Nowelizacja umożliwia wykluczenie z przetargu firmy, która, zdaniem zamawiającego, nie wywiązała się w co najmniej 5 proc. z umowy. Jeśli okaże się np., że wykonawca spóźni się z oddaniem budynku szkoły, bo grunt na placu budowy okazał się zbyt mokry i będzie wymagał dodatkowego umocnienia, to może stracić zlecenie. Co więcej, zamawiający, czyli urząd, spółka państwowa lub samorządowa, może wyeliminować takiego wykonawcę na trzy lata ze wszystkich organizowanych przez siebie przetargów.

– Dla firm, które uczestniczą w bardzo wąskim rynku, gdzie jest jeden lub dwóch zleceniodawców w kraju, takie przepisy oznaczają eliminację z biznesu, a w efekcie bankructwo – uważa Grzegorz Lang z KPP Lewiatan. Jego zdaniem nowelizacja otwiera przede wszystkim drogę do nadużyć. Istnieje ryzyko, że wszystkie błędy, które będą popełniane przy organizacji przetargów, urzędnicy będą zrzucać na wykonawców.

Tymczasem posłowie Platformy Obywatelskiej, którzy przygotowali nowelizację, uważają obawy przedsiębiorców za nieuzasadnione. – Wykonawca zawsze może odwołać się od decyzji urzędnika do Krajowej Izby Odwoławczej – mówi Łukasz Gibała z PO. KIO ma na rozpatrzenie sprawy 15 dni. Na ten czas przetarg byłby zamrożony.

Nowelizacja to kolejna próba poprawienia kulejącej procedury przetargowej obowiązującej w Polsce. Obecne przepisy umożliwiają spółkom, które spóźniają się z pracami, powtórny udział w tym samym przetargu. Przykładem jest firma Alpine Bau, z którą w grudniu 2009 Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zerwała umowę ze względu na zbyt mały postęp prac przy budowie autostrady A1. Pół roku później Alpine Bau powtórnie stanęło do nowego przetargu zorganizowanego przez GDDKiA i wygrało, bo przedstawiło najniższą cenę.

Nowelizacja, jeżeli dziś przyjmie ją Senat, wróci do Sejmu, a potem trafi na biurko prezydenta. W życie powinna wejść już w kwietniu tego roku.