Osoby najbardziej poszkodowane pierwsze kroki powinny skierować do pomocy społecznej, gdzie mogą otrzymać np. suche ubrania. Na jakiekolwiek pieniądze trzeba jeszcze poczekać.

Minister spraw wewnętrznych i administracji zapowiedział, że każda z gmin dostanie 100 tys. zł na bieżące działania w walce z powodzią. – To pomoc na paliwo do pomp i pojazdów czy zakup środków dezynfekcyjnych – mówi Małgorzata Woźniak z MSWiA. Wsparcie finansowe ma być udzielane także później nie tylko samorządom, ale bezpośrednio  mieszkańcom. – To nastąpi dopiero po oszacowaniu strat, gdy opadnie woda. Obecnie skupiamy się na akcji ratowniczej – stwierdza Małgorzata Woźniak.

Ze wstępnych danych MSWiA, potrzeby samorządów sięgają już w tej chwili kilkudziesięciu milionów złotych. W samym województwie małopolskim potrzeba ponad 11 mln zł. Jeszcze więcej na Śląsku – ponad 12 mln zł. Najniżej wstępne straty oszacowano w województwie lubelskim, gdzie wyniosły one około 900 tys. zł. Jednak realne straty spowodowane przez powódź będą znane dopiero, jak opadnie woda.

Aby samorządy otrzymały wsparcie finansowe, konieczne jest oszacowanie strat przez gminne komisje. Muszą ona wysłać wnioski o pomoc do wojewody. Następnie po ich rozpatrzeniu wojewodowie zwrócą się z wnioskami do MSWiA o przyznanie promes. Te środki nie pokryją wszystkich strat. Mają one bowiem jedynie charakter pomocy. Poszkodowani przez powódź mieszkańcy mogą się natomiast zwrócić do gminnych ośrodków pomocy społecznej. Tam mogą liczyć na jednorazowe zasiłki. Jednak jakiekolwiek pieniądze również są wypłacane po oszacowaniu strat. Można jednak liczyć np. na suchą odzież, jeżeli ktoś w wyniku zalania stracił ubrania.

Przezorny ubezpieczony

W nieco lepszej sytuacji są natomiast ci, którzy są ubezpieczeni. Zazwyczaj osoby, które ubezpieczyły swoje domy, mają zapewnioną ochronę od skutków powodzi. Ubezpieczyciel może ponosić odpowiedzialność za zniszczone ubezpieczone mienie. Dlatego pieniądze można otrzymać za uszkodzone parkiet, drzwi, ściany, a nawet sprzęty RTV i AGD. – Ochroną ubezpieczeniową objęte jest mienie ruchome, które znajduje się w domu lub mieszkaniu, ale także piwnicy, garażu lub innych pomieszczeniach gospodarczych – mówi Agnieszka Rosa z PZU SA. Wyjaśnia ona, że odpowiedzialność ubezpieczyciela odpowiada wysokości sumy ubezpieczenia określonej w umowie ubezpieczenia dla poszczególnych grup mienia. Ponadto w ogólnych warunkach ubezpieczenia mogą znajdować się zapisy wprowadzające limity odpowiedzialności, i tak np. za szkodę w mieniu ruchomym znajdującym się w pomieszczeniach gospodarczych ubezpieczyciel odpowiada do 5 proc. sumy ubezpieczenia dla wszystkich ruchomości domowych.

Rachunki albo kosztorys

Z ubezpieczenia można pokryć koszty uprzątnięcia miejsca szkody (np. wypompowywanie wody, osuszanie) czy rozbiórki i demontażu części niezdatnych do użytku. W takim przypadku limit odpowiedzialności również wynosi do 5 proc. wysokości należnego odszkodowania.

Aby uzyskać pieniądze od firmy ubezpieczeniowej, konieczne jest przedstawienie rachunków odbudowy czy naprawy lub kosztorysu takich prac. Można tego dokonać także w oparciu o cenniki budowlane stosowane przez ubezpieczyciela.

W Polsce nie ma obowiązkowych ubezpieczeń od skutków klęsk żywiołowych. Dlatego też wielu poszkodowanych z terenów zalanych nie zostało objętych takim ubezpieczeniem. Gdy brak polisy ubezpieczeniowej, to po dokładnym wyliczeniu szkód można dochodzić przed sądem odszkodowania od Skarbu Państwa za poniesione w powodzi straty. W tym celu powinni wystąpić z pozwem do sądu rejonowego albo okręgowego – w zależności od wysokości roszczenia – i udowodnić, że z winy urzędników zostali zbyt późno poinformowani o wielkiej fali albo w ogóle nie zostali poinformowani i nie zdążyli wywieźć dobytku oraz zwierząt. Osoby te mogą się domagać odszkodowania tylko za majątek ruchomy, ponieważ tylko te rzeczy mogły zostać uratowane, gdyby zostali w porę poinformowani. Muszą też udowodnić, że pozwany urząd dopuścił się zaniedbań, które doprowadziły do szkody w ich mieniu.