Ponad 86 tys. razy interweniowali w zeszłym roku policjanci w sprawach dotyczących przemocy domowej. To o 5 tys. więcej niż rok wcześniej. Sytuacja się pogarsza, a organizacje pomagające ofiarom przemocy czekają na zmianę przepisów, które nakazywałaby natychmiastowe odizolowanie sprawcy od krzywdzonej rodziny. Wciąż pracuje nad nimi Sejm.

Przemoc w rodzinie zaczyna się niewinnie. Do zwykłej kłótni dochodzą wyzwiska, potem zaczyna się szturchanie, które zmienia się w bicie. – Początkowo na to się nie reaguje, bo rodzina wydaje się najważniejsza. Ale granica przesuwa się niepostrzeżenie, i potem ląduje się na ostrym dyżurze ze złamaną ręką – mówi Anna Korzeniowska, która przez kilkanaście lat była maltretowana przez męża. Wiele kobiet nawet po takich wydarzeniach zostaje z partnerem. A jeżeli chce się odseparować od prześladowcy – musi uciekać z własnego domu.

Od ośrodka do ośrodka

– Ostatnio zgłosiła się do nas matka z dziećmi, która po kolejnej awanturze uciekła od męża i tuła się po różnych ośrodkach. Nie może wrócić do własnego mieszkania, bo tam jest jej oprawca. On nie chce się wyprowadzić, a ona nie wyobraża sobie przebywania z nim pod jednym dachem – opowiada Aleksandra Bujko, kierowniczka Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie w Lublinie. Lubelski ośrodek może przyjmować zagrożone przemocą kobiety tylko na 3 miesiące, potem muszą zwalniać miejsce. Dziś takich specjalistycznych ośrodków jest 37. – Wciąż jest ich zbyt mało, zwłaszcza na wsiach – mówi Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet.

Dla Anny Korzeniowskiej otrzeźwieniem były słowa lekarki, która przyjechała na interwencję. – Z takim człowiekiem nie zostałabym nawet pięciu minut – powiedziała doktor. – Wcześniej bałam się, że nie poradzę sobie sama z czwórką dzieci – opowiada Anna. Przyznaje, że miała szczęście, bo mieszkanie, które zajmowali, było jej własnością, mogła więc wyrzucić męża z domu. – Gdyby nie to, być może nadal bym tkwiła w tym związku – mówi. I opowiada, że zna wiele kobiet, które nie mając dokąd pójść, nie decydują się na opuszczenie partnera.

Ale kobiet wybierających ucieczkę jest coraz więcej. – Do naszego ośrodka trafia nawet kilka osób dziennie – mówi Krzysztof Sarzała, dyrektor Centrum Kryzysowego Rodziny w Gdańsku. I przytacza historię młodej kobiety, która niedawno pojawiła się w jego ośrodku. Jak później opowiadała – pewnego ranka zdała sobie sprawę, że obudziła się obok potwora. Kobieta zdecydowała się na porzucenie męża dość szybko. – To rzadkość – twierdzi Sarzała. – Najczęściej kobiety znoszą przemoc latami.

Strach przed skargą

Kobiety nie walczą z domową przemocą z bezsilności i strachu. – Często wezwanie policji jeszcze bardziej nakręca spiralę przemocy – mówi Beata Mirska ze Stowarzyszenia Damy Radę. Dlatego organizacje pozarządowe zajmujące się przemocą w rodzinie od dawna apelują o taką zmianę przepisów, która umożliwiłaby nakazanie domowemu tyranowi, by opuścił wspólnie zajmowany lokal już w momencie wszczęcia postępowania prokuratorskiego czy nawet zaraz po interwencji policji. Chcą również, by już na tym etapie sprawca przemocy miał zakaz zbliżania się do swojej ofiary. Teraz taki zakaz wydać może tylko sędzia, który zazwyczaj traktuje napastnika łagodnie, wymierzając mu karę w zawieszeniu. Większość spraw o znęcanie się nad rodziną jest umarzana ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu. Tymczasem – jak wynika z policyjnych statystyk – ponad 72 proc. sprawców przemocy ponownie zaczyna maltretować swoją rodzinę. – W świadomości społecznej przemoc domowa wciąż nie jest traktowana jak poważne przestępstwo. Pokutuje przekonanie, że to są sprawy rodziny. Wielu sprawców nie tylko nie czuje dezaprobaty społecznej, ale cieszy się wsparciem „kolegów” – uważa Renata Durda kierownik Ogólnopolskiego Pogotowia Niebieska Linia. I przypomina, że w USA i krajach UE w sprawach dotyczących przemocy orzekają specjalnie przeszkoleni sędziowie.

Niebieska Karta nie działa

Maltretowanym kobietom miała pomóc tzw. Niebieska Karta zakładana przez policję, która gwarantowała, że sytuację w rodzinie co najmniej raz w miesiącu będzie sprawdzać dzielnicowy. – W praktyce zawiadomienia kobiet są ignorowane. Funkcjonariusze zakładają kartę, ale potem nic się nie dzieje – mówi Olga Kudanowska z Fundacji Dzieci Niczyje.

Szczególnie trudne są dla policji przypadki przemocy psychicznej, ponieważ brakuje twardych dowodów. Sama policja przyznaje, że taki dokument powstaje jedynie w 15 proc. spraw, do których byli wzywani funkcjonariusze. Dlatego organizacje pomagające ofiarom przemocy z wielką niecierpliwością czekają na zakończenie prac nad nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, nad którą pracuje od kwietnia nadzwyczajna sejmowa podkomisja. Magdalena Kochan, przewodnicząca podkomisji, deklaruje, że prace powinny trwać nie dłużej niż do końca listopada.

Planowane zmiany w walce z przemocą

Dla ofiar

●  bezpłatna obdukcja u lekarza pierwszego kontaktu

●  zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci

●  możliwość zabrania dziecka z domu zagrożonego przemocą przez pracownika socjalnego przy współudziale policji

Dla sprawcy przemocy

●  nakaz opuszczenia wspólnie zamieszkiwanego lokalu

●  obowiązek uczestnictwa w programach korekcyjno-edukacyjnych bez konieczności wyrażania przez niego zgody

Dla samorządów

●  opracowanie i realizacja lokalnych programów przeciwdziałania przemocy w rodzinie

●  powoływanie wojewódzkiego koordynatora realizacji Krajowego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie

współpraca Klara Klinger