Od 21 grudnia policja ma dwa śmigłowce, którymi rejestruje wykroczenia w ruchu drogowym. Wielu kierowców zastanawia się, czy policja ma jednak prawo, by na podstawie takich nagrań karać kierowców za wykroczenia, w tym za przekraczanie dozwolonej prędkości.

– Policja korzysta z wideorejestratorów zamontowanych w helikopterach na takiej samej zasadzie jak z mobilnego centrum monitoringu – mówi Jarosław Gnatowski z Komendy Głównej Policji. Tłumaczy, że odbywa się to podobnie jak w przypadku monitoringu miejskiego czy nieoznakowanych pojazdów, w których są zamontowane kamery. Takie auta z kamerami służą np. do rejestracji przebiegu imprez masowych czy zachowania kierowców na drogach.

Na pokładzie helikoptera zamontowany jest wideorejestrator, za pomocą którego policja nagrywa np. przejazd na czerwonym świetle czy wyprzedzanie na trzeciego. Funkcjonariusze ze śmigłowca powiadamiają o wykroczeniu policjantów w radiowozach. Ci zatrzymują taką osobę i karzą mandatem.

Jarosław Gnatowski przyznaje jednak, że na razie z helikopterów nie jest rejestrowana prędkość.

– Technicznie jest to możliwe, ale urządzenia te trzeba jeszcze do tego dostosować. Czekamy też na odpowiednie podstawy prawne – zaznacza Jarosław Gnatowski.

Niewykluczone, że za kilka dni, bo już 31 grudnia, policja zacznie mierzyć z helikopterów także prędkość. Wówczas zacznie obowiązywać nowelizacja ustawy – Prawo o ruchu drogowym, która wprowadza definicję urządzenia rejestrującego. Będzie to stacjonarne, przenośne albo zainstalowane w pojeździe albo na statku powietrznym urządzenie ujawniające i zapisujące naruszenia przepisów ruchu drogowego przez kierowców. Skoro definicja ta pozwoli rejestrować wszystkie wykroczenia ze statków powietrznych, to także prędkość.

Okazuje się jednak, że już teraz helikopter w powietrzu powoduje, że kierowcy zdejmują nogę z gazu.

– Na odcinku drogi między Górą Kalwarią a Piasecznem, gdzie częstą przyczyną wypadków jest nieprawidłowe wyprzedzanie, kierowcy widząc nasz helikopter od razu zwolnili – mówi Jarosław Gnatowski. Dodaje, że nie wyprzedzali w niedozwolonych miejscach, a niektórzy nie wyprzedzali nawet, gdy było to możliwe, a jechała przed nimi tzw. zawalidroga.