Kto w czwartek lub piątek zaparkował auto w centrum stolicy, po powrocie zastał po nim puste miejsce i znak informujący o zakazie parkowania w dniach 25 – 28 maja, który stanął w tym miejscu niewiele wcześniej. – Uiściłem opłatę i zostawiłem kwitek za szybą. Wracam po trzech godzinach, a samochodu nie ma. Stoi za to nowy znak. Dzwonię na straż miejską i słyszę, że muszę zapłacić prawie 400 zł za odholowanie auta oraz 100 zł mandatu za parkowanie w niedozwolonym miejscu – mówi „DGP” jeden z poszkodowanych. W czwartek i piątek w kolejkach do komisariatów straży miejskiej stało po kilkadziesięciu kierowców zmuszonych do wykupu samochodów.

Podobne incydenty zdarzają się w całym kraju przy okazji wizyt VIP-ów czy masowych imprez. Tymczasem zdaniem prawników takie działania są niezgodnie z przepisami. Z treści rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach jasno wynika, że jeżeli zachodzi konieczność wprowadzenia okresowych ograniczeń postoju, to odpowiedni znak należy umieścić co najmniej z pięciodniowym wyprzedzeniem i zaopatrzyć w tabliczkę z napisem typu: „Od dnia...”.

Gdy znak został postawiony niezgodnie z tymi zasadami, właściciel odholowanego auta może wystąpić na drogę sądową i zażądać odszkodowania za straty, np. koszt taksówek czy wynajmu pojazdu zastępczego. Jeżeli właściciel pojazdu zapłacił za holowanie i przymusowy parking swojego pojazdu, może żądać zwrotu opłaty za jego wydanie, jeżeli spełniając świadczenie, nie wiedział, że nie był do świadczenia zobowiązany – tłumaczy Maciej Kaczmarek, prawnik w WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr.