Według ministerstwa rezygnacja ma związek z licznymi doniesieniami medialnymi. W środę wieczorem Czuma oświadczył w TV Puls, że Leszek Pruski absolutnie nie powinien pracować w resorcie.

"Dziennik" pisał, że Pruski w stanie wojennym oskarżał dolnośląskiego działacza opozycji; jego podpis jest na akcie oskarżenia prof. Krzysztofa Mazurskiego, który protestował przeciwko internowaniu działaczy "Solidarności". W 1982 r. domagał się kary dla Mariana Muchy, w którego mieszkaniu spotykali się działacze +S+" - czytamy w "Dzienniku".

"Pan prokurator Leszek Pruski oświadczył, że nie pamiętał spraw, które prowadził w 1982 r., a więc przed 27 laty, opisanych w tym artykule" - podał w czwartkowym komunikacie resort.

W środę Czuma - pytany w TV Puls o zarzuty wobec Pruskiego - mówił, że sprawdzał je "u źródeł"

W środę Czuma - pytany w TV Puls o zarzuty wobec Pruskiego - mówił, że sprawdzał je "u źródeł". "Potrzebowałem kilkudziesięciu godzin. Tym razem dziennikarz nie mylił się" - powiedział minister, przyznając że zamierza zdymisjonować Pruskiego z dyrektorskiego stanowiska, na które mianował go przed miesiącem. Przed nominacją Pruski pracował w Prokuraturze Apelacyjnej we Wrocławiu.

W mediach spekulowano, że tę kandydaturę polecał mu Prokurator Krajowy Edward Zalewski - także pochodzący z Dolnego Śląska. Gdy "Dziennik" opisał sprawę, ministerstwo podkreślało, że powodem nominacji jest wysoka ocena merytoryczna tego prokuratora. Dodawano zarazem, że funkcja jaką pełni ma charakter czysto urzędniczy i nie wiąże się z podejmowaniem samodzielnych decyzji w dziale kadr.

Co do pozostałych zarzutów postawionych prokuratorowi przez "Dziennik", m.in. że "wsławił się alkoholowym ekscesem na unijnym szkoleniu, które skończyło się zagraniczną interwencją w resorcie sprawiedliwości", prok. Pruski - jak podało ministerstwo - podtrzymał, że są to informacje nieprawdziwe oraz nieścisłe. Na początku tygodnia ministerstwo informowało, że Pruski "rozważa kroki prawne" wobec autorów tekstu z "Dziennika"