ROZMOWA

DANUTA JÓŹWIK

Panie mecenasie, rząd przyjął nowelizację prawa telekomunikacyjnego, które przewiduje blokowane stron internetowych zawierających treści nielegalne. Czy takie blokady są potrzebne internautom?

MAREK SZYDŁOWSKI*

Powiem wprost, wprowadzenie tych przepisów może się spotkać z zarzutem naruszenia Konstytucji RP dotyczących wolności informacji. W art. 54 ust. 2 Konstytucji RP zakazuje się cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu. Uważam, że blokowanie dostępu do treści rozpowszechnianych przez jakiekolwiek medium jest ograniczeniem ich prawa dostępu do informacji. Wyjątek jest jeden: rozpowszechnianie tych treści zostanie uznane za przestępstwo prawomocnym wyrokiem sądu.

Większe będą też zapewne obowiązki operatorów telekomunikacyjnych?

Z całą pewnością. Powiem więcej, jeżeli blokowany ma być dostęp do adresów URL, to firma telekomunikacyjna będzie musiała skanować pakiety danych przesyłane do indywidualnych użytkowników. To z kolei, będzie oznaczać, że operator telekomunikacyjny będzie miał wykaz przeglądanych stron internetowych przez każdego odbiorcę usług. Taki stan rzeczy stworzy pokusę ich niezgodnego z prawem wykorzystania. Szczególnie, że obowiązki te będą nałożone na wszystkich dostawców telekomunikacyjnych – także tych, którzy są operatorami malutkich osiedlowych sieci dostępu do internetu.

W prawie polskim istnieją regulacje ograniczające bezgraniczną wolność prasy oraz innych mediów. Dlaczego uważa pan, że przewidziane w projekcie rozwiązania nie są odpowiednie?

Istotnie, i przepisy ustawy o radiofonii i telewizji, i przepisy prawa prasowego przewidują sytuację, w której może nastąpić odebranie koncesji na nadawanie programu lub zawieszenie wydawania tytułu prasowego. W obydwu przypadkach są to jednak środki ostateczne stosowane, gdy nadawca lub redakcja tytułu prasowego upor-czywie narusza przepisy, a zanim ten środek zostanie zastosowany, nadawca czy wydawca może przedstawić odpowiedniemu organowi lub sądowi swoje stanowisko. W przypadku prasy w danym tytule w ciągu roku musiałoby zostać trzykrotnie popełnione przestępstwo, a ponadto inne środki, takie jak kary pieniężne czy wyroki skazujące dziennikarzy lub redaktora naczelnego, nie odniosły by skutku.

Innymi słowy rządowy projekt powinien zostać bardziej dopracowany?

Tak. Przypuszczam, że w większości przypadków zablokowanie strony będzie pierwszym środkiem represji, jaki polski organ podejmie wobec operatora strony internetowej. Nie będzie to więc środek ostateczny, to znaczy taki, który jest stosowany, gdy uprzednio stosowane środki nie przyniosą odpowiedniego skutku. Dlatego blokowanie dostępu do stron internetowych prawie że „z marszu” nie jest najbardziej trafionym pomysłem i stanowi wyjątek w polskim systemie prawa.

A jak pan ocenia pomysł, by blokowanie stron i usług odbywało się na poziomie operatorów telekomunikacyjnych oraz na ich koszt?

Tego rodzaju blokowanie będzie kolejnym obowiązkiem na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa nałożonym na przedsiębiorców telekomunikacyjnych. Warto również zwrócić uwagę, że przedsiębiorcą telekomunikacyjnym jest nie tylko wielki operator sieci telefonii stacjonarnej lub komórkowej, ale również malutki przedsiębiorca kupujący usługi transmisji danych od dużego operatora telekomunikacyjnego i dystrybuujący je np. na osiedle. Nowe obowiązki takich przedsiębiorców dotkną najbardziej, w szczególności w wymiarze finansowym.

Czy widzi pan inne niebezpieczeństwa związane z wprowadzeniem projektu?

Jeżeli projekt stanie się obowiązującym prawem, jestem przekonany, że pojawią się głosy, aby listę rodzajów stron, które mają być blokowane, rozszerzyć. Ponadto należy zauważyć, że jeśli strona internetowa będzie audiowizualną usługą medialną w rozumieniu przepisów Dyrektywy 2007/65/WE o audiowizualnych usługach medialnych, a dostawca tej usługi będzie ustanowiony w innym państwie Unii Europejskiej, to nie będzie można zablokować do niej dostępu w sposób przewidziany w projekcie ustawy, ponieważ dyrektywa przewiduje inny tryb postępowania w takiej sytuacji. Proponowane w projekcie zmiany uderzą jedynie w polskich dostawców takich usług.

* Marek Szydłowski

szef zespołu prawa mediów w kancelarii Wardyński i Wspólnicy