statystyki

Zdrojewski: Trzeba zdjąć prawny gorset

autor: Rozmawiała Iwona Aleksandrzak26.04.2011, 03:00

Kończą się ustalenia dotyczące wydłużenia czasu ochrony praw autorskich. Będzie to prawdopodobnie 70 lat, a więc nieco dłużej niż obecnie i nieco krócej, niż proponowały niektóre państwa

Reklama


Reklama


Rozmowa z Bogdanem Zdrojewskim, ministerem kultury i dziedzictwa narodowego

Czy ministerstwo, którym pan kieruje, rozpoczęło już pracę nad uzupełnieniem nowelizacji ustawy medialnej o zapisy dotyczące audiowizualnych usług na żądanie?

Prace nad tymi regulacjami toczą się w dwóch zespołach – w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji oraz w ministerstwie. Teraz badamy materiał, który był przedmiotem analiz sejmowych. Wydaje mi się, że zakończymy to w ciągu najbliższych kilku tygodni. W nowych przepisach próbujemy odeprzeć lub uwzględnić wszystkie elementy krytyki. Zaproponujemy nowe zapisy dotyczące zgłaszania usług na żądanie. Będziemy jednak minimalizować kary dla przedsiębiorców. Będą oni mogli nawet kilkakrotnie naruszyć przepisy. Nie zostaną ukarani od razu. Zależy nam na tym, by sposób wdrażania tej ustawy był jak najbardziej przyjazny. Na interpretacje tych przepisów nie mam jednak żadnego wpływu.

Internauci nie mieli podstaw by się obawiać, po tym jak Sejm uchwalił ustawę medialną w pierwotnej wersji?

Cały czas jestem zdania, że ustawa, która została przygotowana przez resort, była naprawdę dobrej jakości. Przepisy te w żadnym stopniu nie dotykały indywidualnych użytkowników. Regulacje nie dotyczyły też przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność gospodarczą, używając do tego przekazów audiowizualnych, np. filmików instruktażowych. Dyrektywa unijna, którą próbowaliśmy wdrożyć do polskiego prawa, jest tak skonstruowana, by w poszczególnych krajach były likwidowane nierówności miedzy podmiotami, które działają wyłącznie na rynku medialnym. Dokładniej chodziło o to, by ci, którzy świadczą usługi audiowizualne tradycyjną metodą, nie byli gorzej traktowani od tych, którzy rozprowadzają audycje za pośrednictwem internetu lub drogą kablową.

Czy z ustawy o prowadzeniu działalności kulturalnej mają szansę zniknąć zapisy o bibliotekach, skoro środowisko bibliotekarzy również nie jest zadowolone z regulacji, które będą ich dotyczyć?

Te przepisy nie mogą zostać wykreślone, ponieważ są one ratunkiem dla instytucji kultury w Polsce. Dziś nie ma możliwości konstruowania placówek kultury na miarę potrzeb XXI wieku. Wciąż tkwimy w XIX-wiecznej tradycji separowania poszczególnych dziedzin kultury. Wszyscy widzimy, iż sama aktywność artystyczna stała się multimedialna. Także edukacja powinna obejmować różne obszary artystycznych poszukiwań. Oczekiwania dzisiejszego odbiorcy są ogromne. Chcąc instytucji, w których będzie i czytelnia, i wystawa, i kawiarnia i być może szansa na posłuchanie muzyki. Warto zwrócić uwagę, iż jest to także sposób na ograniczenie kosztów administracyjnych. Oszczędności, co ważne, pozostaną w obszarze kultury i będą mogły wzmocnić np. fundusz zakupów nowości. Proponowane rozwiązania to zdejmowanie z kultury niezwykle uciążliwego gorsetu.

Czy możliwość łączenia bibliotek z muzeami i domami kultury nie spowoduje, że biblioteki w małych gminach zaczną znikać?

Nie, zdecydowanie nie. Proszę zwrócić uwagę, że właśnie pod rygorem obecnie obowiązujących przepisów biblioteki znikały jedna po drugiej. Stały się placówkami pozbawionymi szans rozwojowych. Prawie o nich zapomniano. Proponowane przepisy to także zachęta od odtwarzania struktury najmniejszych jednostek kultury w miejscowościach, gdzie są one najważniejsze, często jedyne. Dodam, iż wprowadzono w ustawie także liczne zabezpieczenia przed pochopnymi decyzjami. Ostateczna decyzja została ulokowana bardzo wysoko, na szczeblu ministerialnym, aby też proces kontroli był najbardziej efektywny. Nie boje się zatem o los małych bibliotek. Jestem raczej ciekaw, jakie instytucje będą powstawać po wejściu w życie nowelizacji.

Dlaczego to właśnie minister kultury udziela zezwoleń na połączenie i jest gwarantem tego, że żadna z placówek nie straci na tej operacji?

Tak zażyczyli sobie sami bibliotekarze. Przyjąłem to jako komplement. Środowisko uznało bowiem, że finalna decyzja dotycząca połączenia powinna być wydana na jak najwyższym szczeblu. Według mnie to słuszne rozwiązanie. Im dłuższą drogę trzeba przejść, tym większa gwarancja, że połączenie placówek faktycznie ma sens. Większa jest również gwarancja, że nikt na tej drodze nie popełnił błędu.

Jakie pan przyjmie kryteria, wydając pozwolenia na połączenie instytucji?

Efektem połączenia musi być wyższa jakość usług, a także bardziej racjonalna gospodarka środkami finansowymi. Nie oczekuję jednak samych oszczędności. Mamy przecież ważny cel do uzyskania, jakim jest poprawa czytelnictwa. Zamierzamy w ciągu najbliższych trzech lat wzmocnić sektor usług bibliotecznych kwotą ponad ćwierć miliarda złotych ekstra. To wszystko oznacza, iż szansa na akceptację decyzji, w wyniku której zniknie choćby jeden etat biblioteczny, jest znikoma!

Nasze dziedzictwo to nie tylko książki, które stoją na półkach w bibliotece, czy eksponaty w muzeum. Część zabytków ukrytych jest w ziemi. Poszukuje ich mnóstwo pasjonatów, którzy często łamią prawo. Jak ocenia pan minister to zjawisko?

Prawdą jest, że Polsce dominuje grupa poszukiwaczy, którzy nie starają się uzyskać zezwolenia od wojewódzkiego konserwatora zabytków na prowadzenie wykopalisk i szukają przedmiotów na własną rękę. Jest to niezgodne z przepisami. Jestem jednak zwolennikiem przyjaznego traktowania kolekcjonerów. Uważam, że trzeba uprościć zapisy ustawy. Dziś hobbyści mają duże problemy z interpretowaniem przepisów o prowadzeniu poszukiwań z równego rodzaju narzędziami. Często nie wiedzą oni, od kogo powinni uzyskać zgodę na prowadzenie wykopalisk, lub jak zgłosić znalezioną rzecz. Dzisiejsze prawo może być poważnym utrudnieniem dla pasjonatów, ponieważ wszyscy traktowani są tak, jakby byli nielegalnymi poszukiwaczami najcenniejszych przedmiotów. Te regulacje zostały tak skonstruowane, by strzec interesu państwa przed nielegalnym obrotem wartościowych przedmiotów. Tymczasem to, co znajdują hobbyści, przeważnie nie ma żadnej wartości. Dlatego granicę w ustawie trzeba przesunąć tak, by przepisy były bardziej życzliwe dla hobbystów.

Czy zatem w ministerstwie trwają już prace nad zmianą przepisów ustawy o ochronie zabytków i opiece nad nimi?

Od jakiegoś czasu spotykam się z grupą takich poszukiwaczy, by wysłuchać ich sugestii. Pierwsza z uwag była taka, by osoby mające takie właśnie hobby pozostały zupełnie anonimowe. Na to nie mogę przystać. Ale postulat, by zgłoszenie poszukiwań były jak najprostsze i obejmowało tylko podstawowe informacje bez konieczności precyzyjnego informowania o tym, co jest przedmiotem poszukiwań, to dobry kierunek działań. Uważam, że takie zgłoszenia można by wysyłać również przez internet.

Ministerstwo Kultury próbuje wprowadzać nowoczesne rozwiązania do ustaw, a nowelizując prawo prasowe, które powstało w 1984 roku, nie wykreśliło przepisu o karaniu redaktora naczelnego za odmówienie publikacji sprostowania. Dlaczego?

To nieprawda. Skasowaliśmy karę ograniczenia wolności za brak sprostowania oraz samą instytucję odpowiedzi. Zgodnie z tymi przepisami redaktor naczelny, który niezasadnie odmówi publikacji sprostowania, może być ukarany jedynie grzywną.

Ustawa przygotowana przez resort jest zdecydowanie nowocześniejsza niż ta z 1984 roku.

Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepisy te są niezgodne z ustawą zasadniczą.

Trybunał uznał, że nie można karać nikogo na podstawie przepisu, który jest niejasny. A takie były właśnie artykuły dotyczące instytucji sprostowania i odpowiedzi. Nie znaczy to jednak wcale, że nie można karać redaktora naczelnego za nieuzasadnioną odmowę publikacji sprostowania. Ponieważ nie do końca jednak uwzględniliśmy w nowelizacji prawa prasowego wyrok TK, jesteśmy właśnie na etapie korekt nowych przepisów.

Polska już w lipcu obejmie prezydencję w Unii Europejskiej. Jakie priorytety przygotowało Ministerstwo Kultury?

Najważniejsze punkty to dzieła osierocone, znaki dziedzictwa, ocena funkcjonowania prawa audiowizualnego, czyli efekty implementacji dyrektywy audiowizualnej, ale także ocena digitalizacji i ochrona dziedzictwa audiowizualnego wraz z filmowym.

Jaki pomysł ma resort na rozwiązanie problemu dzieł osieroconych?

Udało nam się przeprowadzić już konsultacje z kilkoma państwami. Musimy znaleźć wspólny mianownik. Wiemy już, że powinniśmy skupić się na nowej definicji dzieła osieroconego i przenieść aktywność roszczeniową na domniemanych spadkobierców. Ważne też, by użytkownicy (wydawcy) mogli w sposób bardziej transparentny wszcząć działania, a następnie udowodnić staranność poszukiwania autorów i spadkobierców. To oni muszą udowodnić, że mają prawo do dzieła. Kończą się też ustalenia dotyczące nieznacznego wydłużenia czasu ochrony praw autorskich. Będzie to prawdopodobnie 70 lat, a więc nieco dłużej niż obecnie i nieco krócej niż proponowały niektóre państwa. Tyle czasu będzie musiało minąć w każdym kraju Unii, by dzieło przeszło do domeny publicznej. Jeżeli czas zostanie ujednolicony, wówczas będzie nam łatwiej radzić sobie z twórczością np. osób, które podróżowały po Europie i wydawały dzieła w różnych krajach.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama