statystyki

Pięć mitów o prawie do informacji

autor: Bartosz Wilk25.09.2018, 10:58; Aktualizacja: 25.09.2018, 12:37
informacja, biuro

W Polsce większość spraw sądowych z zakresu informacji publicznej dotyczy „sporu na przedpolu”.źródło: ShutterStock

W ciągu 15 lat działania spotykamy się w Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska z opiniami, za którymi często nie stoją solidne argumenty. Są to plotki i oceny, które tworzą szkodliwą mitologię wokół informacji publicznej.

Powszechne są narzekania urzędników, że nie mogą wykonywać swoich obowiązków, ponieważ muszą odpowiadać na zalew wniosków o informację. Teza ta ma wielu ambasadorów wśród dziennikarzy, akademików, sędziów i prawników. Współczucie kierowane jest zwłaszcza do małych gmin, którym trudniej sobie z tym zalewem poradzić.

Rzekomemu zalewowi przeczą zbierane przez Sieć Watchdog dane publiczne. Badamy sprawę od lat. W 2013 r. (po wyeliminowaniu braków danych) niecały 1 proc. gmin otrzymały 200–360 wniosków. Tylko pięć zadeklarowało, że otrzymało ich więcej. Są wśród nich cztery duże miasta: Łódź (615 wniosków), Kraków (1500), Wrocław (1985) i Warszawa (4591). Tylko w jednym wypadku dużą liczbę wniosków otrzymała mała, 10-tys. gmina. Wpływa do niej kilkaset wniosków rocznie (514 w 2014 r., 522 w 2011 r. i 462 w 2012 r.). Znamy tę gminę i wiemy, że wiele wniosków pozostaje bez odpowiedzi i trafia do sądu, który przyznaje rację skarżącym.

W przeciętnej gminie sytuacja jest jednak zupełnie inna, niż twierdzi mit. W 2013 r. prawie 75 proc. gmin otrzymało do 50 wniosków o informację publiczną, stopniowy wzrost ich liczby doprowadził do tego, że w 2016 roku było to… 60 wniosków.

Nieprawdziwe jest zatem stwierdzenie, że do polskich urzędów wpływa tak dużo wniosków o informację publiczną, że uniemożliwia to urzędnikom wykonywanie zwykłych obowiązków. Do przeważającej liczby gmin wpływa jeden wniosek na tydzień lub na dwa. Trzeba przy tym pamiętać, że na wnioski nie odpowiada w urzędzie tylko jedna osoba.

Mit o zalewie wniosków stał się podstawą do postulowania zmian legis lacyjnych. Proponował je na przykład Związek Powiatów Polskich w 2014 r. Gdy jednak zapytaliśmy o przykłady zalewanych wnioskami gmin oraz własne doświadczenie postulujących zmiany legislacyjne, okazało się, że przedstawiciele powiatów w zarządzie związku najczęściej osobiście nie spotkali się z sytuacją paraliżu urzędu z powodu liczby wniosków i nie byli w stanie podać, gdzie on się pojawił. Niech przykładem będzie starosta wąbrzeski, który pismem z 28 kwietnia 2014 r. (znak OR.1431.5.2014.KA) poinformował nas, że w 2012 r. do starostwa wpłynęło 17, zaś w 2013 r. 26 wniosków o informację publiczną. Stwierdził zarazem, że „przykłady dotyczące paraliżu pracy nie pochodzą z [jego] Starostwa”. Jak jednak podkreślił, popiera propozycję Związku Powiatów Polskich dotyczącą ograniczenia prawa do informacji publicznej.

Poza statystyką w każdym przypadku trzeba przeanalizować, skąd wynika duża liczba wniosków. Przyczyn może być wiele, w tym zwłaszcza brak bieżącej aktualizacji Biuletynu Informacji Publicznej gminy, przez co jedyną drogą do zapoznania się z informacjami jest właśnie wysyłanie do urzędów wniosków o ich przekazanie. Może to także być efekt nadzwyczajnej aktywności lokalnej społeczności, zaś z drugiej strony – opornej na jawność władzy.


Pozostało jeszcze 84% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane