To tylko jedna ze zmian przewidzianych w nowelizacji ustawy – Prawo wodne (Dz.U. z 2018 r. poz. 650 ze zm.), którą przedstawiło Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Resort majstruje przy tych przepisach już trzeci raz. Wciąż nie nadąża jednak z łataniem dziur w kolosalnej ustawie, która z początkiem roku wywróciła gospodarkę wodną do góry nogami.

Po wejściu w życie prawa wodnego to nowo powołana instytucja Wody Polskie ustala wysokość i pobiera opłaty za usługi wodne. Dzielą się one na stałe (zasobowe lub abonamentowe) i zmienne, czyli zależne od faktycznych poborów wody. Są też naliczane na podstawie trzech parametrów: jednostkowej stawki opłaty (określonej w rozporządzeniu), czasu (liczby dni) i maksymalnej ilości pobieranej wody w metrach sześciennych na sekundę.

Wątpliwe naliczenia

Tyle teorii. Praktyka nastręcza już bowiem dużo więcej wątpliwości, o czym przekonują się teraz gminne spółki komunalne, od których Wody Polskie domagają się wyższych opłat. Wszystko dlatego, że trzecia zmienna – czyli ilość pobieranej wody – wynika z pozwolenia wodnoprawnego lub pozwolenia zintegrowanego.

Problem polega na tym, że w wydanych na podstawie starego prawa wodnego z 2001 r. pozwoleniach określano zwykle maksymalne wskaźniki poboru wód podziemnych w trojaki sposób: godzinowo, średniodobowo i rocznie.

Co ważne, obecne przepisy nie precyzują, które z tych wartości trzeba brać pod uwagę. A różnice między zastosowaniem rozliczenia godzinowego lub rocznego są znaczące i potrafią zawyżać opłaty nawet do kilkuset tysięcy złotych w skali roku. Dlaczego? Bo np. przy okazji pożaru, gdy wody potrzeba dużo, jej godzinowy pobór osiąga wysoki poziom. Jest to jednak wydarzenie incydentalne, które nie rzutuje na statystyki poboru wody w rocznej perspektywie.

Mimo to do tej pory Wody Polskie konsekwentnie naliczały opłaty według stawki godzinowej, z czym część przedsiębiorców się nie godziła. Nie bez znaczenia jest to, że przychody z tego tytułu wpływają do budżetu Wód Polskich, które od początku istnienia zmagają się z deficytem.

Sądy po stronie spółek

Rzecz w tym, że stanowiska rządowego organu co do stosowania godzinowego rozliczenia nie podzielały sądy administracyjne. Z pierwszych, jeszcze nieprawomocnych wyroków wynika, że Wody Polskie nie powinny stosować przy naliczaniu opłat takich parametrów, które byłyby ze szkodą dla spółek.

Dokładnie tak niekorzystny dla Wód Polskich wyrok uzasadnił właśnie WSA w Gdańsku (wyrok z 28 czerwca 2018 r., sygn. akt II SA/Gd 287/18). „Zastosowanie parametru poboru godzinowego i rocznego prowadzi do uzyskania dwóch różnych wysokości opłaty stałej. Przy zastosowaniu wskaźnika godzinowego wynik ten jest wyższy, profiskalny, mniej korzystny dla skarżącej spółki niż przy użyciu wskaźnika rocznego, który odzwierciedla maksymalny roczny pobór wód podziemnych”– czytamy w uzasadnieniu.

Innymi słowy, organ przyjął wynik, który nie oddaje kosztów rzeczywistego, dopuszczalnego dla strony poboru wód w skali roku – uznał sąd.

Tożsame stanowisko zajęły też inne składy orzekające. Na korzyść spółek rozstrzygnął WSA w Krakowie w wyroku z 17 lipca 2018 r. i WSA w Gdańsku z 1 września 2018 r. (sygn. akt II SA/Gd 297/18). Wszystkie wyroki są jeszcze nieprawomocne.

Uregulowanie ustawą

Przeciąć te spory i wprowadzić jednolite metody naliczania ma nowelizacja. Rzecz w tym, że ministerstwo wybrało opcję najmniej korzystną dla spółek. Najnowsza propozycja przewiduje bowiem, że opłaty stałe za pobór wód naliczane będą na podstawie maksymalnego poboru godzinowego.

„Jeżeli pozwolenie wodnoprawne lub pozwolenie zintegrowane nie określa zakresu korzystania z wód w m3/s, ustalenia wysokości opłaty stałej za usługi wodne dokonuje się na podstawie wartości maksymalnego godzinowego poboru wody lub zrzutu ścieków przeliczonego na metry sześcienne na sekundę” – brzmi najnowsza propozycja.

– Po zmianach zdezaktualizuje się korzystna dla przedsiębiorstw linia orzecznicza sądów administracyjnych, negująca taki właśnie sposób naliczania opłat przez Wody Polskie – przekonuje Maciej Łukaszewicz z Kancelarii Radców Prawnych Zygmunt Jerzmanowski i Wspólnicy.

Zdaniem ekspertów to krok w stronę fiskalizmu, który pomoże Wodom Polskim wyjść na budżetową prostą. Zmiany uderzą jednak w spółki gminne, a rykoszetem – z powodu wyższych kosztów ich działalności – mogą po kieszeni dostać też mieszkańcy.