Pięć lat w Unii Europejskiej to jeden z najlepszych okresów naszej historii. W gruncie rzeczy ocena, czy Polska jest bardziej lub mniej suwerenna w znaczeniu klasycznych kryteriów ukształtowanych w myśli politycznej XIX i XX wieku – nie ma większego sensu. Warto odwrócić pytanie, czy po wejściu do Unii Polska stała się krajem ważniejszym o większych możliwościach i szansach? Nie mam wątpliwości, że odpowiedź na to pytanie brzmi pozytywnie. Wzrosły nie tylko nasze możliwości gospodarcze, ale także – realne oddziaływanie na bieg polityki europejskiej, na kształt europejskiej integracji. Inna rzecz, że tych szans nie wykorzystujemy w dostatecznym stopniu, a nasz wkład w debatę o przyszłość UE i o strategię europejską mógłby być znacznie większy. Sądzę, że jest szczególnie wiele do zrobienia w sferze tworzenia wspólnej europejskiej przestrzeni prawnej. Minął już czas, w którym mogliśmy się ograniczać do prostych, mechanicznych działań legislacyjnych związanych z harmonizacją naszego systemu prawnego z systemem europejskim. Przed 2004 r. nie mieliśmy innego wyjścia – należało szybko odrobić zadaną lekcję przed dniem akcesji.

Dzisiaj nadszedł czas na włączenie się w znacznie poważniejszym stopniu w procesy tworzenia prawa na poziomie europejskim.

Potrzeba nam w miarę spójnej wizji i strategii prawnej we wspólnej Europie, której bardzo obecnie brakuje. Często, także w środowiskach prawniczych, wyrażany jest sprzeciw i głębokie niezadowolenie, że procesy tworzenia prawa wspólnotowego mają charakter silnie biurokratyczny, są niejasne co do swych celów i znaczenia przyjmowanych rozwiązań. Zamiast pustych narzekań wolałbym zdecydowanie poważną dyskusję – w Polsce i w innych krajach członkowskich, wskazującą na kierunki i strategię rozwoju prawa w UE. Z tego punktu widzenia ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego miałaby istotne znaczenie, zważywszy na przewidywane w nim zwiększenie stopnia demokratyzacji procesów tworzenia prawa wspólnotowego, a zwłaszcza zwiększenie udziału parlamentów narodowych oraz aktywniejszą rolę prawodawcy krajowego. Mam jednak świadomość, że wprowadzenie takich instrumentów nie oznacza jeszcze, że zostaną one skutecznie wykorzystane w realnym i praktycznym działaniu. W ciągu pięciu lat zwiększa się stopniowo wśród prawników świadomość europejska. Coraz częściej przy podejmowaniu jakichkolwiek działań w sferze stosowania prawa myślimy w szerszych kategoriach, szukamy odpowiednich odniesień w prawie wspólnotowym. Ewoluuje pozytywnie praktyka wykładni prawa w kierunku racjonalizacji procesu interpretacyjnego i poszukiwania celów i funkcji stosowanych mechanizmów prawnych, a nie skupiania się na czystej semantyce i formalnym rozumieniu norm. Dostrzegam w tym także istotny wpływ orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, którego rozwój dobrze pokazuje, w jaki sposób poprzez kreatywną, elastyczną, otwartą wykładnię zapewnić spójność całego systemu, respekt dla podstawowych założeń aksjologicznych i zasad systemu. Prawo i orzecznictwo europejskie stało się dzisiaj z całą pewnością ważnym segmentem prawnej edukacji. Relatywnie znacząca liczba pytań prejudycjalnych polskich sądów jest także dowodem na coraz lepsze pojmowanie przez sędziów, na czym polega kooperacja sądownictwa krajowego i wspólnotowego.

Rozczarowaniem dla wielu prawników był na pewno stopień komplikacji prawa wspólnotowego, którego wcześniej nie byli świadomi, bo dopiero potrzeba praktycznego sięgania do instrumentów wspólnotowych problem ten uświadomiła. Trzeba jednak pamiętać, że europeizacja prawa jest procesem i nie dokonuje się w drodze jednorazowego aktu. Przed nami nie tylko konieczność podniesienia na wyższy poziom edukacji w zakresie prawa europejskiego, dostępności źródeł i informacji o prawie europejskim, ale także zmiana postaw towarzyszących stosowaniu prawa – większa otwartość na to, co nazywamy tworzeniem wspólnej przestrzeni prawnej w Europie. Jej tworzenie zależy od kształtowania proeuropejskich postaw w praktyce stosowania prawa w nie mniejszym stopniu niż od działań prawodawczych.