O konieczności podjęcia już teraz przygotowań do tworzenia priorytetów i projektów rozporządzeń na okres po 2013 roku mówiła w piątek w Katowicach minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska, uczestnicząca w konferencji na temat roli miast w unijnej polityce.

Minister przyznała, że myślenie z tak dużym wyprzedzeniem o unijnych regulacjach na przyszłe lata przez wiele środowisk w Polsce traktowane jest jak "futurologia", jednak w UE jest to zupełnie naturalne. Bieńkowska przekonywała, aby wyrzec się myślenia kategoriami "od wyborów do wyborów".

"W drugiej połowie 2011 roku mamy prezydencję w UE. W jej trakcie będą zapadać kluczowe decyzje co do tego, jak będą wyglądać rozporządzenia na przyszły okres 2014-2020, a także co do tego, jakie będzie ich finansowanie" - podkreśliła minister.

Jej zdaniem Polska, jako największy obecnie biorca unijnych środków, będzie miała duży wpływ na kształt unijnej polityki spójności w przyszłych latach. Zanim jednak zacznie szukać sojuszników do swojej wizji, sama musi wyznaczyć cele i priorytety, czyli to, co miałoby być preferowane przy finansowaniu z UE.

"Ten rok to czas na dyskusje na ten temat, ale nie tylko dyskusje; to także czas na wypracowanie stanowisk, szukanie poparcia dla swoich postulatów (...). Natomiast od przyszłego roku naprawdę pełną parą ruszają prace nad rozporządzeniami, najpierw w Parlamencie Europejskim, a potem w Komisji. Patrząc tymi kategoriami to naprawdę niedługi czas" - oceniła Bieńkowska.

Dodała, że Polska chciałaby otrzymać w przyszłym okresie programowania nie mniej pieniędzy niż w obecnym (67 mld euro). "Ale też musimy powiedzieć na co chcemy przeznaczyć te środki i pokazać, jak je wykorzystujemy" - podkreśliła.

Na dowód konieczności wcześniejszego przygotowania stosownych dokumentów, minister przypomniała, że najważniejsze decyzje dotyczące pozycji Polski w UE po wstąpieniu do niej w 2004 roku, zapadały w latach 1997-1999.