Policjanci podejmujący interwencję po stwierdzeniu, że mają do czynienia z przypadkiem przemocy w rodzinie, muszą wdrożyć procedurę niebieskiej karty. Ma ona na celu zapewnienie ofiarom przemocy możliwości uzyskania pomocy w każdej sytuacji, gdy tego potrzebują. Tak wynika z zarządzenia komendanta głównego policji w sprawie przeprowadzania interwencji domowej wobec przemocy w rodzinie.

Tych obowiązków nie dopełniali policjanci w sprawie kobiety, która wielokrotnie składała zarówno na policji, jak i do prokuratury zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez jej męża. Zarzucała mu, że znęca się nad nią i jej dziećmi, okrada ją oraz że grozi podpaleniem domu. W końcu doszło do pożaru, w którym budynek uległ prawie całkowitemu zniszczeniu, a kobieta utraciła majątek. Na osiem dni przed pożarem umorzono dochodzenie w sprawie. Nie dano wiary ani kolejnym zeznaniom powódki, ani jej córek. Postanowienie uzasadniono brakiem obiektywnych świadków, którzy mogliby potwierdzić zeznania powódki. Kobieta domagała się odszkodowania od Skarbu Państwa.

– Sąd I instancji stwierdził, że w tym przypadku doszło do pewnych nieprawidłowości w stosowaniu procedury niebieskiej karty, która określa sposób działania policji i prokuratury wobec przemocy w rodzinie – mówi Barbara Grabowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Jednak zdaniem sądu podpalenie domu oraz popełnienie samobójstwa przez męża kobiety nie mogło być uznane za typowe następstwo zaniechań organów ścigania. Sędziowie uznali, że kobieta nie wykazała, iż podjęcie przez policję działań prewencyjnych i realizacja procedur wynikających z niebieskiej karty powstrzymałyby jej męża przed podpaleniem.

Sąd apelacyjny również nie przyznał kobiecie odszkodowania. Stwierdził, że nie przedstawiła wystarczających dowodów m.in. na to, że to jej były mąż był sprawcą podpalenia jej domu.

Sygn. I ACa/986/10.