statystyki

Łatwiej dostać się do Sądu Najwyższego niż do rejonowego [WYWIAD]

autor: Szymon Cydzik11.09.2018, 07:29; Aktualizacja: 11.09.2018, 08:16
Ogłoszenie konkursu przez prezydenta nie zostało kontrasygnowane przez prezesa Rady Ministrów.

Ogłoszenie konkursu przez prezydenta nie zostało kontrasygnowane przez prezesa Rady Ministrów.źródło: ShutterStock

Jacek Barcik: Miażdżąca większość środowiska prawniczego uważa, że mamy do czynienia z zamachem konstytucyjnym, targnięciem się na standardy państwa prawa

Kandydował pan do Sądu Najwyższego po to, by zakwestionować samą procedurę wyboru. Co jest z nią nie tak?

Profesor Jacek Barcik, adwokat

Profesor Jacek Barcik, adwokat

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Przede wszystkim jej nieprzejrzystość, choć wiem, że występuję tu trochę jako sędzia we własnej sprawie. Postępowanie było szybkie, przesłuchania tajne, nie było możliwości rzetelnej oceny wszystkich kandydatów. W efekcie mamy rażące pomyłki, jak to, że rekomendacje uzyskały osoby z wyrokami dyscyplinarnymi. Coś takiego nie powinno mieć miejsca. Każde państwo powinno dbać, by w najwyższym organie władzy sądowniczej zasiadali ludzie, którzy przeszli wszystkie szczeble sędziowskiej kariery, mają doświadczenie orzecznicze i zapewniają wszechstronny ogląd rozpatrywanych spraw. A nie osoby, które to doświadczenie będą musiały zdobywać w boju, a jedyną ich zaletą jest, jak się wydaje, lojalność.

Czy to nie zbyt ostra opinia?

Trudniej się teraz dostać do sądu rejonowego niż do Sądu Najwyższego. Od kandydata do SN wymaga się tylko kilku dokumentów: zaświadczenia lekarskiego o zdolności do pełnienia urzędu, zaświadczenia psychologicznego i – jeśli nie jest sędzią – zaświadczenia o niekaralności z Krajowego Rejestru Karnego. Nie ma żadnej oceny dorobku orzeczniczego. Jest teoretycznie możliwe, że Sąd Najwyższy składałby się z osób, które nigdy nie były sędziami. Proszę spojrzeć na izbę dyscyplinarną, do której startowałem. Było tam 16 wakatów. Rekomendowano 12 osób, z których aż połowę stanowią prokuratorzy. Czyli znów osoby bez doświadczenia orzeczniczego. Zastanawiające jest, dlaczego aż tak obniżono kryteria merytoryczne. Biorąc pod uwagę dotychczasowe procedury, polityczne wybory do Krajowej Rady Sądownictwa, niestety bardzo prawdopodobna jest teza, że celem jest powołanie do Sądu Najwyższego ludzi, którzy niekoniecznie będą się odznaczali przymiotami intelektualnymi, ale za to pozostaną wierni. I nie zapomną, komu zawdzięczają karierę.


Pozostało jeszcze 89% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • Smt(2018-09-11 09:36) Zgłoś naruszenie 64

    Pan profesor mija się z prawdą. Nie obniżono ŻADNYCH kryteriów o charakterze merytorycznym; doszedł natomiast dodatkowy wymóg- wiek minimum 40 lat. Co więcej, pan profesor symptomatycznie pomija, że dotychczasowa I Prezes SN Małgorzata Gersdorf została sędzią Sądu Najwyższego nie mając ani 1 dnia doświadczenia w orzekaniu (nigdy nie była sędzią ani prokuratorem), mało tego I Prezesem SN została mając niespełna 6 lat w orzekaniu w SN. To tyle o artykule.

    Odpowiedz
  • szambo hej(2018-09-11 09:13) Zgłoś naruszenie 32

    tu na dole sa potrzebni fachowcy a tam miernota ktora wszystko poprze i tym sie rozni sad od sadu

    Odpowiedz
  • sceptyk(2018-09-11 10:41) Zgłoś naruszenie 23

    Miażdżąca większość środowiska prawniczego ????? To chyba koledzy Autora i jego tutumfaccy

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Polecane