają imiona i nazwiska stron, a często także wrażliwe informacje, takie jak narodowość czy wyznanie, jeśli mają znaczenie dla sprawy. Wchodząc na internetowe strony trybunału w Strasburgu, możemy dowiedzieć się, o co i z jakim skutkiem sądzili się tam na przykład Zwierzyński, Gorzelik, Gawęda czy Potocka. Gdyby te wyroki podawał do wiadomości polski sędzia, to zamiast nazwisk mielibyśmy kropki lub czarne pola.

Internetowy dostęp do pełnej treści orzeczeń ułatwi obywatelom rzeczywisty nadzór nad wymiarem sprawiedliwości. Jest to ważny cel społeczny, któremu nie może stać na przeszkodzie np. poczucie wstydu osób skazanych. Pijany kierowca może chcieć utrzymać wiedzę o swym zachowaniu w ścianach sali sądowej i w tajemnicy przed sąsiadami. Ale interes ogółu w zrozumieniu, jak pijani kierowcy są traktowani przez wymiar sprawiedliwości, i możliwość potwierdzenia, że obowiązujące prawo jest sprawiedliwie wymierzane, są ważniejsze od poczucia wstydu osób łamiących prawo.

Podobnie jest z poczuciem wstydu osób pokrzywdzonych: jeśli mamy wiedzieć, czy wpływowi przestępcy nie są traktowani ulgowo, potrzebujemy wiedzieć, jak wyglądają wyroki sądów. W wyjątkowo drastycznych czy wstydliwych sprawach sędzia może wszak wykluczyć jawność rozprawy. Ta gwarancja wystarczy dla ochrony godności pokrzywdzonych.

Jawność musi stać się normą, gdyż stanowi ważną gwarancję sprawiedliwości. Bo jawność pozwala obywatelom zrozumieć, jak działają sędziowie, jakimi przesłankami kierują się w orzekaniu. Jak inaczej mamy się przekonać, czy w sprawach wpływowych i ustosunkowanych osób sędziowie przypadkiem nie skręcają wyroków, jeśli nie możemy porównać wyroków w podobnych sprawach wydanych wobec przeciętnego obywatela i kogoś z koneksjami. U nas władza i sędziowie nie chcą, byśmy mieli tę możliwość, i tłumaczą się ochroną prywatności. Nie wiem, czy czynią to z niewiedzy, chęci ukrycia swych niecnych uczynków, czy po prostu z przyzwyczajenia władzy i elit do działania w ukryciu przed obywatelami.

Sądy są miejscem, gdzie reputacja i uczynki obywateli są publicznie analizowane. Wstyd i obawa o utratę reputacji nie mogą stanowić podstawy do utajnienia wyników wymierzania sprawiedliwości. Utajnienie takie powinna uzasadniać jedynie realna groźba dla życia, zdrowia lub bezpieczeństwa materialnego obywateli. Dlatego zwiększając przejrzystość sądów, należy równocześnie pamiętać o ochronie prywatności. Ale tylko prywatności rozumianej jako zabezpieczanie życia, zdrowia lub bezpieczeństwa materialnego obywateli. Wszelkie dane osobowe, które nie są potrzebne do zrozumienia działania wymiaru sprawiedliwości, a mogą być wykorzystane ze szkodą dla życia, zdrowia lub bezpieczeństwa materialnego obywateli, należy więc wykreślać z publikowanych orzeczeń. Instrukcja regulująca ogłaszanie orzeczeń powinna zawierać krótki i zamknięty katalog informacji, które nie będą w pełni publikowane w internecie.

Tylko takie rzeczywiście wrażliwe informacje mogą być przed nami chowane z automatu. Utajnienie jakiejkolwiek innej informacji wymagać powinno zamknięcia rozprawy przed publicznością. Bo co do zasady wszystko, co się dzieje na sali sądowej, jest naszą sprawą, sprawą publiczną.

Propozycja eksperta

Co publikować: NIP, numery kont bankowych i kart kredytowych – cztery ostatnie cyfry, data urodzenia – tylko rok, imiona rodziców i nazwisko panieńskie matki – tylko inicjały, adresy – tylko miejscowość i województwo, numery rejestracyjne samochodów – ostatnie dwa znaki

Czego nie publikować: adresów e-mail, elektronicznie utrwalonych podpisów, informacji o chorobach – chyba że są istotne dla zrozumienia sprawy.

Paweł Dobrowolski, prezes Forum Obywatelskiego Rozwoju