O nowej inicjatywie legislacyjnej Szczukowski poinformował na środowej konferencji prasowej. "Jestem po konsultacji z szefem klubu poselskiego Lewicy Wojciechem Olejniczakiem. Poparł projekt i gdy tylko wróci z urlopu, mamy wspólnie rozpocząć konsultacje w tej sprawie" - podkreślił polityk.

Jak dodał, po zakończeniu pracy zespołu prawników i polityków projekt miałby trafić do Sejmu za pośrednictwem klubu Lewicy.

Szczukowski zaznaczył, że dopiero konsultacje przyniosą konkretną propozycję co do ograniczenia czasu sprawowania funkcji przez wójtów i burmistrzów i prezydentów miast. "Wstępnie rozważamy dwie wersje: ograniczenie do dwóch kadencji pod rząd lub dwóch kadencji z przerwą między sprawowaniem władzy" - poinformował.

W drugiej wersji Szczukowski przyjmuje za dopuszczalną sytuację, gdy ktoś pełni funkcję przez osiem lat i po przerwie wraca do władzy na kolejną kadencję. "Musimy dobrze rozważyć oba warianty" - stwierdził Szczukowski.

Jego zdaniem, ograniczenie kadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast pozwoliłoby uniknąć marazmu i braku inicjatywy, z jakimi można się spotkać u ludzi długo sprawujących władzę.

"Uważamy, że demokracja wymaga przepływu ludzi, myśli, idei" - zaznaczył Szczukowski

"Jeśli prezydent Polski może sprawować władze tylko dwie kadencje, podobnie jak rektorzy uczelni, nie ma powodu, by np. prezydent miasta sprawował swoją funkcję dożywotnio" - dodał.

Kolejnym argumentem, który - zdaniem Szczukowskiego - może przemawiać za wprowadzeniem proponowanych zmian jest fakt, że urzędujący włodarze mają już na starcie o wiele większe szanse na ponowny wybór niż osoby dopiero pretendujące do stanowiska.

"Urzędujący prezydent ma do dyspozycji cały budżet miasta. Każda inwestycja, jaką przeprowadzi, służy jego autopromocji. Pretendent ma bardzo ograniczone fundusze na kampanię - przepisy mówią o 50 groszach na mieszkańca. W mieście wielkości Gdańska daje to około 220 tys. zł" - zauważył Szczukowski.

Szef pomorskiego SLD nie kryje, że propozycja zmian, jaką przedstawia, wiąże się ze sprawą prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego

Lokalny przedsiębiorca zarzucił Karnowskiemu, że zażądał od niego łapówki. Zdaniem Szczukowskiego, sprawa ta pokazała, że "dożywotniość" sprawowania władzy sprzyja poczuciu bezkarności.

Jacek Karnowski jest prezydentem Sopotu od 1998 roku. Wcześniej - przez osiem lat - był wiceprezydentem miasta.

Sprawą domniemanej propozycji korupcyjnej, którą Karnowski miał złożyć biznesmenowi w marcu br., zajmuje się gdańskie biuro do spraw przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Prezydent Sopotu nie przyznaje się do winy, nie był jeszcze przesłuchiwany w prokuraturze. Przez ostatnie dwa tygodnie przebywał na urlopie, we wtorek ogłosił, że wraca do pracy.