Określenie procedur odwoławczych, które uniemożliwiają przeniesienie arbitrażu do innej instytucji niż wydająca problemową decyzję, nie jest rozwiązaniem satysfakcjonującym. Nie można zaakceptować sytuacji, w której organ administracji decyduje o rozdziale środków oraz rozpatruje protesty w zakresie wydawanych decyzji. W takim przypadku organ administracji pełniłby funkcję zarówno wykonawczą, jak i odwoławczą, przy czym ta druga funkcja oznacza faktyczne ograniczenie prawa do sądu.

Mając na uwadze doświadczenia pierwszych lat wdrażania funduszy strukturalnych w Polsce, kiedy to nie wszystkie środki zostały wykorzystane z powodu opóźnień w realizacji konkursów i procesu oceny złożonych wniosków, można wykazać pewne zrozumienie dla intencji ustawodawcy. Niemniej jednak trudno poprzeć go w tak sformułowanym stanowisku. Należy bowiem wziąć pod uwagę nie tylko kwestie związane z terminowością, ale również jakość rozstrzygnięć konkursów, którą zapewniają mechanizmy zewnętrznej kontroli.

Warto skorzystać z doświadczeń początkowego etapu funkcjonowania ustawy o zamówieniach publicznych. Jej pierwotny kształt spowodował paraliż procedur przetargowych w wyniku napływu lawiny protestów i odwołań oferentów, co przełożyło się na efekt daleki od zamierzonego. Dopiero po wprowadzeniu ograniczenia praw do odwołań oraz uproszczeniu procedur pojawiła się szansa zmiany tego stanu rzeczy. Dlatego rozwiązanie dla problemu poruszonego przez rzecznika praw obywatelskich musi być dobrze przemyślane i skuteczne, a jednocześnie nie pomijać dwóch istotnych kwestii.

ZASTRZEŻENIA RZECZNIKA

We wniosku do Trybunału Konstytucyjnego dr Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich, zakwestionował:

  •  uniemożliwienie stosowania przepisów kodeksu postępowania administracyjnego przy procedurze ubiegania się o unijne wsparcie,
  •  wyłączenie przepisów dotyczących postępowania przed sądami administracyjnymi w przypadku odmowy dofinansowania,
  •  naruszenie konstytucyjnego prawa do sądu przez nienależytą ochronę podmiotów ubiegających się o dofinansowanie,
  •  wyłączenie kontroli i działań organów administracji publicznej przez sądy administracyjne.

Pierwszą z nich jest rozróżnienie dwóch możliwych poziomów oceny decyzji instytucji przyznających dotacje. Są to: to element formalny (zgodność z procedurami) oraz merytoryczny (powiązanie z dokumentami programowymi, jak też strategiami determinującymi główne kierunki rozwoju). Proponując przeniesienie arbitrażu do sądów trzeba zgodzić się, że będą one mogły dokonać analizy tylko pierwszego elementu, podczas gdy prawdopodobnie to właśnie meritum będzie najczęściej stanowiło element sporny. Zarówno sądy administracyjne jak i cywilne nie dysponują podstawą prawną ani wiedzą, która pozwoli na zajęcie stanowiska wobec istoty oraz kontekstu społecznego spornych decyzji.

Drugą istotną kwestią jest idea samorządności, której nie można naruszać nawet w imię polityki rozwoju. Urzędy marszałkowskie otrzymały prawo do dystrybucji środków przeznaczonych na rozwój regionalny na podstawie założenia, że to właśnie one posiadają mandat i najlepszą wiedzę o potrzebach i potencjale swojego województwa. Obecnie decyzje podejmowane przez wojewódzkie samorządy nie podlegają ocenie merytorycznej innej, wyższej instancji. Wprowadzenie możliwości negacji ustalonych rozstrzygnięć na wyższym poziomie stanowić będzie wykroczenie przeciwko temu porządkowi.

Wierzę, że jakiekolwiek zmiany zostaną wprowadzone w tym zakresie, to ich inicjator będzie miał na uwadze konieczność połączenia dwóch ważnych spraw: prawa do zewnętrznych odwołań oraz interesu ogólnego, któremu służy sprawna i efektywna dystrybucja środków z budżetu UE.

ZYGMUNT FRANKIEWICZ

prezydent Gliwic