Podczas wakacyjnych praktyk studenci mogą nauczyć się przygotowywania pism procesowych z zastosowaniem najnowszego orzecznictwa. Najlepsi praktykanci mają szansę na staż i zatrudnienie w kancelarii.
Publikacja: 4 sierpnia 2009, 03:00 Aktualizacja: 4 sierpnia 2009, 15:12
Aby przeczytać całość artykułu, musisz się zalogować. Jeśli posiadasz już login i hasło, wprowadź je. Jeśli nie, zapraszamy do bezpłatnej aktywacji konta.
Dostęp do treści w serwisie jest całkowicie bezpłatny. Wystarczy się zalogować. Jeśli jeszcze nie posiadasz konta, zapraszamy do jego stworzenia. Zajmie to nie więcej niż kilka minut.
31: jj z IP: 89.79.241.* (2009-08-04 22:46)
Do 20 oj tak bo gościu co poszedł na prawo żeby nie mieć styczności z matematyką to najlepiej się zna na statystyce.
I dalej pragne kłamstwa że np. w takiej UK w której gdy u nas walczyli kosem to budowano metro - jest tak że możesz skończyć filozofie i przejść 2 letnie studia które robią z ciebie prawnika. Możesz po tym być solicitor. Na zachodzie rozróżniają Master of Law - magister i Bachelor of Law - licencjat. W UK masz licencjat zostajesz solicitor i możesz występować przed niższymi sądami. Master of Law to wogóle już potęga i możesz zostać Barister. U nas Master to pomiatacz bo takie tłuki z korporacji dla swoich interesów niszczą rynek usług prawnych i szkodzą społeczeństwu. Na zachodzie jest bardzo dużo prawników z uprawnieniami !!!
32: T. z IP: 89.79.117.* (2009-08-04 23:07)
Moj komentarz zapoczatkowal ta dyskusje.
Dziwie sie, ze sa na tym forum tacy, ktorzy uwazaja, ze jak sie nie ma doswiadczenia (no bo powiedzmy otwarcie, ze sie nie ma po studiach), to sie powinnno robic za darmo.
Czyli taki koles po zawodowce (tez bez doswiadczenia) to moze zarobic, ale mgr prawa juz nie i musi zasuwac za friko. Nie moze miec rodziny, placic czynszu (nie mowiac o kredycie) i na wakacje najlepeiej zeby dostal od rodzicow ? No i ma sie uczyc jak u Platona do 50tki.
W glowie mi sie nie miesci, ze ktos tak moze myslec.
Ja sie wyrwalem od "mecenasow-pasibrzuchow". "Dziadow" (bo tylko tak ich moge nazwac), ktorzy placili mi 1200 zl na u.zlecenie i na prosby o umowe o prace odpowiadali, ze nie maja kasy na skladki, a sami jezdzili furami, za pewnie 150-200k PLZ i pokazywali wszystkim w kancelarii fotki z wakacji na drugim koncu Swiata, ktore tez pewnie kosztowaly solidny grosz
A poniekad to kosztem moich skladek na emeryture. Zygać mi się chciało jak na to patrzalem, ale wtedy potrzebowałem tej pracy.
Na szczescie mialem tyle zaparcia, ze zrobilem aplikacje sedziowska (pozaetatowo), zdalem egzamin na 4+, krotko bylem asesorem (bo wyrok TK) i juz dzis jestem SSR. Bogu dziekuje, ze mialem na to sily, bo bym zostal w tym bagnie kancelaryjnym.
Wiecie jaka mam najwieszka satysfakcie ? Spotykam co jakis czas tych Pasibrzuchow na sali, kiedys jak u nich robilem mi mowili po imieniu (bo taki "amerykanski" styl w ich kancelarii - ze niby wszyscy jestesmy rodzina i gramy w jednej druzynie), a dzis - choc geba im sie krzywi - niestety musza mowic per "Panie Sedzio".
pozdrawiam,
33: k.o. z IP: 83.238.234.* (2009-08-05 08:17)
"Kancelarie poszukują studentów na praktyki"
Czytaj: Kancelarie poszukują karierowiczów - frajerów do darmowej roboty.
34: dzidek z IP: 212.182.64.* (2009-08-05 08:23)
faktycznie sytuacja ludzi po prawie w naszym kraju jest katastrofalna. Widać to szczególnie w małych miastach lub na ścianie wschodniej gdzie praca za 800 zł jest szczytem marzeń. Oczywiście znajdują się jednostki, którym udaje się dostać większe pieniądze, ale wymaga to dużo pracy lub niestety znajomości.
Ja osobiście nie mogę narzekać choć wiem ile mnie to pracy kosztowało. Jestem referendarzem sądowym robie doktorat i o dziwo w ostatnim czasie (może przez kryzys?) zaczeły odzywaćsię do mnie headhunterzy z Poznania, Warszawa (mieszkam w Lublinie) z propozycją pracy za dużo większe pieniądze i to w Lublinie!
Zycze wszystkim wytrwałości i pracy!
35: Agata z IP: 78.30.94.* (2009-08-05 09:51)
Pamietam jak ja kończyłam studia prawnicze 8 lat temu to ja i wszyscy moi koledzy byli pełni dumy, ze takie właśnie studia skończyli. Mało kto sie jednak nastawiał, ze od razu bedzie zarabiał dużą kasę, gdyż wiekszość idąc na studia wiedziała jak wyglądają poszczególne aplikacje i że trzeba poczekać te kilka lat, zeby zacząć zarabiać. Oczywiście wiekszosć z nas teraz już zarabia w miarę przyzwoite pieniądze. A wiedza na temat realów aplikacji pozbawiła nas frustracji związanych z początkami naszych karier (krótko mówiąc "widziały gały co brały"). Tak jest wszędzie, a zawody prawnicze nie są jedynymi z trudnym startem - spójrzcie np. na lekarzy. Dopiero na aplikacji nauczyłam się praktyki, której nadal sie uczę (i oby do końca życia, gdyż prawnik musi uzupełniać swoja wiedzę). Miałam różne doswiadczenia z praktykantami, czasem zaskakująco dobre, zazwyczaj jednak taka osoba naprawde nie ma bladego pojecia o pracy w kancelarii i nikłe o prawie, dlatego trezba poswięcac mu dużo czasu na wujaśnianie, potem wszystko po nim sprawdzać. Krótko mówiąć wole nie brać praktykanta bo zajmuje mi za dużo czasu (a czas prawnika jest bardzo cenny, toteż cześć studentów to był dla mnie dodatkowy koszt w postaci straconego czasu.
Krótko mówiąc - studenci, wiecej pokory.
36: Sanczo z IP: 85.222.87.* (2009-08-05 11:10)
Negatywne opinie o mecenasach łaskawie dających darmową praktykę czy wielkich nadętych sieciówkach, w których się nie pracuje a niemal mieszka - to wszystko prawda.
Byłem na 4 czy 5 praktykach w tych, jak się wydaje, perfekcyjnie zorganizowanych międzynarodowych molochach, do których rekrutacja jest nieraz trójetapowa !
Ci "profesjonaliści" przyjmują np. po III roku do działu korporacyjnego, mimo że ludzie nie mają pojęcia co to jest spółka albo rekrutują najmocniejszych studentów do działu nieruchomościowego, żeby nie wysiadali z taksówki jeżdżącej ciągle do sądu z jakimiś wnioskami do złożenia. Człowiek ma dość takiego syfu już po tygodniu.
Czasem zatrudnią kogoś, ale jak stwierdził jeden z moich obcojęzycznych wykładowców w Szkole Prawa, że za taką robotę to płacą w Polsce jakieś mega-śmieszne pieniądze (a mowa o zatrudnianiu najzdolniejszych i najpracowitszych).
Inna sprawa, że na prawie poziom nauczania jest po prostu banalny. Przy takiej masie przyjmowanych poziom jest zatrważająco niski i nadal się obniża.
Wykładowcom nie chce się zaproponować studentom pisania opinii prawnych, pism procesowych czy innych dokumentów czy też intensywnej pracy z orzecznictwem, bo trzeba by było to przygotować i sprawdzić. A oni wolą przyjść, coś tam poględzić i kazać nauczyć się z książki 1 albo 2 rozdziały i biorą za to kasę. Na egzaminie przepytuje się tylko z treści niektórych przepisów i już. Potem człowiek kończy, próbuje się zarudnić i spostrzega, że jego sytuacja jest upokarzająca, bo z gruntu wrzucają człowieka do jednego wora z tą całą rzeszą ludzi po "prestiżowych" studiach. Dramat dnia codziennego.
37: Agata z IP: 78.30.93.* (2009-08-05 11:25)
Sanczo, świetny pomysł z tym pisaniem opinii i pism procesowych na studiach. Sama prowadziłam zajecia na jednej z uczelni prawniczych i dla mnie praktyka prowadzenie takich zajeć to była prosta sprawa, a dla studentów oderwanie sie od monotonii wkuwania kodeksów na pamieć. niestety większość pracowników naukowych to teoretycy, którzy (aż boję sie tego napisać :) nie umieją pisać opinii prawnych i pism procesowych - lub też stworzenie czegoś takiego sprawia im dużo wysiłku. Na takiej medycynie zajecia prowadzą lekarze praktycy i nie ma problemu, a prawo to niestety czysta teoria na studiach, a po studiach czasem zupełnie inny obraz praktyki (i dlatego dzieki Bogu jest aplikacja),
38: patt z IP: 79.175.250.* (2009-08-05 11:27)
Ale ja nie liczę na to, że po studiach zaraz będę zarabiać nie wiadomo ile. po prostu za wolontariat nie opłacę mieszkania i nie kupię jedzenia, no chyba że zacznę spożywać kodeksy i kserówki, które w oszałamiającej ilości zgromadziłam przez 5 lat studiów (ponoć celuloza bardzo dobra na trawienie). A pozostawanie na utrzymaniu rodziców i narzeczonego na dłuższą metę mnie nie bawi. chcę po prostu zarabiać tyle, żebym mogła swoje podstawowe potrzeby zaspokoić. Ale to wg niektórych tutaj się wypowaidających i tak zbyt dużo. tyle w tym temacie.
39: patt z IP: 79.175.250.* (2009-08-05 11:31)
do 37: zgadzam się - na studiach to czysta teoria, która nijak ma się do rzeczywistości. ale dopoki nie zmieni się system szkolnictwa wyższego i pewna "stara gwardia" nie odejdzie, to nie liczyłabym na jakieś rewelacje w tym zakresie.
40: trochę realiów z IP: 81.15.171.* (2009-08-05 12:11)
Czystą teorią, jest właśnie aplikacja. Pomysł na takie kształcenie powstał gdy caluśkie prawo mieściło się na 150 centymetrowej półeczce. Teraz otrzaskanie z jednej dziedziny wymaga niemal nieustannego czytania. Jaką praktykę ma radca prawny czy adwokat, który w życiu prowadził np. 10 spraw danego rodzaju. Nie mówiąc już o tych co nie prowadzili ich w ogóle. Jakie umiejętności mogą oni przekazać aplikującym? Albo taki absolwent aplikacji, który kilka dni miał praktykę w sądzie, miał kilka godzin wykładów, może napisał ze dwa pisma i puszczany jest "na wolność" gdzie może świadczyć usługi prawne z każdej dziedziny prawa. To chyba jakieś nieporozumienie? Na żadnym innym kierunku nie powtarza się studiów po skończeniu studiów. Jeżeli już to powinna być specjalizacja, ale prowadzona przez tych, którzy się znają. Można dziś wziąć statystycznie wybranych 100 radców czy adwokatów i zrobić im test (oczywiście państwowy) z prawa telekomunikacyjnego czy budowlanego. I gdyby okazało się, że padli na pytaniach, to rodzi się kolejne pytanie: Jak oni mogą uczyć innych?

Organ powinien przyjąć dokument w formie elektronicznej i nadać mu bieg. Brak spełnienia wymogu pisemności nie może być w tym przeszkodą – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny.
Czy nowa ustawa emerytalna powinna zachować przywileje dla rolników, górników i sędziów?
Nowy system emerytalny będzie chronił trzy grupy: rolników, sędziów, górników